Hummus – pyszna potrawa z cieciorki

Cieciorka (ciecierzyca, albo groch włoski), to ciekawa potrawa o orzechowym posmaku .

Cieciorka jest popularna na Bliskim Wschodzie i w krajach Śródziemnomorskich. Jest bardzo zdrowa i warto włączyć ją do swojego jadłospisu. W sieci można również znaleźć informacje o jej przeciwnowotworowych właściwościach – kuracja nie opiera się na diecie opartej na ciecierzycy, stosuje się ją inaczej, nie wiem czy jest skuteczna, zainteresowanych odsyłam do poszperania.

Hummus – smaczne i pożywne danie

Kulinarnie jednak, cieciorka stanowi podstawę hummusu, który  jest godny polecenia ze względu na oryginalny smak i łatwość wykonania.

Hummus to pasta, którą smaruje się pieczywo – maca domowej roboty jest w sam raz. Pastę nabiera się macą bezpośrednio z miseczki i zjada. Czipsy kukurydziane też świetnie się sprawdzają.

Przyrządzenie hummusu jest proste i szybkie. Jest sycący, smaczny i warto go wypróbować, zwłaszcza kiedy szukacie pomysłu na dobry i egzotyczny posiłek.

Składniki:

– puszka cieciorki lub ugotowana cieciorka,

– 5 łyżek ziaren sezamu lub słonecznika,

– 2 ząbki czosnku,

– sok z połówki cytryny,

– pół czerwonej papryki (małej) – opcjonalnie, ale moim zdaniem podkreśla smak całości i świetnie się komponuje,

– 3-4 łyżki oliwy z oliwek

-sól i pieprz do smaku

Wykonanie:

Wszystkie składniki miksujemy na gładką masę et voilà – danie gotowe!

Dla lepszych efektów wizualnych można całość posypać sezamem. Fantastyczne danie na lato.

Zupa-krem z selera

Seler jest wszechstronnym warzywem – dodaje smaku zupom,  jest znakomity do sałatek i surówek. Surowy i gotowany – w obydwu przypadkach stanowi świetny dodatek do dań, ale może też bardzo dobrze sprawdzić się jako baza. Tak właśnie jest w przypadku kremowej zupy z selera. Można ją zrobić z korzenia i z natki (łodygi) – wedle uznania. Zupa z selera jest znakomitym daniem na chłodny jesienny dzień.

Zupa z selera

Składniki:

  • 1 spory korzeń selera lub 2 długie łodygi
  • 1 duży ziemniak
  • 1 cebula
  • 1 ząbek czosnku
  • 2 łyżki masła
  • 0,5 l wywaru warzywnego (może być z kostki)
  • jogurt lub śmietana do smaku
  • sól i pieprz do smaku

Wykonanie:

Selera i ziemniaka pokroić na mniej więcej równe kawałki, co zapewni równomierne gotowanie. Cebulę pokroić w drobną kostkę. Na patelni rozgrzać masło, dodać cebulę, selera i czosnek przeciśnięty przez praskę. Smażyć chwilę, tak żeby cebula była zeszklona, ale nie zarumieniona. Do bulionu warzywnego  dodać ziemniaki i przesmażony seler, cebulę i czosnek. Gotować około 15 minut, aż ziemniaki będą miękkie (ale nie rozgotowane). Po przestudzeniu zmiksować całość. Ponownie podgrzać i doprawić solą i pieprzem do smaku. Po przelaniu na talerz dodać łyżkę jogurtu lub śmietany. Całość można ozdobić natką selera lub grzankami i gotowe :).

Smacznego!

Co można jeść w ciąży

Jak się odżywiać w ciąży?

Ciąża to czas, w którym trzeba o siebie zadbać i odżywiać się zdrowo. Czasem organizm przyszłej mamy domaga się różnych dziwnych rzeczy, o najprzeróżniejszych porach. Warto „słuchać” tych zachcianek (o ile nie są to rzeczy szkodliwe), ponieważ organizm daje Wam znać, co jest mu potrzebne.

W ciąży trzeba jeść tak, żeby zapewnić dziecku, jak najlepsze warunki rozwoju, czyli jeść rozsądnie. Z pewnych rzeczy trzeba zrezygnować, nie przejadać się, ani nie odchudzać.

Jeśli jakieś jedzenie Was odpycha, to nie ma sensu się nim torturować. Jeśli natomiast macie na coś wyjątkową ochotę, to smacznego.

Kiedy byłam w ciąży z Łucją, chętnie jadłam owoce morza, które normalnie przyprawiają mnie o gęsią skórkę, a w pierwszych miesiącach zdarzało mi się robić kanapki w środku nocy, bo byłam niesamowicie głodna.

Co zatem jeść w ciąży?

1. Warzywa i owoce – powinny się znaleźć w codziennym jadłospisie. Warzywa strączkowe, czyli powodujące wzdęcia, lepiej ograniczyć, ale jeśli marzenie o grochówce nie daje wam spać, to bierzcie się do gotowania.

Zielone warzywa są super zdrowe

Warzywa są źródłem wielu witamin i mikroelementów przy małej kaloryczności. Zawierają błonnik, który zapewnia dobrą pracę jelit i chroni przed zaparciami (w ciąży trzeba im zapobiegać). Dobrze jeść, przynajmniej raz dziennie, jakąś surowiznę – w postaci surówki lub sałatki. Szczególnie w ciąży, trzeba bezwzględnie pamiętać o dokładnym myciu owoców i warzyw przed zjedzeniem (brudne warzywa to zagrożenie infekcji, między innymi toxoplasmą).

Ciemnozielone warzywa, takie jak: sałata, brokuły, szpinak – zawierają cenny kwas foliowy, zapobiegający wadom układu nerwowego u dziecka. Już przed ciążą warto zażywać kwas foliowy w tabletkach, w ciąży przyjmować witaminy, a od trzeciego miesiąca preparaty z DHA (kwasy tłuszczowe omega 3 – ich niski poziom, może mieć związek z występowaniem ADHD i choroby Alzheimera).

Choć przyjmowanie specyfików aptecznych jest czasem dyskusyjne, to posiłki nie zawsze mogą nam dostarczyć wszystkiego co niezbędne, bo trzeba mieć naprawdę zróżnicowane menu oraz jeść duże ilości warzyw i owoców. Kwas foliowy z tabletki jest przyswajalny w 100%, ten zawarty w naturalnych produktach może ulec zniszczeniu podczas gotowania lub nieprawidłowego przechowywania. Moim zdaniem lepiej przez tych kilka miesięcy dmuchać na zimne, czyli przyjmować dodatkowe witaminy i spać spokojnie, choć nie zwalnia nas to z obowiązku właściwego odżywiania się.

