Co można jeść w ciąży

Jak się odżywiać w ciąży?

Ciąża to czas, w którym trzeba o siebie zadbać i odżywiać się zdrowo. Czasem organizm przyszłej mamy domaga się różnych dziwnych rzeczy, o najprzeróżniejszych porach. Warto „słuchać” tych zachcianek (o ile nie są to rzeczy szkodliwe), ponieważ organizm daje Wam znać, co jest mu potrzebne.

W ciąży trzeba jeść tak, żeby zapewnić dziecku, jak najlepsze warunki rozwoju, czyli jeść rozsądnie. Z pewnych rzeczy trzeba zrezygnować, nie przejadać się, ani nie odchudzać.

Jeśli jakieś jedzenie Was odpycha, to nie ma sensu się nim torturować. Jeśli natomiast macie na coś wyjątkową ochotę, to smacznego.

Kiedy byłam w ciąży z Łucją, chętnie jadłam owoce morza, które normalnie przyprawiają mnie o gęsią skórkę, a w pierwszych miesiącach zdarzało mi się robić kanapki w środku nocy, bo byłam niesamowicie głodna.

Co zatem jeść w ciąży?

1. Warzywa i owoce – powinny się znaleźć w codziennym jadłospisie. Warzywa strączkowe, czyli powodujące wzdęcia, lepiej ograniczyć, ale jeśli marzenie o grochówce nie daje wam spać, to bierzcie się do gotowania.

Zdrowe jedznie
Świeże warzywa i owoce

Warzywa są źródłem wielu witamin i mikroelementów przy małej kaloryczności. Zawierają błonnik, który zapewnia dobrą pracę jelit i chroni przed zaparciami (w ciąży trzeba im zapobiegać). Dobrze jeść, przynajmniej raz dziennie, jakąś surowiznę – w postaci surówki lub sałatki. Szczególnie w ciąży, trzeba bezwzględnie pamiętać o dokładnym myciu owoców i warzyw przed zjedzeniem (brudne warzywa to zagrożenie infekcji, między innymi toxoplasmą).

Ciemnozielone warzywa, takie jak: sałata, brokuły, szpinak – zawierają cenny kwas foliowy, zapobiegający wadom układu nerwowego u dziecka. Już przed ciążą warto zażywać kwas foliowy w tabletkach, w ciąży przyjmować witaminy, a od trzeciego miesiąca preparaty z DHA (kwasy tłuszczowe omega 3 – ich niski poziom, może mieć związek z występowaniem ADHD i choroby Alzheimera).

Choć przyjmowanie specyfików aptecznych jest czasem dyskusyjne, to posiłki nie zawsze mogą nam dostarczyć wszystkiego co niezbędne, bo trzeba mieć naprawdę zróżnicowane menu oraz jeść duże ilości warzyw i owoców. Kwas foliowy z tabletki jest przyswajalny w 100%, ten zawarty w naturalnych produktach może ulec zniszczeniu podczas gotowania lub nieprawidłowego przechowywania. Moim zdaniem lepiej przez tych kilka miesięcy dmuchać na zimne, czyli przyjmować dodatkowe witaminy i spać spokojnie, choć nie zwalnia nas to z obowiązku właściwego odżywiania się.

2. Mięso, drób, ryby – są bardzo potrzebne rozwijającemu się dziecku, bo stanowią źródło pełnowartościowego  białka i dobrze przyswajalnego żelaza. Przed spożyciem trzeba je jednak starannie ugotować (upiec, usmażyć), ze względu na ryzyko infekcji toxoplasmy.

W ciąży powinno się jeść, podobnie jak przy karmieniu piersią, produkty lekkostrawne, najlepiej gotowane, ewentualnie pieczone, lepiej unikać potraw smażonych.

3. Mleko i jego przetwory – jogurty, kefiry. Wraz z rozwojem dziecka zapotrzebowanie na produkty białkowe rośnie i wzrasta apetyt na produkty mleczne. Mleko jest doskonałym źródłem białka, wapnia i innych składników mineralnych oraz witamin. Powinno się znaleźć w jadłospisie każdej ciężarnej. Jeśli nie macie ochoty na mleko, można zastąpić je jogurtem, kefirem.  Mleko przed wypiciem trzeba ugotować, ewentualnie pić mleko pasteryzowane, najlepiej UHT (podgrzewanie do temperatury około 135°C) – chroni przed zakażeniem między innymi Salmonellą, Listerią, czy Shigellą.

4. Pieczywo – najlepiej pełnoziarniste, które zawiera witaminy i błonnik – zapewniający prawidłową pracę jelit.

Kanapka z pełnoziarnistego  chleba
Zdrowa kanapka

Zwykły biały chleb może zaspokoić głód, ale nie jest dobrym źródłem minerałów, czy witamin, a jedynie „wypełniaczem” żołądka. Lepiej więc do śniadania sięgnąć po chleb z pełnego ziarna.

Czego nie jeść w ciąży.

Lista produktów do odstawki w ciąży:

Alkohol

Papierosy

Kawa, herbata i napoje zawierające kofeinę (cola, pepsi, napoje energetyzujące). Kofeina może  powodować poronienie czy przedwczesny poród, oprócz tego wypłukuje z organizmu magnez . Dopuszczalna jest jedna filiżanka cienkiej kawy dziennie, najlepiej z mlekiem i zrobiona w domu (w kawiarniach dawka kofeiny może być nawet dwukrotnie wyższa), albo bezkofeinowa (też zawiera kofeinę, ale w niewielkiej ilości). Kofeina, choć w małych dawkach, występuje również w czekoladzie i kakao, więc lepiej nie konsumować ich zbyt dużo.

Czasem natura pomaga odstawić ten uzależniacz (na szczęście tak dzieje się ze mną) i sama myśl o kawie wywołuje mdłości.

Brzuszek w ciaży
Piękna mama

Napoje gazowane (zawierają dwutlenek węgla, sztuczne barwniki, cukier – żadnej wartości odżywczej)

Żywność „instant”, czyli zupy i potrawy w proszku (jeden sztuczny konserwant)

Polepszacze smaku, które często zupełnie nieświadomie dodajemy do obiadu, zawierające glutaminian sodu (na przykład Vegeta, kostki bulionowe) – można z powodzeniem zastąpić je ziołami, lub kostkami z naturalnych składników (BioOaza, Vegetable Bouillon „Organic Swiss”)

Inne produkty, które nie są dobre w ciąży:

Fast food – jeśli marzy wam się tłusty hamburger z frytkami, to  zróbcie go w domu, na odpowiednim tłuszczu, bez glutaminianu sodu (o zgrozo dodaje się go nawet do frytek).

Z fast foodów i przetworzonej żywności lepiej zrezygnować, ponieważ są tłuste i ciężkostrawne. Mogą zawierać niezdrowe konserwanty i barwniki. Jeśli marzy się Wam hamburger, to można czasem się skusić, zwłaszcza jeśli ograniczycie się do zjedzenia samego mięsa – te ze znanych restauracji wykonane są z grillowanej wołowiny (nie smażone) z dodatkiem soli i pieprzu (bez glutaminianu sodu) – w sumie 100% białka.

Surowe, wędzone ryby (mogą być niedowędzone), surowe jajka (lody domowe), niedogotowane mięso, surowe mleko (mleko i jego produkty muszą być pasteryzowane).

Miękkie sery (typu feta) – równie niebezpieczne, jak niegotowane mleko.

Zbyt ostre przyprawy: ostra papryka, cynamon, również polecany na poranne mdłości imbir – rozszerzają naczynia krwionośne, są szczególnie niepolecane w przypadku ciąży zagrożonej, bo mogą powodować krwawienia.

Musztarda, ocet spirytusowy (można zastąpić zdrowym octem jabłkowym), chrzan.

Słodycze – lepiej ograniczyć i zastąpić suszonymi owocami  (gwarantuję, ze po zjedzeniu paczki rodzynek, zapomnicie o pączkach i kremówkach), batonikami muesli, lody – sorbetami. Nie trzeba ze słodyczy całkowicie rezygnować, ale nie jeść za dużo, ponieważ są kaloryczne. Najlepiej też, żeby były to słodkości domowej roboty, robione z dodatkiem masła zamiast margaryny – zwłaszcza twardej margaryny w kostce, która zawiera niezdrowe nienasycone kwasy tłuszczowe. Odradzam też gotowe ciasta w torebkach (poczytajcie skład na etykiecie) – warto zadać sobie odrobinę wysiłku i upichcić coś samemu.

