Kotlety z ziemniaków

Kotlety ziemniaczane są ciekawym dodatkiem do drugiego dania i z powodzeniem zastąpią gotowane ziemniaki. Bardzo dobrze smakują z sosem pieczarkowym i surówką. Ja podałam kotlety ze szpinakiem, za którym przepada mój mąż. Są proste w wykonaniu i smaczne.

Kotlety z ziemniaków

Składniki:

6 ziemniaków

jajko

bułka tarta

olej do smażenia, najlepiej oliwa z oliwek (najzdrowsza)

sól i pieprz do smaku

pęczek natki z pietruszki

Wykonanie:

Ziemniaki obrać, ugotować do miękkości w osolonej wodzie, odcedzić, przestudzić. Kiedy ziemniaki przestygną należy je starannie utłuc lub zmielić w maszynce – ja używam tłuczka, bo mniej zmywania. Pokroić natkę i dodać do ziemniaków, wbić jajko i wymieszać całość. Doprawić pieprzem. Uformować kotlety, obtoczyć w tartej bułce i usmażyć na rozgrzanym oleju na złoty kolor. Podawać gorące.

Kotlety ziemniaczane ze szpinakiem

Do kotletów można dodać (po przekręceniu w maszynce) pokrojoną szynkę lub boczek, cebulkę. Dla lubiących pikantnych potrawy można dodać posiekane papryczki chili. Smacznego!

Wychowanie dzieci – teoria a praktyka

Z pokolenia na pokolenie

Niedoświadczone mamy złaknione są wiedzy, czy to pochodzącej z literatury fachowej, z internetu, albo z doświadczeń innych kobiet – znajomych, mam, babć, przyjaciółek. Te ostatnie, w zależności od tego, w jakim są wieku, z czasem zapominają o trudach związanych z wychowaniem dzieci. Zmieniają się również poglądy w kwestii wychowania – moja babcia, mimo że w zaawansowanym wieku udzielała mi wskazówek z iskrą w oku. Jej zdaniem nie powinnam nosić małej na rękach, w każdym razie nie za długo. Dziecko powinno leżeć w swoim łóżeczku i kropka – tylko jak miałam to wytłumaczyć mojej córci, która najchętniej przekleiłaby się do mamy?

Babcia przy komputerze

Również dostępne obecnie produkty – ubranka, pieluchy, kosmetyki są inne niż w przeszłości. Moja mama, o babci nie wspominając, nie zastanawiała się, które pampersy są najlepsze, bo dostępne były tylko pieluchy tetrowe. Babcie używały pieluszek szytych z płótna a pralek, nie tylko automatycznych, nie maiły w ogóle. Tych różnic było znacznie więcej, a środków, których dziś mamy taki wybór znacznie mniej, albo wcale. Teraz możemy wybierać do woli, choć czasem od tego kręci się w głowie – jaki wybrać wózek, które ubranka będą dobre, jaki proszek do prania, jakie kosmetyki, pieluchy, buty, mleko, butelki do mleka, niekapek, zabawki, pościel, meble… Wiadomo, że nie są to rzeczy najważniejsze, najważniejsze to zapewnienie dziecku spokojnego, szczęśliwego dzieciństwa, ale bez wątpienia mają wpływ na jakość życia: za małe buty – dziecko nie chce chodzić, za duże – przewraca się, zły proszek – uczulenie, o wyborze wózka nie wspominając.

Życie z kolorowych magazynów

Kiedy byłam w ciąży chętnie sięgałam po czasopisma dla mam. Tytułów na rynku jest sporo, tematyka obejmuje różne zagadnienia – od ciąży, przez poród po wychowanie niemowlaka a potem małego dziecka. Spektrum problemów też jest szerokie – od kolki, po trening nocnikowy. Kiedy czytam te kolorowe czasopisma teraz, czasami mam ochotę podrzeć je w drobny mak. Każdy już na okładce przekonuje jak szybko poradzi sobie z czymś, z czym ja nie mogę od kilku miesięcy czy tygodni. We wszystkich znajdziemy coś w rodzaju: 8 niezawodnych sposobów na przespanie nocy, 5 metod, które pomogą zwalczyć kolkę, ząbkowanie – to nie problem, karmienie piersią i praca – my pokażemy ci jak łatwo można to pogodzić! Z każdej strony wyskakują „smyki”, „brzdące”, „bobasy”. Nie ma w tym nic złego, jest to poniekąd słodkie, ale łatwo przedobrzyć ze słodkimi rzeczownikami i czytanie staje się męczące. Odnoszę wrażenie, że metody na zwalczanie kolki, ułatwienie zasypiania i tak dalej, są poddawane recyklingowi, drobnej korekcie, podpatrzone w innych czasopismach i wprowadzane ponownie do obiegu. Być może te pomysły pomagają, pewnie nawet działają, ale nie są stuprocentowe, ani doskonałe. Moje dziecko nie przesypia nocy, bo taką ma naturę i budzi się przynajmniej raz. Odkąd mała skończyła 14 miesięcy śpi znacznie lepiej niż wcześniej, czasem budzi się dopiero o 4.00, ale noc przespane od A do Z mogę policzyć na palcach jednej ręki. Ma na to wpływ ząbkowanie, zwłaszcza, kiedy kolejny ząbek się wyrzyna, córcia budzi się kilka razy i jest to zrozumiałe. Podobnie z jedzeniem – ostatnio wyczytałam jak rozkład posiłków powinien wyglądać i tu też moje dziecko odbiega od prezentowanego modelu zachowania. Pije mleko, co najmniej trzy razy dziennie, urozmaicone posiłki nie wchodzą w grę, bo lubi to, co lubi i może jeść na okrągło te same rzeczy, jedynie pory posiłków są stałe.