2. Mięso, drób, ryby – są bardzo potrzebne rozwijającemu się dziecku, bo stanowią źródło pełnowartościowego  białka i dobrze przyswajalnego żelaza. Przed spożyciem trzeba je jednak starannie ugotować (upiec, usmażyć), ze względu na ryzyko infekcji toxoplasmy.

W ciąży powinno się jeść, podobnie jak przy karmieniu piersią, produkty lekkostrawne, najlepiej gotowane, ewentualnie pieczone, lepiej unikać potraw smażonych.

3. Mleko i jego przetwory – jogurty, kefiry. Wraz z rozwojem dziecka zapotrzebowanie na produkty białkowe rośnie i wzrasta apetyt na produkty mleczne. Mleko jest doskonałym źródłem białka, wapnia i innych składników mineralnych oraz witamin. Powinno się znaleźć w jadłospisie każdej ciężarnej. Jeśli nie macie ochoty na mleko, można zastąpić je jogurtem, kefirem.  Mleko przed wypiciem trzeba ugotować, ewentualnie pić mleko pasteryzowane, najlepiej UHT (podgrzewanie do temperatury około 135°C) – chroni przed zakażeniem między innymi Salmonellą, Listerią, czy Shigellą.

4. Pieczywo – najlepiej pełnoziarniste, które zawiera witaminy i błonnik – zapewniający prawidłową pracę jelit.

Kanapka na żytnim chlebie z mięsem

Zwykły biały chleb może zaspokoić głód, ale nie jest dobrym źródłem minerałów, czy witamin, a jedynie „wypełniaczem” żołądka. Lepiej więc do śniadania sięgnąć po chleb z pełnego ziarna.

Czego nie jeść w ciąży.

Lista produktów do odstawki w ciąży:

Alkohol

Papierosy

Kawa, herbata i napoje zawierające kofeinę (cola, pepsi, napoje energetyzujące). Kofeina może  powodować poronienie czy przedwczesny poród, oprócz tego wypłukuje z organizmu magnez . Dopuszczalna jest jedna filiżanka cienkiej kawy dziennie (parzonej, nie instant!),  najlepiej z mlekiem i zrobiona w domu (w kawiarniach dawka kofeiny może być nawet dwukrotnie wyższa), albo bezkofeinowa (też zawiera kofeinę, ale w niewielkiej ilości), choć najlepiej jest wogóle zrezygnować z tego napoju. Kofeina, choć w małych dawkach, występuje również w czekoladzie i kakao, więc lepiej nie konsumować ich zbyt dużo.

Czasem natura pomaga odstawić ten uzależniacz (na szczęście tak dzieje się ze mną) i sama myśl o kawie wywołuje mdłości.

Dbajcie o siebie mamy

Napoje gazowane (zawierają dwutlenek węgla, sztuczne barwniki, cukier – żadnej wartości odżywczej)

Żywność „instant”, czyli zupy i potrawy w proszku (jeden sztuczny konserwant)

Polepszacze smaku, które często zupełnie nieświadomie dodajemy do obiadu, zawierające glutaminian sodu (na przykład Vegeta, kostki bulionowe) – można z powodzeniem zastąpić je ziołami, lub kostkami z naturalnych składników (BioOaza, Vegetable Bouillon „Organic Swiss”)

Inne produkty, które nie są dobre w ciąży:

Fast food – jeśli marzy wam się tłusty hamburger z frytkami, to  zróbcie go w domu, na odpowiednim tłuszczu, bez glutaminianu sodu (o zgrozo dodaje się go nawet do frytek).

Z fast foodów i przetworzonej żywności lepiej zrezygnować, ponieważ są tłuste i ciężkostrawne. Mogą zawierać niezdrowe konserwanty i barwniki. Jeśli marzy się Wam hamburger, to można czasem się skusić, zwłaszcza jeśli ograniczycie się do zjedzenia samego mięsa – te ze znanych restauracji wykonane są z grillowanej wołowiny (nie smażone) z dodatkiem soli i pieprzu (bez glutaminianu sodu) – w sumie 100% białka.

Surowe, wędzone ryby (mogą być niedowędzone), surowe jajka (lody domowe), niedogotowane mięso, surowe mleko (mleko i jego produkty muszą być pasteryzowane).

Miękkie sery (typu feta) – równie niebezpieczne, jak niegotowane mleko.

Zbyt ostre przyprawy: ostra papryka, cynamon, również polecany na poranne mdłości imbir – rozszerzają naczynia krwionośne, są szczególnie niepolecane w przypadku ciąży zagrożonej, bo mogą powodować krwawienia.

Musztarda, ocet spirytusowy (można zastąpić zdrowym octem jabłkowym), chrzan.

Słodycze – lepiej ograniczyć i zastąpić suszonymi owocami  (gwarantuję, ze po zjedzeniu paczki rodzynek, zapomnicie o pączkach i kremówkach), batonikami muesli, lody – sorbetami. Nie trzeba ze słodyczy całkowicie rezygnować, ale nie jeść za dużo, ponieważ są kaloryczne. Najlepiej też, żeby były to słodkości domowej roboty, robione z dodatkiem masła zamiast margaryny – zwłaszcza twardej margaryny w kostce, która zawiera niezdrowe nienasycone kwasy tłuszczowe. Odradzam też gotowe ciasta w torebkach (poczytajcie skład na etykiecie) – warto zadać sobie odrobinę wysiłku i upichcić coś samemu.

Produkty light – w których cukier zastąpiono tańszym dla producentów, ale niekoniecznie zdrowym słodzikiem oraz produkty beztłuszczowe – wbrew pozorom lepiej nie rezygnować z tłuszczu, bo jest on potrzebny dziecku do prawidłowego rozwoju, trzeba jednak zadbać o jego jakość. Najlepiej jeść masło, oliwę z oliwek – najlepsza do smażenia, olej lniany (kwasy omega 3). Źródłem tłuszczu są również mięso i ryby.

Orzeszki ziemne i migdały – zawierają mnóstwo witamin i mikroelementów, ale trzeba na nie uważać, ponieważ narażone na rozwój pleśni, wydzielają trujące aflatoksyny – grzybem, który wydziela te substancje, jest na przykład kropidlak żółty, znaleziony w grobowcu króla Kazimierza Jagiellończyka – był on prawdopodobnie przyczyną śmierci naukowców, badających szczątki władcy (źródło: Wikipedia).

Jak odstawić dziecko od piersi?

Za i przeciw odstawienia od karmienia piersią

Odstawienie dziecka od piersi to z jednej strony chwila, na którą mama czeka z utęsknieniem – wreszcie „odzyskuje” swoje ciało – można jeść to co się chce, bez obawy, że odbije się to na samopoczuciu dziecka, można delektować się napojami z zawartością kofeiny, czy lampką wina, a także nie jest się już ekwiwalentem smoczka i butelki w jednym. Z drugiej jednak strony kończy się bardzo ważny etap związku mama-dziecko i od tego momentu nie jesteśmy już niezastąpione jak do tej pory, dieta dziecka rozszerzy się, albo przynajmniej zmieni na mleko modyfikowane, jednak nie będzie to już mleko mamy.