Produkty light – w których cukier zastąpiono tańszym dla producentów, ale niekoniecznie zdrowym słodzikiem oraz produkty beztłuszczowe – wbrew pozorom lepiej nie rezygnować z tłuszczu, bo jest on potrzebny dziecku do prawidłowego rozwoju, trzeba jednak zadbać o jego jakość. Najlepiej jeść masło, oliwę z oliwek – najlepsza do smażenia, olej lniany (kwasy omega 3). Źródłem tłuszczu są również mięso i ryby.

Orzeszki ziemne i migdały – zawierają mnóstwo witamin i mikroelementów, ale trzeba na nie uważać, ponieważ narażone na rozwój pleśni, wydzielają trujące aflatoksyny – grzybem, który wydziela te substancje, jest na przykład kropidlak żółty, znaleziony w grobowcu króla Kazimierza Jagiellończyka – był on prawdopodobnie przyczyną śmierci naukowców, badających szczątki władcy (źródło: Wikipedia).

Jak odstawić dziecko od piersi?

Za i przeciw odstawienia od karmienia piersią

Odstawienie dziecka od piersi to z jednej strony chwila, na którą mama czeka z utęsknieniem – wreszcie „odzyskuje” swoje ciało – można jeść to co się chce, bez obawy, że odbije się to na samopoczuciu dziecka, można delektować się napojami z zawartością kofeiny, czy lampką wina, a także nie jest się już ekwiwalentem smoczka i butelki w jednym. Z drugiej jednak strony kończy się bardzo ważny etap związku mama-dziecko i od tego momentu nie jesteśmy już niezastąpione jak do tej pory, dieta dziecka rozszerzy się, albo przynajmniej zmieni na mleko modyfikowane, jednak nie będzie to już mleko mamy.

Dużo się mówi o szczególnej więzi, która tworzy się przy karmieniu piersią i właściwie w pełni zdałam sobie sprawę z tego jak mocna jest to więź, kiedy przestawałam karmić. Było to dla mnie bardzo trudne doświadczenie. Nigdy wcześniej nie miałam takich wahań nastrojów i nie byłam tak rozstrojona nerwowo, jak przy odstawianiu dziecka od piersi.

Sposoby odstawiania od piersi

Zastanawiacie się jak w ogóle zabrać się do zakończenia karmienia piersią? Ten słodko-gorzki proces przeprowadzić można na trzy sposoby:
1. Naturalny – czyli taki w którym to dziecko samo zrezygnuje z piersi.

Ten sposób stosowany był przez wieki i nadal jest, choć obecnie do dyspozycji mamy również zamienniki piersi i mleka, czyli smoczki, butelki i mleko modyfikowane, które włączyć można w dowolnym momencie rozwoju dziecka – od pierwszych dni życia począwszy. Niektóre mamy kończą karmienie w taki właśnie sposób, dzieje się tak również w społecznościach spoza naszego kręgu cywilizacyjnego – przykład stanowią Indianie z amazońskiej dżungli. Mówiąc o wyżej wymienionych, mam przed oczami scenę z programu Wojciecha Cejrowskiego, gdzie około dwu-, trzyletnie dziecko podbiegło do wolnowiszącej (czyli nie skrępowanej biustonoszem i ubraniami) piersi, possało chwilę i pobiegło do swoich zajęć. Nie pamiętam reszty programu, ale ta scena utkwiła mi w pamięci. Jakże zupełnie różny jest ten świat od naszego, w którym tak łatwo jest nie karmić piersią, reklamuje się mleko modyfikowane („równie dobre jak mleko matki” hmmm…) często też kobieta karmiąca dziecko wywołuje co najmniej zaciekawienie. Fakt, jest to czynność bardzo intymna, ale z punktu widzenia matki, której dziecko jest głodne, jak najbardziej normalna. To że mama karmi w miejscu publicznym nie znaczy, że szuka publiczności, bo tak się chyba niektórym ludziom wydaje. O wiele lepiej jeśli ma się do dyspozycji miejsce do karmienia, tak jak dzieje się to w niektórych centrach handlowych, ale często są to wykafelkowane, nieprzytulne miejsca służące również do przewijania, w których nikt dorosły nie jadł by posiłku. Dlaczego więc matka z dzieckiem ma się zgadzać na taki „standard”? Palacze na placach zabaw czy przeklinające nastolatki wywołują mniej emocji niż matka karmiąca piersią w miejscu publicznym.

Wracając do tematu – karmienie piersią to nie tylko posiłek, ale również, w przypadku dzieci, które nie używają smoczka, zaspokajanie potrzeby ssania oraz fizyczna bliskość z mamą. Dziecko rozwija się stopniowo i każdy etap jego życia wymaga czasu. Co ważne ten czas potrzebny jest również rodzicom, bo wyobraźcie sobie co byłoby gdyby ciąża trwała na przykład miesiąc, po czym nagle trzymacie w ramionach noworodka…

W dzisiejszych zabieganych czasach, gdzie wszystko dzieje się bardzo szybko, dziecko uczy cierpliwości. Stopniowo uczy się trzymać głowę, siadać, chodzić. Tak samo jest w przypadku rezygnacji z mleka matki na rzecz innych pokarmów. Dziecko rezygnuje z piersi na przestrzeni lat, w miarę postępu rozwoju fizycznego i emocjonalnego – po prostu dorasta do tego momentu. Czasem na mamy wywierana jest presja, ze strony babć, ciotek, mężów, pań ze sklepu, że to już nie wypada, bo dziecko takie duże a jeszcze na „cycu”. Często używa się też argumentu, że dziecku mleko nie wystarcza, że trzeba je dokarmiać, ale wiecie co – uważam że to bzdura. Jeśli dziecko nie chce jeść nic innego, zdrowo się rozwija, rośnie, to ewidentnie mleko mamy jest wszystkim czego potrzebuje. W końcu mama nie żyje powietrzem i jeśli odżywia się prawidłowo, to jej mleko dostarcza dziecku to, co potomek powinien spożyć.

Bycie matką to trudne doświadczenie, bo tyle się nam mówi o tym co powinno się robić, a czego nie, podczas gdy tak naprawdę to na mamie najczęściej spoczywa trud wychowania dziecka i nikt inny tego za nas nie zrobi. Bywa to czasem frustrujące i najlepiej jest robić to, co Wy same uważacie za słuszne, w przeciwnym razie niepotrzebnie odbije się na relacjach z dzieckiem i będzie prowadzić do bezpodstawnych rozczarowań i stresu. W przypadku opieki nad dzieckiem, to mama ma decydujący głos, bo jest mamą – jedyną i niezastąpioną.
2. Odstawanie stopniowe – czyli przyspieszona wersja naturalnego, które odbywa się w zależności od sytuacji, na przestrzeni kilku miesięcy, tygodni, lub dni.

Takie odstawienie polega na zastępowaniu kolejnego karmienia mlekiem modyfikowanym lub innym posiłkiem. Jeśli musicie szybko odstawić dziecko, to robicie tak przez kolejne dni, jeśli nie spieszycie się bardzo, to rezygnujecie z jednego karmienia na rzecz innego posiłku, przez kolejne tygodnie. Oczywiście im szybciej rezygnujecie, tym dramatyczniejszy to proces. Czasem takie zastępowanie jednego karmienia na przestrzeni kilku dni, przynosi lepsze rezultaty, kiedy zastosujecie sposób numer trzy, czyli:
3. Odstawienie z dnia na dzień.

Choć jest to trudne doświadczenie, to czasem konieczne. Ważne jest, żeby wytłumaczyć dziecku, że mleko będzie od tej chwili z butelki, nie z piersi.