Rady na wszystko

Wszystkie te niesamowite porady mogą stworzyć w człowieku fałszywe przeświadczenie, że nie wiemy jak odpowiednio zająć się własnym dzieckiem i rodzić niepotrzebne frustracje czy wątpliwości.

Na forach internetowych z kolei, czytam czasem o metodzie usypiania 3, 5, 7 minut, która oryginalnie nie polega na trzymaniu się ściśle tego właśnie czasu i pochodzi od pediatry, dr Greena, do którego książki „Poskramianie małego dziecka” odsyłam dociekliwych. Dużo osób również wyraża pogląd, żeby nie biec do dziecka na każde kwilnięcie, czego ja jakoś uniknąć nie mogę, bo trudno mi znieść płacz mojej Łucji i wolę zdusić go w zarodku, niż dopuścić do tego, że zaatakuje z całą mocą i pozbawi mnie zdolności racjonalnego myślenia. Tak, więc biegnę od razu, jeśli wiem, że płacz przybierze na sile.

Myślę, że najlepsze, co możemy zrobić to krytycznie oceniać docierające do nas informacje i zaufać swojemu instynktowi, który jest najlepszym dostępnym środkiem do wychowania dzieci.

Lody waniliowe

Domowe lody

Przygotowanie lodów w domu to swego rodzaju przyjemność. Nawet dla osób, które średnio radzą sobie w kuchni, będzie to prosty i udany sposób na kulinarny sukces. Śmiało można w robienie tego przysmaku zaangażować trochę starsze dzieci, bo składniki wymagają ubijania i mieszania. Z wersji podstawowej można przygotować dowolny smak, przez dodanie wanilii, kakao, czekolady, bakalii lub jeśli wolicie lody owocowe, zmiksowanych truskawek, malin, bananów, jagód, gruszek, granatów… W wersji owocowej część owoców należy pokroić i zostawić do dekoracji. Ponieważ lody zawierają surowe jajka i istnieje ryzyko zatrucia salmonellą, najlepiej sparzyć jajka przed użyciem.

Lody waniliowe

Składniki:

2 jajka

pół szklanki cukru

2 szklanki śmietany do deserów 30 lub 36% (ja robię z 30% śmietanką)

1 łyżka przegotowanej wody, ciepłej

Wykonanie:

Do jednej miski wbić białka, do drugiej żółtka. Białka ubić dobrze – nie musi być na sztywno, dodać połowę cukru i ubijać jeszcze chwilę, tak żeby rozpuścić cukier (około 2 minuty). Do miski z żółtkami dodać łyżkę przegotowanej wody i resztę cukru a następnie utrzeć całość, aż żółtka zrobią się jasne. Śmietanę wlać do osobnego naczynia i zmiksować (lub ubić), aż będzie mieć konsystencję kremu, dodać ubite białka i żółtka i wymieszać całość do połączenia składników. Przełożyć do salaterek, lub kubków (można zostawić w dużym naczyniu bez dzielenia na porcje) i włożyć do zamrażalnika na kilka godzin.

Na wszystkich etapach można użyć miksera lub trzepaczki. Do lodów na zdjęciu dodałam startą laskę  wanilii, którą można zastąpić cukrem waniliowym. Można też dodać pół szklanki jogurtu i wtedy otrzymamy wersję jogurtową. Przepis jest prosty a lody wychodzą pyszne. Smacznego!

Zabawy małych dzieci

Jak bawi się dziecko

Małe dzieci bardzo lubią chaotyczne, przypadkowe zabawy. Najważniejsze żeby się coś działo a im więcej się dzieje, tym więcej jest z tego radości. Chociaż jest to uciążliwe i męczące dla rodziców – przeglądanie obrazków w książce, bez szans na dowiedzenie się, o czym jest ta historia?, zabawa klockami, której celem jest przewrócenie każdego zbudowanego obiektu, choćby składał się z dwóch elementów – to taka bezcelowa zabawa jest bardzo ważna dla dziecka. Mózg dziecka nie ma, jak w przypadku dorosłych, narzuconych wzorców a ponieważ takie schematyczne ograniczenia nie istnieją, dzieci są dzięki temu o wiele bardziej kreatywne niż dorośli. Ma to również znaczenie w szybkości uczenia się – mózg dziecka chłonie jak gąbka a im więcej rzeczy uda się małemu człowiekowi sprawdzić czy rozłożyć na czynniki pierwsze, tym mniej ograniczeń w myśleniu będzie mieć, jako dorosły. Dobrym przykładem jest doświadczenie z muchami, które umieszczono w zamkniętym słoiku – muchy nauczyły się, że nie mogą z niego wylecieć i nie opuściły słoika, nawet, kiedy usunięto zakrętkę. Dorosłym – podobnie jak wspomnianym muchom – trudno jest czasem zmienić sposób myślenia, czy nauczyć się nowych rzeczy. Starsze osoby nie lubią nowości, rzadziej korzystają z komórki, czy komputera, nie, dlatego że nie są w stanie nauczyć się ich obsługi, ale dlatego że myślą, że nie zdołają się tego nauczyć. Oczywiście, jeśli będziemy konsekwentni i zachęcimy dziecko to zacznie układać klocki, ale ich rozrzucanie jest lepiej widziane.