Dużo się mówi o szczególnej więzi, która tworzy się przy karmieniu piersią i właściwie w pełni zdałam sobie sprawę z tego jak mocna jest to więź, kiedy przestawałam karmić. Było to dla mnie bardzo trudne doświadczenie. Nigdy wcześniej nie miałam takich wahań nastrojów i nie byłam tak rozstrojona nerwowo, jak przy odstawianiu dziecka od piersi.

Czas pełen bliskości

Sposoby odstawiania od piersi

Zastanawiacie się jak w ogóle zabrać się do zakończenia karmienia piersią? Ten słodko-gorzki proces przeprowadzić można na trzy sposoby:
1. Naturalny – czyli taki w którym to dziecko samo zrezygnuje z piersi.

Ten sposób stosowany był przez wieki i nadal jest, choć obecnie do dyspozycji mamy również zamienniki piersi i mleka, czyli smoczki, butelki i mleko modyfikowane, które włączyć można w dowolnym momencie rozwoju dziecka – od pierwszych dni życia począwszy. Niektóre mamy kończą karmienie w taki właśnie sposób, dzieje się tak również w społecznościach spoza naszego kręgu cywilizacyjnego – przykład stanowią Indianie z amazońskiej dżungli. Mówiąc o wyżej wymienionych, mam przed oczami scenę z programu Wojciecha Cejrowskiego, gdzie około dwu-, trzyletnie dziecko podbiegło do wolnowiszącej (czyli nie skrępowanej biustonoszem i ubraniami) piersi, possało chwilę i pobiegło do swoich zajęć. Nie pamiętam reszty programu, ale ta scena utkwiła mi w pamięci. Jakże zupełnie różny jest ten świat od naszego, w którym tak łatwo jest nie karmić piersią, reklamuje się mleko modyfikowane („równie dobre jak mleko matki” hmmm…) często też kobieta karmiąca dziecko wywołuje co najmniej zaciekawienie. Fakt, jest to czynność bardzo intymna, ale z punktu widzenia matki, której dziecko jest głodne, jak najbardziej normalna. To że mama karmi w miejscu publicznym nie znaczy, że szuka publiczności, bo tak się chyba niektórym ludziom wydaje. O wiele lepiej jeśli ma się do dyspozycji miejsce do karmienia, tak jak dzieje się to w niektórych centrach handlowych, ale często są to wykafelkowane, nieprzytulne miejsca służące również do przewijania, w których nikt dorosły nie jadł by posiłku. Dlaczego więc matka z dzieckiem ma się zgadzać na taki „standard”? Palacze na placach zabaw czy przeklinające nastolatki wywołują mniej emocji niż matka karmiąca piersią w miejscu publicznym.

Wracając do tematu – karmienie piersią to nie tylko posiłek, ale również, w przypadku dzieci, które nie używają smoczka, zaspokajanie potrzeby ssania oraz fizyczna bliskość z mamą. Dziecko rozwija się stopniowo i każdy etap jego życia wymaga czasu. Co ważne ten czas potrzebny jest również rodzicom, bo wyobraźcie sobie co byłoby gdyby ciąża trwała na przykład miesiąc, po czym nagle trzymacie w ramionach noworodka…

W dzisiejszych zabieganych czasach, gdzie wszystko dzieje się bardzo szybko, dziecko uczy cierpliwości. Stopniowo uczy się trzymać głowę, siadać, chodzić. Tak samo jest w przypadku rezygnacji z mleka matki na rzecz innych pokarmów. Dziecko rezygnuje z piersi na przestrzeni lat, w miarę postępu rozwoju fizycznego i emocjonalnego – po prostu dorasta do tego momentu. Czasem na mamy wywierana jest presja, ze strony babć, ciotek, mężów, pań ze sklepu, że to już nie wypada, bo dziecko takie duże a jeszcze na „cycu”. Często używa się też argumentu, że dziecku mleko nie wystarcza, że trzeba je dokarmiać, ale wiecie co – uważam że to bzdura. Jeśli dziecko nie chce jeść nic innego, zdrowo się rozwija, rośnie, to ewidentnie mleko mamy jest wszystkim czego potrzebuje. W końcu mama nie żyje powietrzem i jeśli odżywia się prawidłowo, to jej mleko dostarcza dziecku to, co potomek powinien spożyć.

Bycie matką to trudne doświadczenie, bo tyle się nam mówi o tym co powinno się robić, a czego nie, podczas gdy tak naprawdę to na mamie najczęściej spoczywa trud wychowania dziecka i nikt inny tego za nas nie zrobi. Bywa to czasem frustrujące i najlepiej jest robić to, co Wy same uważacie za słuszne, w przeciwnym razie niepotrzebnie odbije się na relacjach z dzieckiem i będzie prowadzić do bezpodstawnych rozczarowań i stresu. W przypadku opieki nad dzieckiem, to mama ma decydujący głos, bo jest mamą – jedyną i niezastąpioną.
2. Odstawanie stopniowe – czyli przyspieszona wersja naturalnego, które odbywa się w zależności od sytuacji, na przestrzeni kilku miesięcy, tygodni, lub dni.

Takie odstawienie polega na zastępowaniu kolejnego karmienia mlekiem modyfikowanym lub innym posiłkiem. Jeśli musicie szybko odstawić dziecko, to robicie tak przez kolejne dni, jeśli nie spieszycie się bardzo, to rezygnujecie z jednego karmienia na rzecz innego posiłku, przez kolejne tygodnie. Oczywiście im szybciej rezygnujecie, tym dramatyczniejszy to proces. Czasem takie zastępowanie jednego karmienia na przestrzeni kilku dni, przynosi lepsze rezultaty, kiedy zastosujecie sposób numer trzy, czyli:
3. Odstawienie z dnia na dzień.

Choć jest to trudne doświadczenie, to czasem konieczne. Ważne jest, żeby wytłumaczyć dziecku, że mleko będzie od tej chwili z butelki, nie z piersi.