Ja odstawiłam córkę, kiedy miała rok, bo choć zakładałam dłuższe karmienie (do około 1,5 roku), to niestety musiałam je przerwać. Początkowo, kiedy decyzja o odstawieniu od piersi zapadła, chciałam odstawiać małą stopniowo, przez kilka dni. Okazało się to jednak trudne, bo była dotąd, prawie wyłącznie na piersi, która nie tylko stanowiła źródło pożywienia, ale była również najlepszym przyjacielem, pocieszycielem i rozrywką. Moja córcia źle znosi ząbkowanie a cycuś był dla niej niemal jak smoczek. Przy nim zasypiała i budziła się, w dzień i w nocy. Ciężko jej było przestawić się nagle na zero piersi. Jednak kiedy decyzja zapadła, musiałam w niej wytrwać – czyli od teraz mleczko będzie z butelki. O dziwo dziecko nie protestowało, aż tak jak się spodziewałam. Płakała przed zaśnięciem i budziła się w nocy, ale może dlatego że psychicznie byłam nastawiona na zakończenie karmienia (musiałam to zrobić), w ciągu około tygodnia przestawiła się na mleko modyfikowane. Przez kilka pierwszych dni nie chciała pić mleka z butelki i martwiłam się, że nie je, ale w końcu pogodziła się ze stratą i zaakceptowała sztuczne mleko – co to była za ulga…

Cały ten proces był dla mnie wielkim wyzwaniem emocjonalnym. Czułam się jak wyrodna matka i miałam duże poczucie straty. Na jakikolwiek komentarz męża reagowałam z przesadą i ogólnie byłam bardzo nieszczęśliwa. Wydawało mi się, że dziecko nie będzie już takie pogodne jak wcześniej, że inne posiłki nie są tak wartościowe jak moje mleko i tak dalej, tak że ogólnie był to niezwykle wyczerpujący proces. Z czasem jednak przekonałam się, że karmienie butelką, choć może wydawać się uciążliwe, zwłaszcza w nocy, jest o niebo łatwiejsze – najpierw były dwa takie karmienia, z czasem jedno. W sumie zabierały, z przygotowaniem mleka, karmieniem i zaśnięciem, około 10 minut. Wreszcie, mogłam przespać nieprzerwanie kilka godzin, co niebagatelnie wpłynęło na moje samopoczucie (jestem strasznym śpiochem) i nastawienie do świata. Wcześniej, ponieważ ząbkowała, niunia „wisiała” w nocy na piersi – potrafiła to robić godzinami z przerwami, które trwały najwyżej 2 godziny. Chociaż spałam z nią, to trudno było to nazwać spaniem, raczej półsnem. Teraz wiem, jak bardzo brak snu odbija się na nastrojach mamy i jak utrudnia normalne funkcjonowanie, bez wątpienia było to męczące. Dzisiaj cieszę się, że mamy to już za sobą.
W odstawianiu od piersi, najważniejsza jest konsekwencja. Prawdą jest, że dziecko wyczuwa emocje rodziców, ma wbudowany wewnętrzny radar. Jeśli będziecie się wahać i ulegać, to wszystko będzie trudniejsze i potrwa dłużej. Kiedy decyzja zapadnie, to trzeba się jej trzymać. Dziecko w końcu zrozumie, że ten etap się skończył i pogodzi z tym. Dobrze jest okazywać dużo czułości i zrozumienia, przytulać, być blisko a w trudnych momentach kierować uwagę dziecka na coś innego. Nie obejdzie się bez łez, ale Wasze nastawienie pomoże złagodzić ból. Trzymam kciuki za wszystkie mamy planujące zakończenie karmienia piersią – powodzenia!

Podróż samolotem z małym dzieckiem

Roczne dziecko w samolocie

Podróż z małym dzieckiem to wyzwanie, któremu można podołać, ale na które trzeba się przygotować, zwłaszcza psychicznie. Im krótsza jest to wyprawa, tym mniej będziemy mieć stresu. Czasem po prostu trzeba gdzieś pojechać z dzieckiem, z różnych powodów. My mieliśmy okazję lecieć z naszą córcią już 2 razy. Pierwsza podróż miała miejsce gdy mała skończyła rok. Lecieliśmy wtedy do Grecji na wakacje. Podróż nie była długa, trwała 2,5 godziny (lot), lecieliśmy bezpośrednio z Krakowa na Rodos, bez przesiadek, czy dodatkowych dojazdów. Cała podróż, od drzwi do drzwi, trwała oczywiście dłużej: dojazd na lotnisko, czekanie na odprawę i potem na lot, a po wylądowaniu: odbiór bagażu, przydział do hotelu (wycieczkę wykupiliśmy dzień wcześniej i hotel, w którym będziemy mieszkać był przydzielany na miejscu), dojazd do hotelu. Cała podróż zajęła około 8 godzin, ale to standard przy podróżowaniu samolotem.

dziecko w samolcie -Tablica informacyjna
Tablica odlotów

A teraz najważniejsze, czyli co robiło roczne dziecko. Dziecko bawiło się świetnie na lotnisku – nie chodziła jeszcze wtedy samodzielnie, ale przy pomocy rodziców radośnie wspinała się po schodach, krzesłach, uśmiechała do podróżnych, biegała po całym lotnisku, co było bardzo dobrą rzeczą, ponieważ zmęczyła się na tyle, że po wypiciu mleka i wejściu na pokład usnęła jak suseł. Drzemka trwała około 1,5 godziny. Potem musieliśmy z tatą dostarczać rozrywki. Do tego celu zabraliśmy kilka ulubionych książek i palmtopa z piosenkami i bajkami dla dzieci.

Huston mamy problem, czyli jak zmienić pieluchę w samolocie

Ponieważ nasza córcia jest dzieckiem ruchliwym, dużym ułatwieniem był fotel, który miała do swojej dyspozycji, dzięki czemu mogła się wspinać, kręcić, skakać, nie przeszkadzając nikomu i robiąc użytek ze swojej dziecięcej energii. W międzyczasie mała trochę zjadła, po czym zrobiła miejsce na następną porcję, więc konieczna była zmiana pieluchy. Ponieważ moja córcia nie usiedzi ani chwili na miejscu (chyba że ogląda ulubioną bajkę), do brudnej roboty wciągnęłam mojego bohatera, czyli męża – trzymał dziecko w pozycji pionowej, mimo jej nieustającego wyginania we wszystkich możliwych kierunkach (małe dzieci jogę mają we krwi) a ja za pomocą cudownego wynalazku – chusteczek nawilżających, wycierałam co trzeba. Przy brudnej pieluszce trzeba wykazać się refleksem i przewinąć dziecko, zanim w niej usiądzie. Zmiana pampersa pójdzie wtedy o wiele szybciej i będzie łatwiejsza.

Lecieć z dzieckiem, czy zostać w domu?

Mała w samolocie spisywała się w sumie bardzo dobrze. Najgorzej było przy lądowaniu. Ponieważ Łucja nie używała smoczka, który w tej sytuacji jest świetny, bo dziecko przełykając ślinę, lepiej znosi zmiany ciśnienia podczas lotu, ciężko zniosła te zmiany i płakała. Uspokajaliśmy ją jak mogliśmy, ale było trudno. W końcu wylądowaliśmy i odetchnęliśmy z ulgą.

lot samolowtem z dzieckiem
W samolocie rejsowym

Droga powrotna przebiegła podobnie – mała protestowała przy lądowaniu, choć trwało to krócej. Niestety przy locie powrotnym nie mieliśmy wolnego miejsca dla dziecka, zajęte było miejsce przy przejściu, przez co było trudniej – trzeba wyjść z małą do łazienki, na środek samolotu, żeby mogła pochodzić – za każdym razem musieliśmy przepraszać panią, która siedziała w zewnętrznym fotelu. Zastanawiam się, kto po wylądowaniu był bardziej szczęśliwy – my, czy ta biedna Pani. Ponieważ lot nie był długi, podróż była całkiem udana i z pewnością można i warto lecieć na wakacje z małym dzieckiem .

Z małym dzieckiem za ocean

Druga podróż była o wiele dłuższa, a dziecko miało skończone 17 miesięcy. Lecieliśmy wtedy do Stanów. Podróż była kilkuetapowa. Najpierw jechaliśmy pociągiem z Krakowa do Warszawy. Ten etap był prosty i przyjemny, mała spała w pociągu, ponieważ wyjechaliśmy wcześnie rano. W Warszawie wzięliśmy taksówkę na lotnisko – z małym dzieckiem i bagażem, to najlepsze wyjście. Na lotnisku zjedliśmy śniadanie, Łucja pobiegała sobie, pojeździła na ruchomych schodach, powspinała się po czym się dało i była gotowa na lot do Paryża, który również przeszedł gładko – dziecko spało.
Lot z przesiadkami

W Paryżu okazało się, że odprawa na nasz następny lot, do Atlanty, już się kończy. Biegiem, z dzieckiem na ręku, gnaliśmy do właściwego terminalu, co było swego rodzaju wyczynem, bo lotnisko Charlesa de Gaulle’a jest duże. Na szczęście zdążyliśmy i na pokładzie Delty odlecieliśmy za ocean. Podobnie jak w pierwszej podróży mieliśmy do dyspozycji dodatkowy fotel dla Łucji, dzięki czemu mała mogła ruszać się do woli. Lot, mimo że długi minął dobrze. Mała płakała przy wysiadaniu z samolotu, ponieważ był to według polskiego czasu, środek nocy. Niestety Łucja nie mogła spać w samolocie – trochę się zdrzemnęła, ale niedługo, więc po całym dniu w podróży była zmęczona.