Basen z piłkami

Monkey see monkey doo

Dzieci lubią również naśladować dorosłych, ale wtedy też dodają coś od siebie. Jest to czasem problematyczne, bo dziecko przekłada to, czego się nauczyło, na co tylko się da i czasem robi rzeczy, których nie powinno. Dam przykład – pokazałam mojej córeczce jak podlewam kwiatki, patrzyła z zainteresowaniem jak woda wypływa z butelki, do tego komentowałam to, co robię: „widzisz kochanie, kwiatkom się chce pic i trzeba im dać wody, wołają ‘Łucja daj nam pić’”, a kiedy podlałyśmy roślinkę, ta głosem mamy mówiła „dziękujemy Ci Łucjo”. Cała sytuacja tak spodobała się małej, że kiedy następnym razem sięgnęła po swoją butelkę do picia, to zamiast z niej pić, zaczęła podlewać, co się tylko dało – podłogę, stół, krzesła, zabawki, telewizor. Nie widziałam jak to robiła za pierwszym razem, zastanowiła mnie lepiąca się podłoga – w butelce był sok. Od tej pory nalewam jej tylko wodę (również ze względu na zęby) a mała raz pije, raz podlewa, – kto wie może wyrośnie nam z tego jakiś kwiatek…

Zabawa w ogrodzie

Dziecko w sklepie

Oczywiście w takich zabawach dziecko nie może robić absolutnie wszystkiego, co przyjdzie mu do głowy i trzeba zadbać o jego bezpieczeństwo, wkładanie palca do kontaktu, mimo że stanowi niewątpliwie kuszącą perspektywę, nie jest dozwolone. Generalnie uważam, że stosowanie zbyt wielu zakazów nie jest konieczne. Również w miejscu publicznym – jeśli zabawa jest bezpieczna a zachowanie dziecka nie jest męczące dla otoczenia, czy niegrzeczne, to warto na nią pozwolić. Dziecko pobawi się, nacieszy i bez protestów pójdzie dalej – przynajmniej w przypadku mojej córci tak to działa.  Jeśli dziecko chce się bawić a nam zależy na czasie, to dobrze jest odwrócić uwagę malucha i skierować ją na coś, co dziecko lubi, lub co będzie dla niego interesujące.

Dziewczynka w cukierni

Podróż z małym dzieckiem

Lotnisko Okęcie – pociąg czy samochód?

Wkrótce wybieramy się w podróż z naszym drogim dzieckiem. Mała będzie miała skończone 17 miesięcy. Podróż będzie długa z przesiadkami, w sumie około 20 godzin, jeśli nie będzie opóźnień. Najpierw musimy się dostać do Warszawy, jeszcze nie wiem czy pociągiem czy samochodem. Z jednej strony pociąg jest wygodniejszy dla dziecka – może chodzić, ruszać się a jest to niebagatelna sprawa dla malucha w tym wieku. W samochodzie musi siedzieć w foteliku, co zdarza jej się tylko, gdy śpi, bo jest pełna energii, lubi się ruszać, wspinać i oczekiwanie, że będzie siedzieć w jednym miejscu jest po prostu nierealne. Z drugiej strony jazda samochodem to mniej użerania się z bagażem (który zabieramy w ilościach minimalnych, ale jest konieczny), nie trzeba dojeżdżać do dworca a potem z dworca do lotniska, nie trzeba się martwić o opóźnienia i za wcześnie budzić małej. Zmiana pieluchy w samochodzie też jest łatwiejsza. Poza tym mniej zarazków a małe rączki muszą przecież wszystkiego dotknąć.  To jest sprawa numer jeden.

Wszystko zabraliśmy?

Mleko modyfikowane

Następna to przygotowanie mleka w samolocie. Lecieliśmy już z niunią do Grecji, ale ten lot trwał 2,5 godziny, więc podróż była dużo krótsza. Poprosiłam stewardessę o gorącą wodę, a potem po przestudzeniu przygotowałam mleko. Ale jak to będzie wyglądać przy 10-godzinnym locie, gdzie trzeba przecież dokładnie umyć butelkę i smoczek? Mam zaufanie do obsługi lotu, ale im mniej osób dotyka butelki, o smoczku nie wspominając tym lepiej. Mała bardzo lubi mleko i nie chce pić z niekapka. Czasem pije z kubka, ale to bardziej zabawa niż picie. Wiadomo, że taka podróż będzie stresującą, więc chcę żeby dodatkowych obciążeń było dla dziecka jak najmniej, czyli najlepsza będzie butelka i smoczek, który działa trochę jak zawór bezpieczeństwa a ssanie odpręża maluszka. Myślałam o gotowym mleku – Bebiko lub Candia. Czasem Łucja pije Candię i nie ma żadnych problemów po tym mleku, dodatkowo można je kupić w butelce 0,5 litra, co byłoby super rozwiązaniem w podróży – dokręcić smoczek i podać mleko bezpośrednio z oryginalnego opakowania. Niestety żaden smoczek nie pasuje do zakrętki. Producent zamierza wprowadzić butelki o mniejszej pojemności 250 ml, do których można dopasować smoczek, ale dopiero, kiedy rynek w Polsce się rozwinie. Butelka 500 ml, to za duża pojemność na jednorazowe spożycie, więc nie przewidziano dokręcania smoczka. Szkoda, bo przy takiej wyprawie oszczędzanie mleka jest ostatnią rzeczą, na jakiej mi zależy. Zawsze mogę ograniczyć małej ilość ukochanego trunku i dać jej wodę lub sok w najgorszym razie samą butelkę do ssania.  To jest sprawa numer dwa.

Samolot

Jak zabawić dziecko w samolocie

Kolejna rzecz to zmiana pieluszki i nie mówię tu o mokrej pieluszce. Normalnie w domu myję małą – najlepszy i najprostszy sposób na zapobieganie odparzeniom. Przy mokrej pieluszce ganiamy się po domu, bo mała nie chce leżeć dłużej niż 15 sekund, ale w domu to nie problem. Z tego, co wiem w samolocie będzie dostępny przewijak. Na pewno pomoże mi mąż. Lecąc z Grecji musiałam zmienić brudną pieluszkę i poszło gładko. Niemniej jest to jedna z rzeczy, nad którymi się głowię.