Ja odstawiłam córkę, kiedy miała rok, bo choć zakładałam dłuższe karmienie (do około 1,5 roku), to niestety musiałam je przerwać. Początkowo, kiedy decyzja o odstawieniu od piersi zapadła, chciałam odstawiać małą stopniowo, przez kilka dni. Okazało się to jednak trudne, bo była dotąd, prawie wyłącznie na piersi, która nie tylko stanowiła źródło pożywienia, ale była również najlepszym przyjacielem, pocieszycielem i rozrywką. Moja córcia źle znosi ząbkowanie a cycuś był dla niej niemal jak smoczek. Przy nim zasypiała i budziła się, w dzień i w nocy. Ciężko jej było przestawić się nagle na zero piersi. Jednak kiedy decyzja zapadła, musiałam w niej wytrwać – czyli od teraz mleczko będzie z butelki. O dziwo dziecko nie protestowało, aż tak jak się spodziewałam. Płakała przed zaśnięciem i budziła się w nocy, ale może dlatego że psychicznie byłam nastawiona na zakończenie karmienia (musiałam to zrobić), w ciągu około tygodnia przestawiła się na mleko modyfikowane. Przez kilka pierwszych dni nie chciała pić mleka z butelki i martwiłam się, że nie je, ale w końcu pogodziła się ze stratą i zaakceptowała sztuczne mleko – co to była za ulga…

Cały ten proces był dla mnie wielkim wyzwaniem emocjonalnym. Czułam się jak wyrodna matka i miałam duże poczucie straty. Na jakikolwiek komentarz męża reagowałam z przesadą i ogólnie byłam bardzo nieszczęśliwa. Wydawało mi się, że dziecko nie będzie już takie pogodne jak wcześniej, że inne posiłki nie są tak wartościowe jak moje mleko i tak dalej, tak że ogólnie był to niezwykle wyczerpujący proces. Z czasem jednak przekonałam się, że karmienie butelką, choć może wydawać się uciążliwe, zwłaszcza w nocy, jest o niebo łatwiejsze – najpierw były dwa takie karmienia, z czasem jedno. W sumie zabierały, z przygotowaniem mleka, karmieniem i zaśnięciem, około 10 minut. Wreszcie, mogłam przespać nieprzerwanie kilka godzin, co niebagatelnie wpłynęło na moje samopoczucie (jestem strasznym śpiochem) i nastawienie do świata. Wcześniej, ponieważ ząbkowała, niunia „wisiała” w nocy na piersi – potrafiła to robić godzinami z przerwami, które trwały najwyżej 2 godziny. Chociaż spałam z nią, to trudno było to nazwać spaniem, raczej półsnem. Teraz wiem, jak bardzo brak snu odbija się na nastrojach mamy i jak utrudnia normalne funkcjonowanie, bez wątpienia było to męczące. Dzisiaj cieszę się, że mamy to już za sobą.
W odstawianiu od piersi, najważniejsza jest konsekwencja. Prawdą jest, że dziecko wyczuwa emocje rodziców, ma wbudowany wewnętrzny radar. Jeśli będziecie się wahać i ulegać, to wszystko będzie trudniejsze i potrwa dłużej. Kiedy decyzja zapadnie, to trzeba się jej trzymać. Dziecko w końcu zrozumie, że ten etap się skończył i pogodzi z tym. Dobrze jest okazywać dużo czułości i zrozumienia, przytulać, być blisko a w trudnych momentach kierować uwagę dziecka na coś innego. Nie obejdzie się bez łez, ale Wasze nastawienie pomoże złagodzić ból. Trzymam kciuki za wszystkie mamy planujące zakończenie karmienia piersią – powodzenia!

Ciasteczka owsiane

Przepis na pyszne ciasteczka owsiane

Ciasteczka według tego przepisu, to idealne ciasteczka. Są przepyszne, chrupiące z zewnątrz, ale miękkie i puszyste w środku. Smakują tak dobrze, że trzeba robić je jedynie od czasu do czasu, w małych ilościach, bo jak ich już spróbujecie, to możliwe,  że nie będziecie mogli się opanować (ja nie mogę :)). Ich sekretem jest orzechowy smak, który uzyskamy dodając masło orzechowe.

Ciasteczka są wyśmienite z mlekiem lub herbatą/kawą. Można je też oczywiście jeść same. Podaję wersję podstawową, do której można, według uznania, dodać pokruszoną czekoladę, rodzynki, orzechy lub świeże jagody, ewentualnie maliny. Przepis jest bardzo prosty, polecam go każdemu.

Składniki:

  • kostka masła
  • szklanka brązowego cukru (może być biały, wtedy dodajemy 1/3 szklanki, lub jeśli ktoś lubi słodszy smak – całą)
  • szklanka  masła orzechowego
  • 2 jajka
  • szklanka płatków owsianych (zwykłe)
  • szklanka mąki pszennej (dowolnej)
  • łyżka proszku do pieczenia

    Łyżeczka nada ciastkom ciekawy kształt

Wykonanie:

Wymieszać dokładnie (do połączenia) masło, cukier i masło orzechowe. Dodać jajka, mąkę, proszek do pieczenia i płatki owsiane, wszystko dokładnie wymieszać, aż składniki się połączą. Dodać (opcjonalnie) czekoladę lub owoce.

Rozgrzać piekarnik (około 180°C). Nakładać ciasto łyżką stołową na czystą blaszkę (bez smarowania tłuszczem) – ciasteczka będą miały nieregularny kształt i o to chodzi – dzięki temu będą puszyste w środku.

Po upieczeniu można zetrzeć trochę czekalady

Piec około 15 minut (nie dłużej) – powinny mieć jasnobrązowy kolor.

Gotowe do schrupania

I to wszystko – znakomite ciasteczka owsiane gotowe do schrupania. Smacznego!

Mata edukacyjna

Jak wybrać najlepszą matę edukacyjną?

Mata edukacyjna jest moim zdaniem, bardzo przydatna przy niemowlaku. Wybór mat na rynku jest duży i warto zastanowić się, która będzie najlepsza dla Waszego dziecka. Maty różnią się nie tylko ceną, ale i tym jakie elementy i zabawki można na nich znaleźć.

Rzeczy na które trzeba zwrócić uwagę to:

1. Kształt – maty mogą być okrągłe, przypominać kwiat, albo mieć kształt kwadratu. Niektóre wyglądają jak basenik, w którym dziecko siedzi, opierając się plecami o brzegi maty, inne są płaskie a dziecko kładzie się na plecach lub na brzuchu, jeszcze inne mają kształt tunelu, w którym maluszek  może siedzieć, lub przechodzić z jednego końca maty na drugi.

2. Kolor – maty mogą być utrzymane w jednej kolorystyce lub wielobarwne. Niektórzy rodzice wybierają maty w stonowanych kolorach, tak żeby niemowlę nie było przytłoczone nadmiarem bodźców, inni lubią żywe barwy, pobudzające wyobraźnię – jakiekolwiek są Wasze preferencje, warto wziąć to pod uwagę przy wyborze maty.

3. Wzór – mogą przedstawiać zwierzęta w dżungli, zwierzęta domowe, gospodarskie, lub morskie stworki. Dostępne są również maty muzyczne, wygrywające różne melodyjki lub dźwięki (na przykład odgłosy zwierząt) – w tym przypadku, warto żeby miały regulację głośności, w domu dźwięk będzie słychać lepiej niż w sklepie.