Dziecko na lotnisku
Na lotnisku

Lotnisko w Atlancie to jedno z największych na świecie. Żeby dostać się z jednego terminalu na drugi trzeba jechać pociągiem. Tu mieliśmy trochę czasu, w oczekiwaniu na kolejny lot i córcia mogła bawić się na lotnisku. Mimo późnej pory, spisywała się bardzo dobrze. W końcu wsiedliśmy do samolotu numer trzy, który leciał na Florydę. Ten lot był najkrótszy i minął szybko – Łucja spała, my z mężem byliśmy zawieszeni gdzieś pomiędzy jawą a snem.
Wszędzie dobrze ale w domu najlepiej

Lot powrotny przebiegał podobnie, z tym że Łucja nie płakała wcale i spała podczas długiego lotu ze Stanów. Ponieważ pogoda przy wylocie z Florydy i w Atlancie była zła, pierwszy lot był odwołany, ale zdołaliśmy załapać się na późniejszy tego samego dnia. Z powodu opóźnień i zmian w rezerwacji nie mieliśmy dodatkowego miejsca dla dziecka i dodatkowo dostaliśmy osobne siedzenia, co przy długim locie przez ocean, byłoby dużym utrudnieniem. Na szczęście stewardessa przekonała siedzącą przy mnie dziewczynę (którą po dziś dzień błogosławię) do zamiany miejscem z moim mężem, dzięki czemu mogliśmy siedzieć razem. Myślę, że wygibasy, które robiła moja córcia i jej nieustanne okrzyki “tata” ze wskazywaniem rączką w kierunku wyżej wymienionego, też zrobiły swoje. Tym razem dziecko spało przez większość lotu (odbywał się w godzinach nocnych) i ostatni lot, z Francji do Polski, również przespała.

W sumie byłam zaskoczona tym, jak dobrze córcia zniosła podróż i jak dzielnie się spisała. W którymś momencie mąż stwierdził, że mała pewnie myśli, że teraz tak będzie wyglądało nasze życie – z samolotu na samolot. Całkiem możliwe, bo kiedy wróciliśmy do domu, miała niepewną minę i dopiero jak zobaczyła swoje zabawki, uśmiechnęła się od ucha do ucha i wskoczyła do kojca z miśkami.

ABC podróży z małym dzieckiem

Wnioski, jakie się nasuwają odnośnie lotu z dzieckiem, to:

  • pozwolić się dziecku wybiegać (o ile to możliwe) przed lotem, pozwolić się ruszać, kiedy tylko jest to możliwe,
  • traktować dziecko bardziej pobłażliwie – podróżowanie jest uciążliwe dla każdego (nowe miejsca, szum, ruch, dużo ludzi, hałas, zmiany stref czasowych, zmiany ciśnienia i tak dalej) a zwłaszcza dla małego dziecka, które nie wie co się dzieje,
  • wytłumaczyć dziecku co w danym dniu i za chwilę będzie się działo,
  • przygotować dziecku rozrywkę na czas lotu – ulubione zabawki, książeczki, można kupić coś nowego, co pokażemy dziecku dopiero w samolocie. U nas najlepiej sprawdził się palmtop i kamera, na której mieliśmy nagrania z pobytu u moich rodziców, Łucję na huśtawce i tym podobne filmiki i zdjęcia, za którymi mała przepada. Oprócz tego dobrze jest znać jakieś fajne piosenki i śpiewać dziecku.
Podróż samolotem z małym dzieckiem - miś
Ulubiony pluszak na drogę
  • przygotować jedzenie i przekąski na drogę oraz mleko modyfikowane (w proszku lub gotowe do spożycia w płynie w zapieczętowanej butelce), zapasowe, czyste smoczki do butelki i smoczki do ssania, jeśli dziecko używa,
  • nie stresować się, jeśli dziecko chce tylko pić – nic się nie stanie jeśli zje mniej a bardzo ważne jest żeby dziecko dużo piło podczas podróży,
  • przygotować pieluszki i chusteczki, ewentualnie ubranie na zmianę dla dziecka – przyda się gdy zawartość pieluchy wywędruje na zewnątrz (najlepiej przebrać dziecko, gdy zrobi ‘prezent’, nie dopuszczając żeby w nim usiadło), tak żeby malec nie musiał podróżować w brudnym ubraniu,
  • kilka dni przed podróżą można podać dziecku probiotyk, ale przed podaniem trzeba skonsultować się z pediatrą.

Co można wziąć do samolotu?

Można zabrać jedzenie i picie dla dziecka, w ilościach proporcjonalnych do czasu podróży. Jeśli butelki z napojami (soki, woda) są zamknięte fabrycznie, to nie powinno być problemu (ja nie miałam). Jeśli natomiast mamy odpieczętowaną butelkę (dziecko już z niej piło), to obsługa lotniska może nas poprosić o napicie się z tej butelki.

W samolocie można poprosić stewardessę o przygotowanie mleka modyfikowanego, lub wodę przegotowana i przygotować mleko samemu. Podobnie z myciem butelki, czy smoczka – pracownicy obsługujący lot umyją potrzebne rzeczy.

Można oczywiście zamówić jedzenie dla dziecka przy rezerwacji biletu.

Pracownicy lotnisk są pomocni i można się zwrócić o pomoc w każdej sprawie i zdają sobie sprawę z tego że podróż z dzieckiem jest stresująca.

Do samolotu można zabrać wózek, który oddaje się przy wsiadaniu i jest chowany do luku bagażowego, więc po podróży trzeba chwilę poczekać na odbiór (wózki są wyciągane w pierwszej kolejności).

Można zabrać bagaż podręczny – 1 sztuka na osobę dorosłą i 1 ‘personal item’, czyli rzecz (przedmiot) osobisty, na przykład: laptop, torebka – to co jest nam potrzebne.

W samolotach są dostępne przewijaki, więc bez problemu można zmienić pieluszkę. Jeśli jest taka potrzeba, dostaniemy poduszkę, czy pled, którym można przykryć dziecko. W samolocie Delty, widziała również małe, rozkładane łóżeczko dla niemowlaka, myślę że są osiągalne przy długich rejsach. W lotach europejskich trzeba dziecku założyć pas bezpieczeństwa, który przypina się do pasa rodzica. W Stanach pasy dla dzieci nie są używane, trzeba trzymać maluszka (co i tak każdy rodzic robi).

Lot samolotem z dzieckiem to ciekawe doświadczenie i spore wyzwanie. Po podróży do Stanów doszliśmy z mężem do wniosku, że lot bez dziecka nie umywa się do wyprawy z potomstwem a powrót do domu to prawdziwe święto.

<!–         @page { size: 21.59cm 27.94cm; margin-right: 3.18cm; margin-top: 2.54cm; margin-bottom: 2.54cm }         P { margin-bottom: 0.21cm } –>

<!–         @page { size: 21.59cm 27.94cm; margin-right: 3.18cm; margin-top: 2.54cm; margin-bottom: 2.54cm }         P { margin-bottom: 0.21cm }         H2 { margin-bottom: 0.21cm; page-break-after: avoid }         H2.western { font-family: „Times New Roman”, serif; font-size: 18pt; font-weight: bold }         H2.cjk { font-family: „SimSun”; font-size: 18pt; font-weight: bold }         H2.ctl { font-family: „Tahoma”; font-size: 18pt; font-weight: bold }         DD { margin-left: 1cm } –>
<h2 lang=”en-US”><span style=”font-family: Calibri,sans-serif;”><span style=”font-size: medium;”>Roczne dziecko w samolocie</span></span></h2>
<span style=”font-family: Calibri,sans-serif;”><span style=”font-size: small;”>Podróż z małym dzieckiem to wyzwanie, któremu można podołać, ale na które trzeba się przygotować, zwłaszcza psychicznie. Im krótsza jest to wyprawa, tym mniej będziemy mieć stresu. Czasem po prostu trzeba gdzieś pojechać z dzieckiem, z różnych powodów. My mieliśmy okazję lecieć z naszą córcią już 2 razy. Pierwsza podróż miała miejsce gdy mała skończyła rok. Lecieliśmy wtedy do Grecji na wakacje. Podróż nie była długa, trwała 2,5 godziny (lot), lecieliśmy bezpośrednio z Krakowa na Rodos, bez przesiadek, czy dodatkowych dojazdów. Cała podróż, od drzwi do drzwi, trwała oczywiście dłużej: dojazd na lotnisko, czekanie na odprawę i potem na lot, a po wylądowaniu: odbiór bagażu, przydział do hotelu (wycieczkę wykupiliśmy dzień wcześniej i hotel, w którym będziemy mieszkać był przydzielany na miejscu), dojazd do hotelu. Cała podróż zajęła około 8 godzin, ale to standard przy podróżowaniu samolotem.</span></span>