Poza tym sama długość podróży i ilość przesiadek – samochód (lub pociąg), samolot, samolot, samolot i samochód będą wyzwaniem dla dorosłych i dużym wyzwaniem dla małego dziecka. Oczywiście zabierzemy coś dla rozrywki – zabawki, książki, komputer z ulubionymi piosenkami, bajkami i tym podobne, rumianek dla małej na lepszy sen, ale i tak obawiam się tej podróży.  Ważne jest nasze, (czyli rodziców) nastawienie i o ile na mojego męża można liczyć, to nie wiem jak moja panikarska natura się sprawdzi. Chyba muszę się zaopatrzyć w relaksujące ziółka, żeby wspierać rodzinę a nie dokładać im strasu.

Jeśli ktoś ma jakieś swoje pomysły, lub był w podobnej sytuacji to proszę o rady, jak sprawić, żeby podróż była jak najmniej uciążliwa.

Jak zrzucić brzuszek – zbędne kilogramy po ciąży.

Kiedy schudnę?

Z perspektywy czasu widzę, że przed błogosławionym stanem, byłam całkiem szczupłą kobitką. Nie miałam figury modelki, ale tłuszczyk na brzuchu nie spędzał mi snu z powiek, był tam w ilościach niewielkich, takie, które pozwalają na noszenie obcisłych bluzek i spodni, bez wylewania się nadmiaru ciała – tego ciała tam po prostu nie było. Jak sobie przypomnę moje wieczne narzekanie na figurę, to parskam  śmiechem.

W chwili obecnej moje dziecko skończyło 16 miesiąc życia, a ja 16 miesiąc z dodatkowymi kilogramami na plusie, które nie wiedzieć czemu, ulokowały się właśnie na brzuchu. Niby mieszczę się w ciuchy sprzed ciąży, noszę ten sam rozmiar, ale tłuszczu na brzuchu pozbyć się nie mogę. Zwłaszcza, kiedy trzymam małą na rękach i wypinam brzuch, wyglądam jakbym znów była przy nadziei. Punktem kulminacyjnym, poniekąd również zwrotnym, w moim narzekaniu na brzuch bez aktywnego zabrania się za problem, było spotkanie ze znajomą w sklepie. Trzymając niunię na rękach, wybierałam marchewki i wtedy podeszła do nas X, z uśmiechem zauważając: „widzę, że córcia będzie mieć braciszka lub siostrę”. Nie powiedziała tego złośliwie, po prostu mój brzuch mówi sam za siebie. Odparłam, że to pamiątka po Łucji. Sytuacja trochę niezręczna, zwłaszcza dla X, bo ja jestem swojego stanu, niestety świadoma. To spotkanie dało mi jednak motywację do działania i zaczęłam szukać sposobu na pozbycie się brzuszka.

Dieta i ćwiczenia – teoria a praktyka

Najlepsza dieta

Można tego dokonać jedynie z żelazną dyscypliną i silną wolą. Niestety osobiście nie posiadam żadnej z powyższych cech. Lubię jeść, kocham słodycze i nie chce mi się ćwiczyć. I jak w takich warunkach walczyć z tuszą? Najlepiej małymi krokami – nie stosować diety 1000 kalorii, jeśli wiemy, że nie jesteśmy w stanie jej stosować konsekwentnie. Ja staram się nie jeść za dużo, ograniczam tłuszcz i słodycze. Kiedy mam ogromną ochotę na sweets, to jem, byle nie robić tego dzień w dzień. Razem z mężem stosowaliśmy również przez około 10 dni dietę fasolową. Jest to dieta, którą mogę polecić – działa i już po tygodniu daje się poczuć pierwsze efekty. Niestety, po diecie przyszło Boże Narodzenie, gdzie nie udało mi się oprzeć świątecznym przysmakom i efekty diety przepadły.

Silna wola
Ciastko czekoladowe

Bardzo pomocne przy odchudzaniu jest picie wody niegazowanej, najlepiej wypijać 1,5 litra dziennie. Jednak, kiedy biegam za małą, gotuję, sprzątam, piorę, to zapominam o piciu i w efekcie wypijam dużo na raz na wieczór.

W pozbywaniu się brzuszka dobre są ćwiczenia. Kupiłam sobie „Shape” z dołączoną płytą z ćwiczeniami pilates i udało mi się ćwiczyć przez całe 2 dni – córci nie podobało się to skupienie uwagi na ekranie telewizora i w ten sposób płyta wylądowała w szufladzie, gdzie spoczywa do dziś. Przez jakiś czas robiłam brzuszki, połączone z innymi ćwiczeniami, które lubię i do których od czasu do czasu wracam, ale brakuje mi samodyscypliny, żeby ćwiczyć dłużej niż 5 dni pod rząd. Najczęściej taka potrzeba ruchu pojawia się przed miesiączką i utrzymuje przez kilka dni, po czym znika bez śladu. Jedyną rzeczą, która trzyma mnie w formie i którą robię codziennie są spacery. Tak się składa, że Łucja lubi spać w wózku i w ciągu dnia tylko tam zasypia bez problemu. Dlatego codziennie, niezależnie od pogody (chyba, że jest wyjątkowo zimno lub mokro) wychodzimy na spacer, który zazwyczaj trwa 2 godziny. Jest to dla mnie świetne rozwiązanie, bo uwielbiam chodzić i mogę spacerować godzinami. Kraków jest o tyle fajnym miastem, że miejsc do spacerów nie brakuje.

Bieg
Ćwiczenia

Syzyfowa praca?

Chcielibyśmy mieć więcej dzieci i mam świadomość, że brzuszek może ze mną zostać na dłużej, ale myślę, że w kolejnej ciąży będę się bardziej kontrolować, zwłaszcza w ostatnim trymestrze żadnych zbędnych węglowodanów, bo wiem jak trudno jest się pozbyć nadmiaru ciała. Przy Łucji mój przyrost wagi był stały – co miesiąc 2 kg na plusie, ale w ostatnich miesiącach jadłam słodycze, których wystrzegałam się wcześniej i za które teraz płacę.