4. Grubość – trzeba zwrócić uwagę na grubość maty – jeśli w środku jest wszyta gąbka, to tworzy dodatkową izolację, dzięki czemu zabawkę można położyć na parkiecie a siedzące na niej dziecko nie potłucze głowy, gdy się przewróci. Jeśli mata jest cienka, to trzeba ją umieścić na jakimś dodatkowym podłożu – miękkim dywanie, kocu lub na łóżku.

5. Zabawki – większość mat wyposażona jest w pałąki, na których zawieszone są zabawki – maskotki, grzechotki, które można wymieniać (odpinać, przypinać dodatkowe). Dzięki temu dziecko, początkowo leżące na plecach, potem siedzące, może bawić się tymi elementami: sięgać po nie, poruszać i przyciągać do siebie.
Często oprócz maskotek, maty posiadają lusterka plastikowe, bezpieczne dla dziecka, w których maluch może się przeglądać, a także elementy szeleszczące, grzechotki lub piszczałki (dobrze wiedzieć gdzie są rozmieszczone –  w niektórych matach piszczałki wszyte są na środku i trzeba je omijać przy układaniu dziecka na macie).

Mata edukacyjna - nie tylko do zabawy...

Mata edukacyjna będzie służyć dziecku przez kilka, lub nawet kilkanaście miesięcy i myślę, że jest to jedna z najbardziej trafionych i najlepszych zabawek dla niemowląt, która rozbudzi ciekawość małego człowieka i pomoże w rozwoju jego zdolności motorycznych.

Pchacz, czyli uczę się chodzić

Dla dzieci, które uczą się chodzić, fajną zabawką, pomocną w nauce chodzenia jest pchacz (nie mylić z chodzikiem). Oprócz swej podstawowej funkcji, pchacze mają dodatkowe elementy – grzechotki, przyciski, melodyjki, światełka, które mogą sprawić dziecku dużo radości. Pchacz, którego używała moja córcia, był również stoliczkiem edukacyjnym, przy którym mała mogła stać lub siedzieć i pchacz bardziej spełniał się w tej roli.
Przy wyborze pchacza, warto zwrócić uwagę na wagę zabawki – musi być odpowiednio ciężka, tak żeby stawiała pewien opór przy chodzeniu,  w ten sposób dziecko nie przewróci się. Moje dziecko nie używało zabawki do pchania, właśnie dlatego, że była za lekka i uciekała do przodu, tak że przy chodzeniu lepiej sprawdzał się drewniany stołek. Pchacz był natomiast świetny jako stolik – córcia uwielbiała bawić się przyciskami i pierwszy raz w życiu śpiewała przy melodyjkach, które zabawka wygrywała.

Dla dzieci, które samodzielnie siedzą lub stoją i dla tych które chodzą wzdłuż mebli, bardzo fajna są zabawki typu „Go Baby Go!” firmy Fisher Price, czyli takie na których maluszek może się bezpiecznie opierać. We wspomnianej wyżej zabawce dziecko może wrzucać kolorowe piłki do ręki małpki i obserwować jak toczą się po serpentynie w dół. Zabawka ma również kolorowe światełka i wygrywa kilka wesołych melodyjek.

Najlepsze zabawki dla dzieci

Jakie zabawki są najlepsze?

Istnieją zabawki, którymi bawiły się całe pokolenia, te które uwielbiali nasi rodzice i dziadkowie, my i którymi tak samo chętnie bawią się teraz nasze dzieci. Dostępne obecnie zabawki, których wybór jest przeogromny, nie zawsze oznaczają najlepsze zabawki. Często jest przecież tak, że dziecko zachwyca się nowością przez kilka dni, po czym zabawka podoba się jakby mniej lub idzie w odstawkę.

Pieski, koniki - balony dobre na wszystko

Dzieci często lubią sięgać po zabawki innych (na przykład w piaskownicy) i pobawić się nimi przez chwilę. Również w sklepie z zabawkami, cieszy je to czego jeszcze nie znają i niekoniecznie znaczy to, że trzeba im daną zabawkę kupić. Moja córcia notorycznie odwiedza sklep Mothercare, gdzie może pobawić się zabawkami z serii „Happyland”, z których można stopniowo zbudować całe miasto. Ilekroć jesteśmy na zakupach, musimy wstąpić do wyżej wymienionego sklepu. Ponieważ zabawki podobają się małej tak bardzo, kupiliśmy jej jedno, a potem kolejne opakowanie, wchodzące w skład całości. Mała lubi je bardzo, ale będąc w pobliżu sklepu i tak musi wejść do środka i się pobawić – mimo iż ma te zabawki w domu. Dzięki temu doświadczeniu, uświadomiliśmy sobie z mężem, że nie chodzi o to żeby mieć w domu wszystkie zabawki świata – dla dziecka fajnie jest odwiedzić inne miejsce i to czasem zupełnie wystarczy maluchom do szczęścia. Istnieją jednak zabawki, które są niezastąpione i które przyniosą radość każdemu dziecku. Jakie to zabawki? Oto one:

Piłka

Jedną z najprostszych, najtańszych i najlepszych zabawek dla dzieci, jest piłka. Piłki to zabawki dobre na wszystko i dla wszystkich, bez względu na wiek. Wykonane są z różnych materiałów, mają różne kolory i wielkość: małe szklane kulki odbijają się inaczej i z innym dźwiękiem niż piłeczki do ping-ponga, czy tenisowe.

Piłki, piłeczki

Lekkie, nadmuchiwane piłki na plażę są zupełnie inne niż te do nogi, czy kosza. Piłeczki wykonane z gąbki, czasem z grzechotką w środku, to radość dla niemowlaka i bezpieczna zabawa dla najmłodszych dzieci. Piłki rehabilitacyjne, czyli z wypustkami (jeżyk), są łatwe do złapania, a w wersji XXL będą świetne do ćwiczeń. Piłki służą nie tylko do rzucania i łapania, można na nich skakać, ale można też urządzić dziecku kojec z piłkami, w którym będzie mieć dużo radości (wiem z doświadczenia). Szaleństwo w kolorowych piłkach w „małpim gaju”, może rozjaśnić nawet najbardziej deszczowy dzień, więc nic dziwnego, że dzieci tak je lubią. Najpopularniejsze piłki dla dzieci, kolorowe piłki gumowe, też mogą być małe albo większe, jednokolorowe lub barwne, z wizerunkiem zwierzaków, czy postaci z kreskówek. Moja córcia je absolutnie uwielbia – wszystkie. Ostatnim hitem w jej repertuarze zabaw, jest zrzucanie piłek z różnych wysokości – oczywiście im wyżej, tym większa frajda. Kilka dni temu odwiedziłyśmy razem pobliski klub fitness, gdzie przez około 20 minut mała zrzucała piłkę ze schodów prowadzących do klubu, po czym schodziłyśmy w dół, zabierała piłkę i wychodziłyśmy do góry, żeby czynność niezwłocznie powtórzyć. W parku atrakcją jest zabawa we wrzucanie piłek w krzaki, tak żeby rodzice też mieli jakąś rozrywkę – przy szukaniu…