<dl> <dt><a name=”attachment_330″></a><a href=”../images/Tablica-informacyjna.jpg”><span style=”color: #000080;”><img src=”../images/Tablica-informacyjna.jpg” border=”1″ alt=”” width=”300″ height=”225″ align=”BOTTOM” /></span></a></dt> <dd> <span style=”font-family: Calibri,sans-serif;”><span style=”font-size: small;”>Tablica odlotów</span></span></dd> </dl><span style=”font-family: Calibri,sans-serif;”><span style=”font-size: small;”>A teraz najważniejsze, czyli co robiło roczne dziecko. Dziecko bawiło się świetnie na lotnisku – nie chodziła jeszcze wtedy samodzielnie, ale przy pomocy rodziców radośnie wspinała się po schodach, krzesłach, uśmiechała do podróżnych, biegała po całym lotnisku, co było bardzo dobrą rzeczą, ponieważ zmęczyła się na tyle, że po wypiciu mleka i wejściu na pokład usnęła jak suseł. Drzemka trwała około 1,5 godziny. Potem musieliśmy z tatą dostarczać rozrywki. Do tego celu zabraliśmy kilka ulubionych książek i palmtopa z piosenkami i bajkami dla dzieci.</span></span>
<h2><span style=”font-family: Calibri,sans-serif;”><span style=”font-size: medium;”>Huston mamy problem, czyli jak zmienić pieluchę w samolocie</span></span></h2>
<span style=”font-family: Calibri,sans-serif;”><span style=”font-size: small;”>Ponieważ nasza córcia jest dzieckiem ruchliwym, dużym ułatwieniem był fotel, który miała do swojej dyspozycji, dzięki czemu mogła się wspinać, kręcić, skakać, nie przeszkadzając nikomu i robiąc użytek ze swojej dziecięcej energii. W międzyczasie mała trochę zjadła, po czym zrobiła miejsce na następną porcję, więc konieczna była zmiana pieluchy. Ponieważ moja córcia nie usiedzi ani chwili na miejscu (chyba że ogląda ulubioną bajkę), do brudnej roboty wciągnęłam mojego bohatera, czyli męża – trzymał dziecko w pozycji pionowej, mimo jej nieustającego wyginania we wszystkich możliwych kierunkach (małe dzieci jogę mają we krwi) a ja za pomocą cudownego wynalazku – chusteczek nawilżających, wycierałam co trzeba. Przy brudnej pieluszce trzeba wykazać się refleksem i przewinąć dziecko, zanim usiądzie w brudnej pieluszce. Zmiana pampersa pójdzie wtedy o wiele szybciej i będzie łatwiejsza.</span></span>
<h2><span style=”font-family: Calibri,sans-serif;”><span style=”font-size: medium;”>Lecieć z dzieckiem, czy zostać w domu?</span></span></h2>
<span style=”font-family: Calibri,sans-serif;”><span style=”font-size: small;”>Mała w samolocie spisywała się w sumie bardzo dobrze. Najgorzej było przy lądowaniu. Ponieważ Łucja nie używała smoczka, który w tej sytuacji jest świetny, bo dziecko przełykając ślinę, lepiej znosi zmiany ciśnienia podczas lotu, ciężko zniosła te zmiany i płakała. Uspokajaliśmy ją jak mogliśmy, ale było trudno. W końcu wylądowaliśmy i odetchnęliśmy z ulgą.</span></span>

<dl> <dt><a name=”attachment_331″></a><a href=”../images/W-samolocie.jpg”><span style=”color: #000080;”><img src=”../images/W-samolocie.jpg” border=”1″ alt=”” width=”300″ height=”191″ align=”BOTTOM” /></span></a></dt> <dd> <span style=”font-family: Calibri,sans-serif;”><span style=”font-size: small;”>W samolocie rejsowym</span></span></dd> </dl><span style=”font-family: Calibri,sans-serif;”><span style=”font-size: small;”>Droga powrotna przebiegła podobnie – mała protestowała przy lądowaniu, choć trwało to krócej. Niestety przy locie powrotnym nie mieliśmy wolnego miejsca dla dziecka, zajęte było miejsce przy przejściu, przez co było trudniej – trzeba wyjść z małą do łazienki, na środek samolotu, żeby mogła pochodzić – za każdym razem musieliśmy przepraszać panią, która siedziała w zewnętrznym fotelu. Zastanawiam się, kto po wylądowaniu był bardziej szczęśliwy – my, czy ta biedna Pani. Ponieważ lot nie był długi, podróż była całkiem udana i z pewnością można i warto lecieć na wakacje z małym dzieckiem .</span></span>
<h2><span style=”font-family: Calibri,sans-serif;”><span style=”font-size: medium;”>Z małym dzieckiem za ocean</span></span></h2>
<span style=”font-family: Calibri,sans-serif;”><span style=”font-size: small;”>Druga podróż była o wiele dłuższa, a dziecko miało skończone 17 miesięcy. Lecieliśmy wtedy do Stanów. Podróż była kilkuetapowa. Najpierw jechaliśmy pociągiem z Krakowa do Warszawy. Ten etap był prosty i przyjemny, mała spała w pociągu, ponieważ wyjechaliśmy wcześnie rano. W Warszawie wzięliśmy taksówkę na lotnisko – z małym dzieckiem i bagażem, to najlepsze wyjście. Na lotnisku zjedliśmy śniadanie, Łucja pobiegała sobie, pojeździła na ruchomych schodach, powspinała się po czym się dało i była gotowa na lot do Paryża, który również przeszedł gładko – dziecko spało.</span></span>
<h2><span style=”font-family: Calibri,sans-serif;”><span style=”font-size: medium;”>Lot z przesiadkami</span></span></h2>
<span style=”font-family: Calibri,sans-serif;”><span style=”font-size: small;”>W Paryżu okazało się, że odprawa na nasz następny lot, do Atlanty, już się kończy. Biegiem, z dzieckiem na ręku, gnaliśmy do właściwego terminalu, co było swego rodzaju wyczynem, bo lotnisko Charlesa de Gaulle’a jest duże. Na szczęście zdążyliśmy i na pokładzie Delty odlecieliśmy za ocean. Podobnie jak w pierwszej podróży mieliśmy do dyspozycji dodatkowy fotel dla Łucji, dzięki czemu mała mogła ruszać się do woli. Lot, mimo że długi minął dobrze. Mała płakała przy wysiadaniu z samolotu, ponieważ był to według polskiego czasu, środek nocy. Niestety Łucja nie mogła spać w samolocie – trochę się zdrzemnęła, ale niedługo, więc po całym dniu w podróży była zmęczona.</span></span>