Właściwie nadmiar kilku kilogramów nie jest problemem, ale ja osobiście nie czuję się z tym dobrze. Nie chodzi tu tylko o wygląd (choć dla mnie zgrabna sylwetka to dobre samopoczucie – co u ukrywać chce się podobać mojemu mężowi), ale również o kondycję, dlatego chciałabym się pozbyć tego nadmiaru. Po ciąży zaczęłam kupować trochę luźniejsze ubrania – spodnie z luzem w pasie, dłuższe bluzki, ale ostatnio złamałam tę tradycję i kupiłam baaardzo dopasowane spodnie, które świetnie się prezentują i dla których postaram się zrzucić mój uprzykrzony brzuszek.

Jeśli ktoś ma jakieś rady, jak się jeszcze zmotywować, lub jeśli komuś udało się pozbyć brzuszka po ciąży to proszę o wskazówki, jak to skutecznie zrobić.

Jakie pieluszki są najlepsze?

Pieluchy jednorazowe kontra tetra

Pieluszki jednorazowe, z punktu widzenia matki, to jeden z najlepszych wynalazków na świecie. Ich największym minusem jest to, że nie są ekologiczne – rozkładają się latami, a jak sobie wyobrazić ile zużywa się ich łącznie na świecie, to robi się człowiekowi niewesoło. Najbardziej przyjazne środowisku są pieluchy tetrowe, czyli materiałowe. Są również najtańsze w użytkowaniu. Trzeba je tylko wyprać i wyprasować. No właśnie „tylko”. Przy małym dziecku zazwyczaj nie ma się dużo wolnego czasu, a w przypadku pieluch tetrowych nie da rady ich zmieniać, co 3 godziny, tylko po każdym zmoczeniu, czyli często. Nie wiem ile to razy wychodzi dobowo, myślę że sporo w porównaniu z jednorazowymi. Dodatkowo, jeśli nie założy się majtek z ceratką, trzeba również zmienić ubranie dziecka, bo będzie mokre. Ja zakładałam córci pieluchę tetrową kilka razy i zawsze kończyło się to mokrym ubraniem. Pieluchy tetrowe, to moim zdaniem dużo dodatkowej pracy i podziwiam mamy, które ich używają.

Pieluchy jednorazowe są bardziej chłonne i te dobre, utrzymują suchą skórę, nawet przez całą noc. Lubię kupować różne pieluszki, droższe i tańsze, żeby porównać ich jakość i wydajność.

Wygodna pielucha
Pielucha do jogi

Najlepsze pieluszki

1. Najlepsze pieluchy, to moim zdaniem Pampersy. Producenci tych pieluszek naprawdę się starają. Pieluszki są różne, dostosowane do potrzeb dzieci w każdym wieku – od noworodków, do tych, które stawiają pierwsze kroki (do tego etapu na razie doszłyśmy z córcią). Dla noworodków pieluszki posiadają specjalną siatkę, izolującą delikatną skórę świeżo narodzonego człowieka. Dla niemowląt o bardzo wrażliwej skórze, od jakiegoś czasu też dostępne są pieluchy w tej wersji, choć moim zdaniem są dobre, ale nie bardzo dobre, a dodatkowo ich cena w porównaniu do „zwykłych” pieluszek firmy Pampers jest wyższa. Dla dzieci biegających dostępne są pieluchy w opcji „boy” i „girl”. Te pieluszki to tak naprawdę pielucho-majtki, które łatwo się zakłada, co jest pomocne przy rozbieganym dziecku. Zalety Pampersów w ogóle to jak dla mnie:

– bardzo dobra chłonność, skóra dziecka jest długo sucha i jeśli trzeba gdzieś wyjść na dłużej lub w nocy, nie trzeba się martwić o to, że dziecku jest mokro (ze zmianą lepiej jednak nie czekać do momentu, aż pieluszka się za dzieckiem ciągnie, bo jest taka pełna). Tanie pieluszki trzeba zmieniać częściej i w sumie nie wiem czy nie wychodzą cenowo podobnie jak Pampersy,

– elastyczne, rozciągliwe paski, które pozwalają dziecku na dużą swobodę ruchu i nie uciskają brzuszka,

– miękkie wykończenia – mała nigdy nie miała otarć na skórze od tych pieluch,

– dobre rzepy, dziecko ich samo nie zdemontuje, a czasem jest w stanie w przypadku innych pieluch.

Ich jedynym mankamentem jest cena, która jest wysoka, ale przynajmniej uzasadniona.

2. Następne na mojej liście ulubionych są pieluszki dostępne w Rossmanie o nazwie Babydream. Pieluszki te są miękkie, delikatne, nie podrażniają skóry, nie mają żadnych dodatków typu „balsam”, mają bardzo dobrą chłonność. Minus jest taki, że można je w Polsce kupić tylko w jednym sklepie i dostępne są tylko stosunkowo małe paczki (dla wagi 9-20 kg opakowanie zawiera 36 sztuk). Ostatnio niestety ich jakość jest trochę gorsza – chłonność jest dobra, ale paski, które kilka miesięcy wcześniej były bardzo rozciągliwe i elastyczne, teraz już takie nie są. Myślę jednak, że za tą cenę warto je polecić.

3. Trzecie na mojej liście są Huggiesy. Pokryte bawełną, delikatne, wkład w środku nie „zbija się”, choć zdarzyła mi się paczka (kupiona w Biedronce), gdzie zrobiły się grudki. Mankamentem tych pieluch jest to, że jeśli kupi się rozmiar, którego dolny przedział wagowy dziecko dopiero osiągnęło, to zdarzają się przecieki.  W wersji pielucho-majtek zaletą i wadą jednocześnie są plastikowe rzepy po bokach – zaletą – bo fajnie się je zdejmuje, wadą – bo podrażniają skórę i powodują otarcia.