Słowo „piłka” było jednym z pierwszych słów, wypowiedzianych przez moje dziecko, co mówi samo za siebie. Ten kształt jest tak jej bliski, że potrafi go wyłowić w najbardziej nieoczekiwanych miejscach – żarówka, przycisk na pilocie do tv, boja na morzu, żwirek w doniczkach z kwiatkami, długo by wyliczać…

Klocki

Klocki stają się dla dzieci interesujące około 18 miesiąca życia. W tym wieku najlepszą zabawą z klockami, jest układanie z nich wieży. Łatwiej to dziecku przyjdzie jeśli bloki będą duże, tak żeby łatwiej było dziecku je ustawić. Jeśli maluszek denerwuje się, bo konstrukcja się przewraca, dobrze jest mu dodać otuchy i samemu zbudować niestabilną wieżę – mojej córci zawsze poprawiał się humor, kiedy moja wieża runęła szybciej niż jej i kiedy widziała, że ja też jestem z tego powodu niezadowolona. Widziała wtedy, że nie jest to proste zadanie i nawet mama ma z tym problem. Dzięki temu mogła znów zabrać się do budowania. Ile radości i dumy było w jej oczach, kiedy jej wieża była ukończona i stała w końcu jak trzeba! Zamiast klocków można użyć rzeczy klocko-podobnych. W przypadku mojego dziecka sprawdzają się na przykład konserwy z sardynkami w sosie pomidorowym…

Kolorowe klocki

Przy zabawie klockami warto wybrać na początek większe, również dla bezpieczeństwa dziecka (ryzyko połknięcia i zakrztuszenia). Fajne będą zarówno klocki plastikowe, jak i drewniane. Te pierwsze dostępne są w różnych kolorach, co jest dodatkową atrakcją. Drewno jest z kolei przyjemne w dotyku, ekologiczne i dosyć łatwo układa się z takich klocków wieżę. Z czasem fanom klocków warto kupić wszechstronne „Lego”, dające praktycznie nieograniczone możliwości zabawy.

Pluszaki

Kto nie lubi pluszaków?! Czasem ulubioną, pluszową zabawką jest miś, czasem tygrys, żabka, kotek lub pies. Moja córcia lubi misie. Pierwszego malutkiego misia dostała od mojej znajomej. Nazwaliśmy go Pan Miś. Wyobraźnia mojego męża bardzo ożywiła związek córci z Panem Misiem i powstało z tej przyjaźni mnóstwo śmiesznych historyjek – a to Łucja i Pan Miś, marzyli (córcia w wieku 2 miesięcy) z nieokiełznanym apetytem i uwielbieniem dla mleczka – o kąpieli w basenie pełnym ciepłego, pachnącego mleczka, a to szykowali się do wyprawy do Chin – ot taka zwariowana para – niemowlaczek i pluszak.

Pluszowy, mięciutki miś

Z czasem liczebność misiów wzrosła, są wśród nich całkiem malutkie misiaczki, są i całkiem duże niedźwiedzie. Dziecko tak bardzo je lubi, że czasem zabiera je ze sobą do kąpieli (po której niektórzy muszą dochodzić do siebie kilka dni), sadza je na krześle i je w ich towarzystwie obiad a czasem oglądają razem bajki.

Lalka dla dziewczynki, samochodzik dla chłopca?

W tej grze wygrywa i lalka i samochodzik – zależy co dziecko lubi bardziej.

Słodka laleczka

Małe dzieci mogą interesować się i jednym i drugim, niezależnie od płci – czasem dziewczynki lubią samochody, czasem chłopcy bawią się lalką i nie ma w tym nic niepokojącego. Zwłaszcza lalki- bobaski są dla małych dzieci naprawdę interesujące, w końcu wyglądają jak mali ludzie.

Samochodzik - zabawka

Moja córeczka lubi i lalki i pojazdy, czasem urządzają sobie z tatą wyścig samochodzików, innym razem bawi się pociągiem na baterie, który „goni” za nią po pokoju.

Niezależnie od tego jaką zabawkę najbardziej lubi Wasze dziecko, chętniej będzie po nią sięgać, jeśli pobawicie się razem. Nawet patyk znaleziony w parku może być super zabawką, ważne żeby znaleźć czas i pokazać jak interesujący może być świat dookoła. Tak więc udanej zabawy!

Jak rozmawiać z dziećmi?

Jak zrozumieć dziecko

Jeżeli chcielibyście dowiedzieć się, jak dogadywać się z dziećmi, sięgnijcie po książkę „Jak mówić żeby dzieci nas słuchały, jak słuchać żeby dzieci do nas mówiły”, autorstwa Adele Faber i Elanie Mazlish. Jest to poradnik, oparty na wieloletnich obserwacjach i doświadczeniach rodziców ze Stanów Zjednoczonych i z Polski. Książka może naprawdę pomóc wam zrozumieć własne dziecko.

Mimo, że większość rodziców bardzo kocha swoje dzieci i chce dla nich jak najlepiej, czasem trudno się porozumieć. O ile w przypadku małych dzieci, które jeszcze nie mówią pełnymi zdaniami i nie potrafią zrozumieć pewnych rzeczy, rozmowa jest trudna, o tyle przy starszych dzieciach, które przecież potrafią się komunikować, powinno to być proste, ale nie przeważnie nie jest. Moja córcia, mimo że jeszcze nie mówi, doskonale rozumie co ja mówię do niej i „odpowiada”, czyli reaguje swoim zachowaniem. Tyle, że nie znosi kiedy jej coś zabraniam i mimo iż nie robię tego często i tylko z ważnych przyczyn, to i tak reaguje bardzo emocjonalnie. Czasem, i to chciałabym zmienić, gdy usłyszy „nie wolno”, kiedy bardzo jej na czymś zależy i jest bardzo rozczarowana zakazem, kładzie się w ramach protestu. Jest to dosyć powszechna reakcja wśród małych dzieci i pół biedy, kiedy kładzie się na podłodze w domu, ale gorzej, jak chce to zrobić na zewnątrz, zwłaszcza na jakimś mokrym i brudnym miejscu. Trudno wtedy zachować zimną krew, zwłaszcza kiedy dziecko dopiero co było chore. Tłumaczenie, że to dla niej dobra, też nie pomoże. Ale może pomóc coś innego – co? Wczucie się w jej sytuacje. Dzieci, jak wszyscy ludzie, chcą być rozumiane przez tych, których kochają. Rodzicom, z różnych powodów, bywa trudno to zrozumienie okazać – zmęczenie, stres, niechęć czy brak wiary w możliwość zmiany sytuacji, sprawiają, że czasem komunikacja z dzieckiem to źródło rozczarowań. Jak zrozumieć dziecko i czy jest to w ogóle możliwe?  Troszczymy się o nasze dzieci codziennie, na tysiące różnych sposobów, dbając o ich zdrowie, wygodę, rozrywkę. Kochamy je, zajmujemy się nimi, staramy się jak najlepiej wypełniać obowiązki względem naszych dzieci. Znamy je tak dobrze, jak nikt inny, wiemy co potrafią, na co je stać, co je cieszy i czego nie lubią. A mimo to czasem zachowują się nie tak jakbyśmy chcieli.