<dl> <dt><a name=”attachment_332″></a><a href=”../images/znaki-na-lotnisku.jpg”><span style=”color: #000080;”><img src=”../images/znaki-na-lotnisku.jpg” border=”1″ alt=”” width=”300″ height=”264″ align=”BOTTOM” /></span></a></dt> <dd> <span style=”font-family: Calibri,sans-serif;”><span style=”font-size: small;”>Na lotnisku</span></span></dd> </dl><span style=”font-family: Calibri,sans-serif;”><span style=”font-size: small;”>Lotnisko w Atlancie to jedno z największych na świecie. Żeby dostać się z jednego terminalu na drugi trzeba jechać pociągiem. Tu mieliśmy trochę czasu, w oczekiwaniu na kolejny lot i córcia mogła bawić się na lotnisku. Mimo późnej pory, spisywała się bardzo dobrze. W końcu wsiedliśmy do samolotu numer trzy, który leciał na Florydę. Ten lot był najkrótszy i minął szybko – Łucja spała, my z mężem byliśmy zawieszeni gdzieś pomiędzy jawą a snem.</span></span>
<h2><span style=”font-family: Calibri,sans-serif;”><span style=”font-size: medium;”>Wszędzie dobrze ale w domu najlepiej</span></span></h2>
<span style=”font-family: Calibri,sans-serif;”><span style=”font-size: small;”>Lot powrotny przebiegał podobnie, z tym że Łucja nie płakała wcale i spała podczas długiego lotu ze Stanów. Ponieważ pogoda przy wylocie z Florydy i w Atlancie była zła, pierwszy lot był odwołany, ale zdołaliśmy załapać się na późniejszy tego samego dnia. Z powodu opóźnień i zmian w rezerwacji nie mieliśmy dodatkowego miejsca dla dziecka i dodatkowo dostaliśmy osobne siedzenia, co przy długim locie przez ocean, byłoby dużym utrudnieniem. Na szczęście stewardessa przekonała siedzącą przy mnie dziewczynę (którą po dziś dzień błogosławię) do zamiany miejscem z moim mężem, dzięki czemu mogliśmy siedzieć razem. Myślę, że wygibasy, które robiła moja córcia i jej nieustanne okrzyki „tata” ze wskazywaniem rączką w kierunku wyżej wymienionego, też zrobiły swoje. Tym razem dziecko spało przez większość lotu (odbywał się w godzinach nocnych) i ostatni lot, z Francji do Polski, również przespała.</span></span>

<span style=”font-family: Calibri,sans-serif;”><span style=”font-size: small;”>W sumie byłam zaskoczona tym, jak dobrze córcia zniosła podróż i jak dzielnie się spisała. W którymś momencie mąż stwierdził, że mała pewnie myśli, że teraz tak będzie wyglądało nasze życie – z samolotu na samolot. Całkiem możliwe, bo kiedy wróciliśmy do domu, miała niepewną minę i dopiero jak zobaczyła swoje zabawki, uśmiechnęła się od ucha do ucha i wskoczyła do kojca z miśkami.</span></span>
<h2><span style=”font-family: Calibri,sans-serif;”><span style=”font-size: medium;”>ABC podróży z małym dzieckiem</span></span></h2>
<span style=”font-family: Calibri,sans-serif;”><span style=”font-size: small;”>Wnioski, jakie się nasuwają odnośnie lotu z dzieckiem, to:</span></span>

<span style=”font-family: Calibri,sans-serif;”><span style=”font-size: small;”>- pozwolić się dziecku wybiegać (o ile to możliwe) przed lotem, pozwolić się ruszać, kiedy tylko jest to możliwe,</span></span>

<span style=”font-family: Calibri,sans-serif;”><span style=”font-size: small;”>- traktować dziecko bardziej pobłażliwie – podróżowanie jest uciążliwe dla każdego (nowe miejsca, szum, ruch, dużo ludzi, hałas, zmiany stref czasowych, zmiany ciśnienia i tak dalej) a zwłaszcza dla małego dziecka, które nie wie co się dzieje,</span></span>

<span style=”font-family: Calibri,sans-serif;”><span style=”font-size: small;”>- wytłumaczyć dziecku co w danym dniu i za chwilę będzie się działo,</span></span>

<span style=”font-family: Calibri,sans-serif;”><span style=”font-size: small;”>- przygotować dziecku rozrywkę na czas lotu – ulubione zabawki, książeczki, można kupić coś nowego, co pokażemy dziecku dopiero w samolocie. U nas najlepiej sprawdził się palmtop i kamera, na której mieliśmy nagrania z pobytu u moich rodziców, Łucję na huśtawce i tym podobne filmiki i zdjęcia, za którymi mała przepada. Oprócz tego dobrze jest znać jakieś fajne piosenki i śpiewać dziecku,</span></span>

<dl> <dt><a name=”attachment_333″></a><a href=”../images/mi%C5%9B.jpg”><span style=”color: #000080;”><img src=”../images/mi%C5%9B.jpg” border=”1″ alt=”” width=”225″ height=”300″ align=”BOTTOM” /></span></a></dt> <dd> <span style=”font-family: Calibri,sans-serif;”><span style=”font-size: small;”>Ulubiony pluszak na     drogę</span></span></dd> </dl><span style=”font-family: Calibri,sans-serif;”><span style=”font-size: small;”>- przygotować jedzenie i przekąski na drogę oraz mleko modyfikowane (w proszku lub gotowe do spożycia w płynie w zapieczętowanej butelce), zapasowe, czyste smoczki do butelki i smoczki do ssania, jeśli dziecko używa,</span></span>

<span style=”font-family: Calibri,sans-serif;”><span style=”font-size: small;”>- nie stresować się, jeśli dziecko chce tylko pić – nic się nie stanie jeśli zje mniej a bardzo ważne jest żeby dziecko dużo piło podczas podróży.

Przygotować pieluszki i chusteczki, ewentualnie ubranie na zmianę dla dziecka – przyda się gdy zawartość pieluchy wywędruje na zewnątrz (najlepiej przebrać dziecko, gdy zrobi ‚prezent’, nie dopuszczając żeby w nim usiadło), tak żeby malec nie musiał podróżować w brudnym ubraniu, kilka dni przed podróżą można podać dziecku probiotyk, ale przed podaniem trzeba skonsultować się z pediatrą.Co można wziąć do samolotu?

Można zabrać jedzenie i picie dla dziecka, w ilościach proporcjonalnych do czasu podróży. Jeśli butelki z napojami (soki, woda) są zamknięte fabrycznie, to nie powinno być problemu (ja nie miałam). Jeśli natomiast mamy odpieczętowaną butelkę (dziecko już z niej piło), to obsługa lotniska może nas poprosić o napicie się z tej butelki.

W samolocie można poprosić stewardessę o przygotowanie mleka modyfikowanego, lub wodę przegotowana i przygotować mleko samemu. Podobnie z myciem butelki, czy smoczka – pracownicy obsługujący lot umyją potrzebne rzeczy.

Można oczywiście zamówić jedzenie dla dziecka przy rezerwacji biletu.

Pracownicy lotnisk są pomocni i można się zwrócić o pomoc w każdej sprawie i zdają sobie sprawę z tego że podróż z dzieckiem jest stresująca.

Do samolotu można zabrać wózek, który oddaje się przy wsiadaniu i jest chowany do luku bagażowego, więc po podróży trzeba chwilę poczekać na odbiór (wózki są wyciągane w pierwszej kolejności).

Można zabrać bagaż podręczny – 1 sztuka na osobę dorosłą i 1 ‚personal item’, czyli rzecz (przedmiot) osobisty, na przykład: laptop, torebka – to co jest nam potrzebne.

W samolotach są dostępne przewijaki, więc bez problemu można zmienić pieluszkę. Jeśli jest taka potrzeba, dostaniemy poduszkę, czy pled, którym można przykryć dziecko. W samolocie Delty, widziała również małe, rozkładane łóżeczko dla niemowlaka, myślę że są osiągalne przy długich rejsach. W lotach europejskich trzeba dziecku założyć pas bezpieczeństwa, który przypina się do pasa rodzica. W Stanach pasy dla dzieci nie są używane, trzeba trzymać maluszka (co i tak każdy rodzic robi).

Lot samolotem z dzieckiem to ciekawe doświadczenie i spore wyzwanie. Po podróży do Stanów doszliśmy z mężem do wniosku, że lot bez dziecka nie umywa się do wyprawy z potomstwem a powrót do domu to prawdziwe święto.;

Jak zrzucić brzuszek – zbędne kilogramy po ciąży.

Kiedy schudnę?

Z perspektywy czasu widzę, że przed błogosławionym stanem, byłam całkiem szczupłą kobitką. Nie miałam figury modelki, ale tłuszczyk na brzuchu nie spędzał mi snu z powiek, był tam w ilościach niewielkich, takie, które pozwalają na noszenie obcisłych bluzek i spodni, bez wylewania się nadmiaru ciała – tego ciała tam po prostu nie było. Jak sobie przypomnę moje wieczne narzekanie na figurę, to parskam  śmiechem.