Do listy najlepszych pieluszek dodaję jeszcze Bellę „Happy” – ich jakość z kolei, w porównaniu do tej sprzed choćby roku, znacznie się poprawiła. Wkład w porównaniu do „Pampersów” czy pieluszek „Huggies” jest grubszy, ale to z kolei jest dobre dla najmłodszych dzieci (szerokie pieluszkowanie), jest chłonny – dziecko spokojnie prześpi w nich noc. Pieluchy mają elastyczne paski, które moim zdaniem, są istotne dla małego użytkownika, bo pozwalają na dużą swobodę ruchów bez uciskania brzuszka. Dodatkowo z tyłu pieluszki znajduje się ściągacz, co zabezpiecza przed ewentualnym wypływem zawartości na zewnątrz. W sumie – produkt godny polecenia.

Tanie pieluszki

Następne to już właściwie są każde inne pieluszki jednorazowe. Zazwyczaj najgorsze są zapinki (rzepy) mające rozciągliwy pasek, który tak naprawdę się nie naciąga i uciska brzuszek jak dziecko siada, albo przykuca.  Same zaś rzepy, albo trzymają za bardzo (istna taśma klejąca, którą ciężko odkleić), albo z kolei za łatwo się odklejają (właśnie, kiedy dziecko przykuca i wtedy – wolność mamo sikam w spodnie!). Czasem jednak takie pieluszki się przydają, na przykład wtedy, kiedy trzeba delikwenta przewinąć, a do kąpania została godzina – szkoda lepszej pieluchy i tańsza jest jak znalazł.

Doris Lessing i Małgorzata Kalicińska

Rozczarowanie noblistką

Na własną prośbę dostałam od męża pod choinkę książkę ze zbiorem opowiadań laureatki literackiej Nagrody Nobla Doris Lessing. Zgodnie z opisem na okładce „Miara talentu Doris Lessing leży w różnorodności gatunków, które umiejętnie łączy, w zróżnicowaniu i ważkości tematów, jakie podejmuje. Wydaje się, że rdzeń jej opowieści o człowieku, bo w istocie cała twórczość Noblistki jest wielką opowieścią o człowieku (…)”.Pełna zapału w wolnej chwili zabrałam się za czytanie. Pierwsze opowiadanie „Zaliczona” było interesujące, choć trochę się rozczarowałam. Następne trzy (pozostałych opowiadań nie chciało mi się już czytać) „Kobieta na dachu”, „Jak na dobre pozbyłam się serca” i „Mężczyzna i dwie kobiety” ogólnie mówiąc dobiły mnie. Styl pisania jest bez wątpienia bardzo ciekawy, ale dla osób, które wierzą w jedyną, prawdziwą miłość i mają szacunek dla małżeństwa nie ze względu na sam fakt bycia po ślubie, ale widzących w takim związku sens książka ta może wydać się przygnębiająca. „Wielka opowieść o człowieku” – co to za człowiek? Bohaterzy niby wierzą w miłość, ale jest to miłość tylko i wyłącznie do siebie samych. Nie ma w niej nic prawdziwego, nic nie jest święte, każdy może (dla autorki wydaje się to oczywiste) zdradzić i nie ma w tym żadnego dramatu, ot taka kolej rzeczy. Czy świat rzeczywiście tak ma wyglądać? Czy w związku ludzie mają prawo do zdrady, która, mimo że boli, to nie jest szczególnie wielkim wydarzeniem, wręcz przeciwnie – cytując fragment,  po tym jak żona dowiedziała się o zdradzie męża (para mająca sześciotygodniowe dziecko): „(…) Stella mnie to w ogóle nie przeszkadza. – A dlaczego miałoby ci przeszkadzać? – spytała Stella. – Bo mu się to zdarzyło po raz pierwszy i chyba powinno mnie obejść. – Nie bądź taka pewna. Mówił tak tylko by zachować pozory i Dorothy o tym wiedziała”. Nie ma, co powód do dumy i przekomarzania… Cytuję dalej: „- No przecież powinnam mieć mu to za złe, Stell? – Nie, przeszkadzałoby ci to, gdybyście z Jackiem nie byli taką cudowną parą(…)”. Koniec cytatu. Bez cienia wątpliwości, według tych kategorii oceny, my z mężem nie jesteśmy cudowną parą. Z pewnością taka sprawa by mnie obeszła, nawet bardzo. Jest to dla mnie zadziwiające, że można podejść do tematu z taką niefrasobliwością. To trochę jak niektóre produkcje hollywoodzkie, które robią ludziom wodę z mózgu i gdzie góra to dół a dół to góra. Jestem kobietą i jestem wdzięczna feministkom za to wszystko, co wywalczyły dla kobiet. Praca, płaca, prawo do głosowania – to wszystko powinno być dostępne i równe dla wszystkich. Ale są granice – odcinanie się od moralnych wartości jest kontrowersyjne i chwytliwe, powoduje wypieki na twarzy, ale prowadzi do nikąd. Jestem kobietą i potrzebuję mojego mężczyzny, potrzebuję miłości i związku, w którym każde z nas ma szacunek dla tego drugiego, w którym można na sobie polegać i gdzie można sobie ufać. Odcinanie się od takich potrzeb, od wartości rodzinnych jest jakimś sposobem na życie, ale niesie za sobą pustkę. Myślę, że większość ludzi, świadomie lub nie, szuka swojej drugiej połówki, ale przecież nie powinno się skończyć na szukaniu. Nie może być tak, że będąc z kimś długo, człowiek się ogląda i myśli „a może to nie to, ten jeden jedyny gdzieś tam na mnie czeka” – to, kim w takim razie jest ten, z którym się jest obecnie – stacją przystankową?