Dyscyplina czy pobłażanie?

Jeśli metody, które stosowaliście dotychczas zawodzą, a chcielibyście zmienić wasze relacje z dzieckiem, to zapewniam że ta lektura pomoże. Kilka krótkich zdań, którymi możecie zwrócić się do dziecka, zamiast podnoszenia głosu, narzekania, czy (oby nie) klapsa, może przynieść to, co do tej pory było nieosiągalne – porozumienie i obopólną satysfakcję.

Bla, bla, nie słucham tego zrzędzenia

O książce przeczytałam na jakimś forum i tytuł zaintrygował mnie na tyle, że od razu ją kupiłam. Jest to pozycja, do której wracać będę nie raz, bo żeby nauczyć się reagować na pewne sprawy w naprawdę dojrzały, odpowiedzialny i mądry sposób, trzeba czasu. Rodzina to dynamiczny układ, w którym codziennie pojawiają się nowe sytuacje. Nie wszystko da się zaplanować, czy ustalić,zawsze będą jakieś nowe wyzwania, z którymi przyjdzie się zmierzyć. Świadome, dobre rodzicielstwo to trudna sztuka i trzeba szukać sposobów, otwierać się na nowe możliwości, nie bać się zmian, które i tak są nieuchronne. W książce omawiane są różne sytuacje, w których znaleźli się rodzice, oraz przykłady reagowania na problemy niestandardowymi metodami. Wyniki są czasem zaskakujące. Jedno z zachowań, które sama „wyłapałam” w moich relacjach z córcią, to zaprzeczanie jej uczuciom. Kiedy moja pociecha jest z jakiegoś powodu nieszczęśliwa – przewróci się, nie może dosięgnąć tam gdzie chce i tym podobne, ja neguję jej ból, rozczarowanie, frustracje, mówiąc „nic się nie stało” i standardowe „nie płacz, to nic takiego”. Zamiast tego powinnam starać się zrozumieć i nazwać uczucia dziecka. Zamiast „nic się nie stało’, powiedzieć „przykro mi, jesteś rozczarowana” (zła, przestraszona). W ten sposób dziecko czuje, że jest rozumiane oraz uczy się nazywać to co czuje. Jest to dosyć trudne, bo wymaga zastanowienia się, co przeżywa dziecko. Nie zawsze można te emocje zinterpretować właściwie, ba, czasem trudno w ogóle domyślić się, co ten mały człowiek czuje, ale wysiłek na pewno się opłaci.

O co nie pytać

Kolejną rzeczą, którą robię nagminnie jest pytanie niezadowolonego dziecka „co się stało”. Nawet teraz, mając świadomość tego co robię, jest mi trudno o to nie pytać i żeby zmienić ten nawyk, muszę nad tym popracować. Dlaczego jest to niewłaściwe pytanie? Ponieważ dziecko, któremu coś tam na przykład nie wyszło – wieża z klocków, którą tak pieczołowicie buduje, zawaliła się – to nie dość, że jest w danym momencie rozczarowane sytuacją, to jeszcze musi odpowiadać na to nieszczęsne pytanie „o co chodzi?”. Nikt nie lubi przecież mówić o swoich porażkach. Jeśli nazwiemy uczucia dziecka: „Jesteś rozczarowana, bo wieża się rozsypała”, to będzie to odebrane zupełnie inaczej. Ta empatia w trudnych sytuacjach dotyczy nie tylko dzieci, ale jest równie ważna dla dorosłych. Niedawno poszłam na zajęcia finess, na które nie chodziłam nigdy wcześniej. Zajęcia są różne, ale ponieważ mogę chodzić tylko w określonych godzinach, nie zawsze jest to mój, jak się okazało, ulubiony pilates. Pewnego dnia poszłam na step. Na oko wygląda prosto, noga tu, noga tam – łatwizna. Niestety, po kilku minutach zmienia się układ kroków i trzeba się szybko orientować. Mnie to się nie udało. Przez chwilę stałam i patrzyłam na grupę, próbując się połapać, kiedy obrót, którą nogą zaczynam układ i tak dalej, ale nie potrafiłam. Sfrustrowana wyszłam z zajęć, poddałam się. Byłam rozczarowana, że nie umiem tego zrobić. W myślach wyzywałam się od takich i siakich. Było mi strasznie głupio i kiedy wróciłam do domu, powiedziałam mężowi co się stało. Współczująco starał się mnie pocieszyć, zaprzeczając moim uczuciom – podręcznikowo. Gdybym nie czytała tej książki, nie zdawałbym sobie sprawy, dlaczego jego przecież, jak najlepsze intencje,chęć pomocy i pocieszenia, tak mnie zdenerwowały. Otóż faktycznie, zgodnie z tym co mówił, step (jak każde inne zajęcia) ma różne poziomy zainteresowania a ja poszłam na klasę dla nie-początkujących, niemniej jednak, kiedy słyszałam „to nic takiego”, „te osoby chodzą od lat”, nie pomagało mi to wcale, wręcz przeciwnie – czułam, że nie dość że taka ze mnie głupia oferma, to jeszcze mąż próbuje mnie tylko pocieszyć, podczas gdy on i ktokolwiek inny, załapałby o co w tym stepie chodzi. Czułam, że więc wcale mnie nie rozumie. Czułam się podle. Następnego dnia przeczytałam rozdział o nazywaniu uczyć i różnych sposobach pocieszania. To było objawienie! Gdyby Mark powiedział „musisz być rozczarowana”, zamiast „to nic takiego”, czułabym się znacznie lepiej i mogłabym opowiadać dalej. Po „nic takiego” natomiast, czuję że nie dość, że nie mogłam się połapać w tym głupim stepie, to jeszcze powinnam stłumić to co czuję (gniew, frustrację), bo w jego mniemaniu, to błahostka. Nie chce się również wówczas ciągnąć tematu, bo przecież „nikt mnie nie rozumie” a mój problem jest bagatelizowany. Taka mała rzecz, a może całkowicie zmienić bieg rozmowy.