W chwili obecnej moje dziecko skończyło 16 miesiąc życia, a ja 16 miesiąc z dodatkowymi kilogramami na plusie, które nie wiedzieć czemu, ulokowały się właśnie na brzuchu. Niby mieszczę się w ciuchy sprzed ciąży, noszę ten sam rozmiar, ale tłuszczu na brzuchu pozbyć się nie mogę. Zwłaszcza, kiedy trzymam małą na rękach i wypinam brzuch, wyglądam jakbym znów była przy nadziei. Punktem kulminacyjnym, poniekąd również zwrotnym, w moim narzekaniu na brzuch bez aktywnego zabrania się za problem, było spotkanie ze znajomą w sklepie. Trzymając niunię na rękach, wybierałam marchewki i wtedy podeszła do nas X, z uśmiechem zauważając: „widzę, że córcia będzie mieć braciszka lub siostrę”. Nie powiedziała tego złośliwie, po prostu mój brzuch mówi sam za siebie. Odparłam, że to pamiątka po Łucji. Sytuacja trochę niezręczna, zwłaszcza dla X, bo ja jestem swojego stanu, niestety świadoma. To spotkanie dało mi jednak motywację do działania i zaczęłam szukać sposobu na pozbycie się brzuszka.

Dieta i ćwiczenia – teoria a praktyka

Najlepsza dieta

Można tego dokonać jedynie z żelazną dyscypliną i silną wolą. Niestety osobiście nie posiadam żadnej z powyższych cech. Lubię jeść, kocham słodycze i nie chce mi się ćwiczyć. I jak w takich warunkach walczyć z tuszą? Najlepiej małymi krokami – nie stosować diety 1000 kalorii, jeśli wiemy, że nie jesteśmy w stanie jej stosować konsekwentnie. Ja staram się nie jeść za dużo, ograniczam tłuszcz i słodycze. Kiedy mam ogromną ochotę na sweets, to jem, byle nie robić tego dzień w dzień. Razem z mężem stosowaliśmy również przez około 10 dni dietę fasolową. Jest to dieta, którą mogę polecić – działa i już po tygodniu daje się poczuć pierwsze efekty. Niestety, po diecie przyszło Boże Narodzenie, gdzie nie udało mi się oprzeć świątecznym przysmakom i efekty diety przepadły.

Silna wola
Ciastko czekoladowe

Bardzo pomocne przy odchudzaniu jest picie wody niegazowanej, najlepiej wypijać 1,5 litra dziennie. Jednak, kiedy biegam za małą, gotuję, sprzątam, piorę, to zapominam o piciu i w efekcie wypijam dużo na raz na wieczór.

W pozbywaniu się brzuszka dobre są ćwiczenia. Kupiłam sobie „Shape” z dołączoną płytą z ćwiczeniami pilates i udało mi się ćwiczyć przez całe 2 dni – córci nie podobało się to skupienie uwagi na ekranie telewizora i w ten sposób płyta wylądowała w szufladzie, gdzie spoczywa do dziś. Przez jakiś czas robiłam brzuszki, połączone z innymi ćwiczeniami, które lubię i do których od czasu do czasu wracam, ale brakuje mi samodyscypliny, żeby ćwiczyć dłużej niż 5 dni pod rząd. Najczęściej taka potrzeba ruchu pojawia się przed miesiączką i utrzymuje przez kilka dni, po czym znika bez śladu. Jedyną rzeczą, która trzyma mnie w formie i którą robię codziennie są spacery. Tak się składa, że Łucja lubi spać w wózku i w ciągu dnia tylko tam zasypia bez problemu. Dlatego codziennie, niezależnie od pogody (chyba, że jest wyjątkowo zimno lub mokro) wychodzimy na spacer, który zazwyczaj trwa 2 godziny. Jest to dla mnie świetne rozwiązanie, bo uwielbiam chodzić i mogę spacerować godzinami. Kraków jest o tyle fajnym miastem, że miejsc do spacerów nie brakuje.

Bieg
Ćwiczenia

Syzyfowa praca?

Chcielibyśmy mieć więcej dzieci i mam świadomość, że brzuszek może ze mną zostać na dłużej, ale myślę, że w kolejnej ciąży będę się bardziej kontrolować, zwłaszcza w ostatnim trymestrze żadnych zbędnych węglowodanów, bo wiem jak trudno jest się pozbyć nadmiaru ciała. Przy Łucji mój przyrost wagi był stały – co miesiąc 2 kg na plusie, ale w ostatnich miesiącach jadłam słodycze, których wystrzegałam się wcześniej i za które teraz płacę.

Właściwie nadmiar kilku kilogramów nie jest problemem, ale ja osobiście nie czuję się z tym dobrze. Nie chodzi tu tylko o wygląd (choć dla mnie zgrabna sylwetka to dobre samopoczucie – co u ukrywać chce się podobać mojemu mężowi), ale również o kondycję, dlatego chciałabym się pozbyć tego nadmiaru. Po ciąży zaczęłam kupować trochę luźniejsze ubrania – spodnie z luzem w pasie, dłuższe bluzki, ale ostatnio złamałam tę tradycję i kupiłam baaardzo dopasowane spodnie, które świetnie się prezentują i dla których postaram się zrzucić mój uprzykrzony brzuszek.

Jeśli ktoś ma jakieś rady, jak się jeszcze zmotywować, lub jeśli komuś udało się pozbyć brzuszka po ciąży to proszę o wskazówki, jak to skutecznie zrobić.

Po co mieć dzieci?

Parafrazując słynny cytat (autor nieznany): „Z posiadaniem dzieci jest jak z wiarą – dla tych, którzy jej nie mają, żadne wyjaśnienie nie jest wystarczająco dobre, a dla tych, którzy ją posiadają, żadne wyjaśnienie nie jest potrzebne”.

Jak tata z córcią
Jak tata z córcią

Powody są różne, mniej i bardziej serio, śmieszne i te naprawdę ważne, praktyczne, egoistyczne, biologiczne, duchowo-religijne, społeczne, ekonomiczne, emocjonalne i pewnie jeszcze wiele innych. Każdy rodzic byłby w stanie wymienić ich mnóstwo. Ja podam niektóre z nich, oto one:

  1. sama wiadomość o ciąży robi duże wrażenie, które z czasem nie traci na sile,
  2. poczucie dumy i satysfakcji z faktu, że możecie dać życie i że jego rozwój jest możliwy tylko dzięki wam,
  3. będziecie mogli uczestniczyć w procesie rozwoju człowieka (USG jest bardziej emocjonujące niż niejeden film akcji),
  4. przeżycia z porodu i pierwsze chwile z maluszkiem – będzie co wspominać do końca życia i są to wspomnienia niedające się porównać z niczym innym na świecie,
  5. dziecko daje motywację do życia i energię do działania,
  6. stanowi bodziec do pracy nad sobą, swoim zachowaniem, charakterem, nastawieniem do świata,
  7. daje możliwość sprawdzenia się – jacy naprawdę jesteśmy, na co nas stać, ile możemy dać z siebie innym,
  8. daje poczucie dumy i wyjątkowości, mama i tata jest tylko jedna/jeden i nikt ich nie zastąpi,
  9. daje poczucie bezpieczeństwa i stabilizacji – mając rodzinę nie musimy myśleć, kiedy zdecydować się na dziecko, jak to jest mieć dziecko, czy ja się do tego nadaję, jakie to moje dziecko będzie, czy dam sobie radę – i tak dalej i tak dalej,
  10. dziecko da wam energię na każdy dzień, nawet kiedy to kolejna nieprzespana noc i nic wam się nie chce, to i tak znajdziecie w sobie siłę do działania, bo dziecko to dziecko i trzeba się nim zająć,
  11. daje uczucie bezwarunkowej miłości i radość z posiadania własnej rodziny,
  12. jedyna praca dająca 100% gwarancji zatrudnienia i w której jesteśmy naprawdę nie do zastąpienia,
  13. dzieci są bardzo ciekawymi, kreatywnymi i mądrymi istotami, małe dzieci mają więcej komórek mózgowych niż dorośli, bardzo szybko się uczą,
  14. obserwowanie ich rozwoju, tego jak się uczą i zmieniają jest niezwykle fascynujące i emocjonujące,
  15. dziecko pobudza wyobraźnię i kreatywność,
  16. zwracamy uwagę na to, co naprawdę ważne,
  17. dziecko otwiera przed nami nowy świat i poszerza horyzonty,
  18. dodaje życiu kolorów – wcześniej wyjazd na wakacje był ciekawy, teraz jest ekscytujący,
  19. jest czystą radością,
  20. pomaga lepiej zrozumieć naszych rodziców i zobaczyć ich w nowym świetle (tym bijącym z aureoli),
  21. zawsze zaskakuje,
  22. dzieci są małymi, słodkimi istotkami, do schrupania,
  23. ludzie mający własne rodziny statystycznie żyją dłużej,
  24. dają szansę, żeby tym razem czegoś się w szkole naprawdę nauczyć,
  25. pieniądze wydaje się rozsądniej, można liczyć na ulgi podatkowe,
  26. można kupić zabawki, o których zawsze się marzyło,
  27. jeśli wcześniej nie umieliście gotować, teraz będzie świetna okazja żeby się nauczyć,
  28. zaczniecie się zdrowo odżywiać i dbać o to, co i kiedy jecie,
  29. dowiecie się, co to plan dnia i kalendarz szczepień,
  30. jak nigdy w życiu docenicie przespaną noc,
  31. staniecie się bardziej elastyczni i tolerancyjni,
  32. staniecie się bardziej otwarci na ludzi,
  33. żadna praca nie da wam takiej możliwości zaangażowania, rozwoju i samorealizacji,
  34. staniecie się bardziej pewni siebie i zadowoleni z życia,
  35. nie będziecie się nudzić,
  36. szansa na to, że na starość ktoś będzie o was pamiętał,
  37. wyrobicie sobie refleks, cierpliwość i podzielność uwagi,
  38. staniecie się lepiej zorganizowani i poinformowani,
  39. przyczynicie się do poprawy bezpieczeństwa ruchu drogowego a przy parkowaniu na chodniku weźmiecie poprawkę na wózki dziecięce,
  40. będziecie się mieć dla kogo starać i dla kogo żyć.