Dom nad rozlewiskiem – nie szukajcie nie znajdziecie

Podobnie w przypadku bestsellera Małgorzaty Musierowicz „Dom nad rozlewiskiem”. Książka ma niewątpliwe zalety, jest wciągająca, miejscami bardzo ciepła i przejmująca, ale przesłanie, jakie ze sobą niesie to „jak ci coś nie odpowiada, to to zmień” – mąż się przejadł, nie ma już (a może o zgrozo – nigdy nie było!) ognia – rozwiedź się (mąż już od dawna ma inną, nie tak zaskakującą, porywającą, gorącą i dowcipną kobietę z fantazja jak główna bohaterka, w porównaniu – to raczej sędziwa, dobrze zakonserwowana matrona – ale, niedobry jeden, zdradzał wcześniej), znajdź sobie (koniecznie młodszego, wrażliwego, czułego) kochanka, a potem szukaj „prawdziwej” miłości – romans z dentystą, który nabiera kolorów aż do momentu, gdzie wychodzi na jaw, że ukochany to alkoholik. O.M.G. a nie mógłby to być normalny, zwyczajny dentysta? Wtedy do akcji wkracza następny w kolejce mężczyzna (główna bohaterka, mimo iż kobieta w średnim wieku, łamie serce za sercem), który jak się jednak okazuje nie jest tym jedynym.

Co mi się w tej książce podobało, to to, że główna bohaterka jest kobietą dojrzałą, ma fajne pomysły, jest odważna i pełna empatii. Ma poukładane w głowie, jest normalną kobietą nie supermodelką, ma tak jak każdy lepsze i gorsze chwile, szuka szczęścia i nigdy się nie poddaje. Ale dlaczego małżeństwo musi zawieść, czy rozwód tak dobrze się sprzedaje?

W obydwu książkach wartości takie jak małżeństwo i rodzina to antywartości. Miłość jest powierzchowna, egoistyczna i nie jest wieczna, ale trwa do następnej „miłości”. Nie ma poświęceń, „ja” jest na pierwszym miejscu, nic nie jest święte.

Być może nie zrozumiałam przesłania tych książek, może tak właśnie wyglądają związki a świat jest zimny, egoistyczny i wyrachowany, ale myślę, że zwykli ludzie, nie ci z literackich stron, wiedzą, że prawdziwa miłość jest tym, co sprawia, że świat się kręci.

Po co mieć dzieci?

Parafrazując słynny cytat (autor nieznany): „Z posiadaniem dzieci jest jak z wiarą – dla tych, którzy jej nie mają, żadne wyjaśnienie nie jest wystarczająco dobre, a dla tych, którzy ją posiadają, żadne wyjaśnienie nie jest potrzebne”.

Jak tata z córcią
Jak tata z córcią

Powody są różne, mniej i bardziej serio, śmieszne i te naprawdę ważne, praktyczne, egoistyczne, biologiczne, duchowo-religijne, społeczne, ekonomiczne, emocjonalne i pewnie jeszcze wiele innych. Każdy rodzic byłby w stanie wymienić ich mnóstwo. Ja podam niektóre z nich, oto one:

  1. sama wiadomość o ciąży robi duże wrażenie, które z czasem nie traci na sile,
  2. poczucie dumy i satysfakcji z faktu, że możecie dać życie i że jego rozwój jest możliwy tylko dzięki wam,
  3. będziecie mogli uczestniczyć w procesie rozwoju człowieka (USG jest bardziej emocjonujące niż niejeden film akcji),
  4. przeżycia z porodu i pierwsze chwile z maluszkiem – będzie co wspominać do końca życia i są to wspomnienia niedające się porównać z niczym innym na świecie,
  5. dziecko daje motywację do życia i energię do działania,
  6. stanowi bodziec do pracy nad sobą, swoim zachowaniem, charakterem, nastawieniem do świata,
  7. daje możliwość sprawdzenia się – jacy naprawdę jesteśmy, na co nas stać, ile możemy dać z siebie innym,
  8. daje poczucie dumy i wyjątkowości, mama i tata jest tylko jedna/jeden i nikt ich nie zastąpi,
  9. daje poczucie bezpieczeństwa i stabilizacji – mając rodzinę nie musimy myśleć, kiedy zdecydować się na dziecko, jak to jest mieć dziecko, czy ja się do tego nadaję, jakie to moje dziecko będzie, czy dam sobie radę – i tak dalej i tak dalej,
  10. dziecko da wam energię na każdy dzień, nawet kiedy to kolejna nieprzespana noc i nic wam się nie chce, to i tak znajdziecie w sobie siłę do działania, bo dziecko to dziecko i trzeba się nim zająć,
  11. daje uczucie bezwarunkowej miłości i radość z posiadania własnej rodziny,
  12. jedyna praca dająca 100% gwarancji zatrudnienia i w której jesteśmy naprawdę nie do zastąpienia,
  13. dzieci są bardzo ciekawymi, kreatywnymi i mądrymi istotami, małe dzieci mają więcej komórek mózgowych niż dorośli, bardzo szybko się uczą,
  14. obserwowanie ich rozwoju, tego jak się uczą i zmieniają jest niezwykle fascynujące i emocjonujące,
  15. dziecko pobudza wyobraźnię i kreatywność,
  16. zwracamy uwagę na to, co naprawdę ważne,
  17. dziecko otwiera przed nami nowy świat i poszerza horyzonty,
  18. dodaje życiu kolorów – wcześniej wyjazd na wakacje był ciekawy, teraz jest ekscytujący,
  19. jest czystą radością,
  20. pomaga lepiej zrozumieć naszych rodziców i zobaczyć ich w nowym świetle (tym bijącym z aureoli),
  21. zawsze zaskakuje,
  22. dzieci są małymi, słodkimi istotkami, do schrupania,
  23. ludzie mający własne rodziny statystycznie żyją dłużej,
  24. dają szansę, żeby tym razem czegoś się w szkole naprawdę nauczyć,
  25. pieniądze wydaje się rozsądniej, można liczyć na ulgi podatkowe,
  26. można kupić zabawki, o których zawsze się marzyło,
  27. jeśli wcześniej nie umieliście gotować, teraz będzie świetna okazja żeby się nauczyć,
  28. zaczniecie się zdrowo odżywiać i dbać o to, co i kiedy jecie,
  29. dowiecie się, co to plan dnia i kalendarz szczepień,
  30. jak nigdy w życiu docenicie przespaną noc,
  31. staniecie się bardziej elastyczni i tolerancyjni,
  32. staniecie się bardziej otwarci na ludzi,
  33. żadna praca nie da wam takiej możliwości zaangażowania, rozwoju i samorealizacji,
  34. staniecie się bardziej pewni siebie i zadowoleni z życia,
  35. nie będziecie się nudzić,
  36. szansa na to, że na starość ktoś będzie o was pamiętał,
  37. wyrobicie sobie refleks, cierpliwość i podzielność uwagi,
  38. staniecie się lepiej zorganizowani i poinformowani,
  39. przyczynicie się do poprawy bezpieczeństwa ruchu drogowego a przy parkowaniu na chodniku weźmiecie poprawkę na wózki dziecięce,
  40. będziecie się mieć dla kogo starać i dla kogo żyć.