Jeśli chcecie podzielić się swoim przemyśleniami na temat: „po co mieć dzieci”, to chętnie poczytam.

Cierpliwość to skarb

Z niemowlaka w dzieciaka

Moje drogie dziecko ma już 9,5 miesiąca i z każdym dniem wie i rozumie więcej. To niepowtarzalne przeżycie, patrzeć jak mały człowiek się rozwija. Dziecko w tym wieku (i jeszcze pewnie przez długi czas) to żywe srebro. Wszystko je interesuje, chce wszystko sprawdzić, zobaczyć, dotknąć, wypróbować. Z perspektywy tych kilku miesięcy, odkąd mamy dziecko, nauczyłam się jak cenną cechą jest cierpliwość. Kiedy pojawia się dziecko wszystko schodzi na dalszy plan i tam przez jakiś czas zostanie. Czasem bywa to frustrujące – brak mi czasu na podstawowe rzeczy jedzenie, spanie, prysznic, sprzątanie, itp. Czasem nie mogę znieść jak przy usypianiu mała płacze i pręży się, mimo że staram się jak mogę. Czasem przydałaby się trzecia ręka, żeby ugotować, czy zrobić coś innego.

Cierpliwość to cnota
Cierpliwość to cnota

Rosnę, rosnę  sobie

Jednak w miarę jak dziecko rośnie, wszystko staje się łatwiejsze. Teraz wiem, że najważniejsza w wychowaniu małego człowieka jest cierpliwość. W pierwszym roku życia dziecko najbardziej się zmienia. Jego rytm dobowy zmienia się co kilka miesięcy lub tygodni. Uczy się cały czas. Najpierw trzymać głowę, potem siedzieć, wstawać, raczkować, chodzić, jeść, mówić, nawet spać. Wychodzą mu zęby, uczy się chwytać, ciągnąć, pchać. To wszystko wymaga mnóstwa czasu, energii. Dziecko potrzebuje nie tylko opieki i wsparcia, ale przede wszystkim miłości i cierpliwości.  Życzę wszystkim mamom i tatom, żeby mieli jej jak najwięcej.

Czego niemowlęta nie lubią

Skoro powiedziałam A – co lubią niemowlęta, to muszę też powiedzieć B – czego niemowlęta nie lubią:

1. Być daleko od mamy (i taty, ale mama wiadomo…).

2. Być daleko od mamy.

3. Być same.

sam jak palec
sam jak palec

4. Być głodne, spragnione, zmęczone, mieć mokro.

5. Ubierania – zwłaszcza zakładania ubrań przez głowę, ubierania czapek, skarpetek, butów.

6. Nudy, biernego leżenia w łóżeczku.

7. Hałasu.

8. Zbyt wielu wrażeń w jednym dniu.

9. Czyszczenia nosa, mycia buzi po jedzeniu (w przeciwieństwie do kąpieli, którą uwielbiają).

10. Kiedy jest im za gorąco.

Sens życia

Zmiany, zmiany…

Łucja skończyła wczoraj sześć miesięcy. Czas leci – dzieci rosną. Nawet nie wiem kiedy minęło to pół roku. Dopiero była takim malutkim babulakiem. Od połowy lutego (dokładnie 15 lutego) niunia zaczęła się podciągać do siedzenia – cóż to za rewelacja była! Teraz nie dosyć, że bez problemu się podciąga i siada (sama jeszcze nie siedzi), to potem od razu próbuje wstawać i czasem udaje jej się na chwilkę stanąć. Oprócz tego obraca się na boczki i brzuszek (na plecki z brzuszka jeszcze nie, choć dwa razy jej się udało). Dodatkowo wychodzą jej ząbki i ślini się niemiłosiernie. Te zmiany są zdumiewające. Myślałam, że będzie siadać późno, ponieważ miała problemy z trzymaniem główki i nie lubiła leżeć na brzuszku. Ale jak już się nauczyła, to w kolejnych rzeczach robi zdumiewające postępy.

rodzina
rodzina

Duży – mały człowiek

Kiedy widzę jak mała się rozwija, jak reaguje na to co mówimy i robimy, jak się do nas uśmiecha, jak sobie coś mówi po swojemu, słucha kiedy jej coś tłumaczę lub uspokaja się kiedy jej śpiewam – wtedy widzę jak mądre są dzieci i jak szybko się uczą. Czasem jednak, kiedy na nią spojrzę to widzę, że ten niesamowity człowiek jest jeszcze malutkim dzidziusiem, który tylko od kilku miesięcy jest na tym świecie. Na początku denerwowałam się kiedy nie mogłam normalnie zjeść, czy się wykąpać (o gotowaniu czy sprzątaniu nie wspominając) bo mała płakała, że mnie nie ma, ale po jakimś czasie odpuściłam sobie. W końcu mam malutkie dziecko, które nic jeszcze nie potrafi i które mnie potrzebuje a co najważniejsze, które za kilka miesięcy urośnie, zmieni się i wtedy zatęsknię za tą małą kruszynką, którą było. Kiedy spojrzę wstecz na dni, kiedy córcia była mała, to wiem, że nie będę żałować, że nie poświęciłam jej wystarczająco dużo czasu. Jestem bardzo dumna i szczęśliwa, że jestem mamą Łucji. Moje życie ma sens.

Krótka pamięć

Jak to jest mieć krótką pamięć

Kto nie chciałby mieć świetnej pamięci? Ja na pewno tak. Moja pamięć niestety nie umywa się do pamięci słonia, jeśli mam ją porównywać, to raczej jest to pamięć akwariowej rybki. Podziwiam ludzi, którzy pamiętają ze szczegółami, co zdarzyło się na dużej przerwie w szkole średniej, 15 lat temu. Moja przyjaciółka czasami wprawia mnie w konsternację pytaniami z rodzaju: „a pamiętasz te dziewczyny, które odwiedziły Ankę i jedna z nich miała brata, który…” – opowieść się rozwija a ja ni w ząb nie mogę sobie przypomnieć o kim mowa. Podobno to kobiety pamiętają o datach urodzin, kto ma ile i jakiej płci dzieci, gdzie pracują znajomi naszych znajomych i tak dalej. Ja niestety nie jestem taką szczęściarą i to mój ukochany mąż przypomina mi różne daty. Kiedy byliśmy przed ślubem na rozmowie z księdzem, to Mark podał datę naszych zaręczyn, bo ja, mimo iż pamiętałam ten piękny dzień, to datę jedynie w przybliżeniu, hmm… Kiedyś powiedział, że nie musi się martwić o to, że nie będzie mógł mnie rozbawić, bo przy mojej pamięci, co jakiś czas, może po prostu opowiadać od nowa te same historie. Jak widać wszystko ma swoje dobre strony, również krótka pamięć.