Jeśli chcecie podzielić się swoim przemyśleniami na temat: „po co mieć dzieci”, to chętnie poczytam.

Dlaczego dziecko płacze?

Co powoduje płacz

Przyczynę płaczu małego dziecka jest czasem trudno odgadnąć. Noworodki i niemowlęta tylko w ten sposób mogą dać nam znać, że coś jest nie tak. Żeby zrozumieć, dlaczego dziecko płacze nie trzeba być ekspertem, czasem trzeba znaleźć przyczynę drogą eliminacji a czasem zdać się na intuicję. Dzieci inaczej płaczą w zależności od tego, co im doskwiera. Najczęściej dziecko płacze, gdy:

1. jest głodne lub spragnione,

2. jest zmęczone (chce spać, nie może usnąć, obudziło się za wcześnie),

3. jest mu niewygodnie (niewygodne, krępujące lub za duże ubranie, za małe lub za duże buty),

4.coś je boli (nieszczęsna kolka, ząbkowanie itd.),

5. jest mu za gorąco (lub za zimno, ale to o wiele rzadziej),

6. jest czymś sfrustrowane, nie może sobie z czymś poradzić ze względu na fakt, że jego ciało nie potrafi jeszcze wielu rzeczy (czasem moja córcia niesie coś, co jest dla niej za ciężkie, albo chce czegoś a my nie domyślamy się, o co chodzi) lub jest z czegoś niezadowolone (mycie zębów, ubieranie, zmiana pieluszki itd.),

7. ma mokro (chyba najrzadziej płacze z tego powodu, ale może się przez to, np. obudzić),

8. chce żeby je przytulić, wziąć na ręce, pobawić się – czyli poświęcić mu uwagę,

9. bóle wzrostowe – niemowlęta i małe dzieci rosną bardzo szybko i proces ten podobnie jak u dzieci kilkuletnich, czy nastolatków może być bolesny a ponieważ maluchy nie mówią, mogą o tym tylko komunikować płacząc,

10. X – czasem dziecko płacze a my po wyeliminowaniu wszystkich możliwych przyczyn dalej nie znamy powodu, jeśli wiemy, że nie jest chore i fizycznie nic mu nie dolega (na co mielibyśmy wpływ), to parafrazując mojego męża „nikt nie zna dziecięcych ścieżek” (org.”nobody knows the ways of the Dzidziuś”).

płaczące dziecko
płaczące niemowlę

Jak pomóc płaczącemu dziecku?

Trzeba najpierw ustalić, dlaczego dziecko płacze. Kiedy jest nakarmione jest spokojniejsze i łatwiej znosi niewygodę, łatwiej jest mu zasnąć, generalnie jest mu na świecie lepiej. Kiedy maluch ma kolkę, lub nie podoba mu się jakaś sytuacja – musi na przykład siedzieć w samochodzie, tramwaju, wtedy dobrze jest je czymś zainteresować, czyli odwrócić jego uwagę. Dzieci dobrze odpowiadają na dźwięki – brzęk kluczy, skrzypiąca podłoga, grzechotka, lub w przypadku starszych dzieci – śpiewanie (nawet, kiedy fałszujemy jakby nam słoń na ucho nadepnął) – dziecko będzie zaintrygowane i przestanie płakać (my z mężem śpiewamy czasem na ulicy, czy w tramwaju – cel uświęca środki), robienie min, „trąbienie” nosem dziecka i swoim, pokazanie czegoś ciekawego – suwak w torebce, okulary, guzik przy kurtce – to wszystko może pomóc w opanowaniu sytuacji. Czasem pomaga zwykłe przytulenie, ukołysanie, trzymanie na rękach. Bardzo często dziecko potrzebuje żebyśmy zwrócili na nie uwagę i z tym nigdy nie przedobrzymy. Czego nie powinniśmy robić to złościć się czy podnosić głos (w żadnym razie uderzyć dziecko) – choć czasem sytuacja przerasta, takim zachowaniem dolejemy tylko oliwy do ognia. Jeśli brakuje nam siły trzeba poprosić o pomoc, jeśli nie mamy kogo – policzyć do dziesięciu, lub pomyśleć, że to tylko małe dziecko, które nie wie, o co chodzi i kto mu ma pomóc, jeśli nie mama lub tata? Ta świadomość jest bardzo potrzebna. Życzę wszystkim rodzicom dużo cierpliwości i pogody ducha, bo każde dziecko płacze i jest to normalna kolej rzeczy.

tak mi żle
wszystko jest źle i nigdy nie było dobrze...