Jak zachęcać dziecko do działania

Kolejną formułką, którą rodzice lubią „pocieszać” potomstwo (ja również), to „zobacz,to łatwe”. Nieważne co to jest, ten zwrot nie jest dobry. Jeśli dziecko zrobi, to co zamierzało, to będzie mieć wrażenie, że to nie było nic takiego. Jeśli natomiast nie uda mu się wykonać zadania, to pomyśli „jestem beznadziejny/a, nie udało mi się tego zrobić, chociaż to łatwe”. Sytuacji i przykładów zachowań jest w książce mnóstwo. Co robić z nieposłusznym dzieckiem, czy nastolatkiem? Co kiedy dziecko nie lubi młodszego rodzeństwa, ma problemy w szkole, kolegę który go zaczepia i tak dalej. Oczywiście nie da się życia ustawić i przygotować odpowiedzi na wszystko, to niemożliwe. Zwłaszcza życie w rodzinie to ciągłe wyzwania. Co w tej książce mi się podoba, to to, że czuję że nie jestem sama w moich zmaganiach. Inni rodzice też mają różne problemy, czy rzeczy, które chcieliby zmienić albo przynajmniej próbować. Ta książka uczy, że można mieć bardzo dobre relacje z dziećmi, ale trzeba nad tym pracować. To ciekawe, że tyle lat chodzimy do szkoły, uczymy się mnóstwa rzeczy, z których potem w życiu nie korzystamy, lub je zwyczajnie zapomnimy, a nikt nie uczy nas, jak być dobrym rodzicem. Przecież to jedno z największych wyzwań w życiu.

Piosenki dla dzieci po angielsku

The Wiggles

Jeśli jeszcze nie słyszeliście o zespole The Wiggles, powinniście szybko to zmienić. Dlaczego? Ponieważ jest to grupa, którą dzieci kochają. Tworzą ją czterej muzycy – Sam (przez długi czas liderem był Greg), Jeff, Murray i Anthony. Ich piosenki są bardzo melodyjne, zabawne, radosne, naładowane pozytywną energią. Dziecko szybko załapie rytm i nieraz rozbawi was, naśladując gesty wykonawców i żywo reagując na ich muzykę.

Najlepsze moim zdaniem piosenki The Wiggles to:

  • Twinkle twinkle little star
  • Big red car
  • 12 ponnies
  • Blow up your balloon
  • Fruit salad
  • Head shoulders knees and toes
  • Rock a bye your bear
  • Over in the meadow
  • Rainbow of colours
  • Monkey dance
  • One finger one thumb keep moving
  • Wags the dog
  • Banana boat song
  • Jack and Jill
  • Henry the octopus

Najpopularniejsze piosenki po angielsku

Dziecko, które umie już chodzić, polubi piosenki w które może się aktywnie włączyć, tańcząc i naśladując ruchy wykonawców. Najfajniejsze piosenki, gdzie dziecko będzie nie tylko słuchaczem, ale i uczestnikiem, które można znaleźć na Youtube to:

  • If you’re happy and you know it
  • Five little monkeys
  • The wheels on the bus
  • Head shoulders knees and toes
  • Rock a bye your bear
  • Monkey dance
  • Here we go round the mulberry bush
  • Music box dancer
  • Twinkle twinkle little star

Wykonawcami niektórych z nich jest również zespół The Wiggles.
Jeśli chcecie przyłączyć się śpiewania, pod spodem znajdziecie teksty, niektórych z wyżej wymienionych piosenek.
If you’re happy and you know it
Istnieją różne wersje tej piosenki, trzy pierwsze zwrotki pojawiają się najczęściej
If you’re happy and you know it clap your hands
If you’re happy and you know it clap your hands
If you’re happy and you know it and you really want to show it
If you’re happy and you know it clap your hands

If you’re happy and you know it stamp your feet (2x)
If you’re happy and you know it and you really want to show it
If you’re happy and you know it stamp your feet

If you’re happy and you know it shout: hurray (2x)
If you’re happy and you know it and you really want to show it
If you’re happy and you know it shout: hurray

If you’re happy and you know it turn around (2x)
If you’re happy and you know it and you really want to show it
If you’re happy and you know it turn around

Five little monkeys
Zaczynamy od pięciu małpek, w kolejnych zwrotkach są cztery, trzy, dwie, jedna, z tym samym tekstem co pięć małpek
Five little monkeys jumping on the bed
One fell off and bumped his head
Mama called the doctor and the doctor sayed:
No more monkeys jumping on the bed!

The wheels on the bus
Istnieje kilka wersji tej piosenki, kolejność czynności też może się zmieniać
The wheels on the bus go round and round
Round and round (2x)
The wheels on the bus go round and round
All through the town
The door on the bus go open and shut
Open and shut (2x)
The door on the bus go open and shut
All through the town
The driver on the bus says: move on back
Move on back (2x)…
The money on the bus go: clink, clink, clink…
The people on the bus go up and down…
lub: The people on the bus laugh: ha, ha, ha…
The horn on the bus goes: beep, beep, beep…
The wipers on the bus go: swish, swish, swish…

Head shoulders knees and toes
W tej piosence w pierwszej zwrotce wymieniamy wszystkie części ciała, a w następnych zastępujemy je śpiewając: ‚mmm’ zamiast konkretnego słowa
Head, shoulders, knees and toes (2x)
And eyes and ears and mouth and nose
Head, shoulders, knees and toes

Mmm, shoulders, knees and toes (2x)
And eyes and ears and mouth and nose
Mmm, shoulders, knees and toes…

Rock a bye your bear

Everybody clap
Everybody sing: la la la la la
Bow to your partner
Then you turn around
Hands in the air
Rock a bye your bear
Bear is now asleep, shhh, shhh, shhh.

Miłego śpiewania i dobrej zabawy!

Moje dziecko nie chce jeść

Kiedy i czym karmić dziecko?

Każde dziecko jest inne – prawda. Każde ma swój charakter i własne upodobania. Odnosi się to również do jedzenia – pory posiłków, ilość jedzenia oraz jego rodzaj, to wszystko zależy od potrzeb małego organizmu. Rozszerzanie diety, czyli wprowadzaniu pokarmów innych niż mleko, przy karmieniu piersią można zacząć od 6 miesiąca życia dziecka (według Światowej Organizacji Zdrowia), a przy butelce od 4 miesiąca.
Przy niemowlęciu, jeśli nie robimy zbyt długich przerw między posiłkami, to czasem trudno wychwycić, kiedy podać mu jedzenie. Dziecko powinno jeść 5 posiłków dziennie, czyli porządne, sycące śniadanie, obiad i kolację, a między nimi na drugie śniadanie i na podwieczorek przekąsić coś dodatkowego. Na śniadanie można podawać jajko, twarożek, lub płatki (owsiane, kukurydziane) z mlekiem lub jogurtem, może być również kaszka owocowa lub naleśniki. Na obiad najlepiej sprawdza się gęsta zupa warzywna z mięsem, ryż, ziemniaki, kasza, mięso. Na podwieczorek można podać owoce, a na kolację mini-kanapki, kaszkę, ryż na mleku. Ważne, żeby podawać produkty bogate w białko (podstawa prawidłowego rozwoju), czyli mięso, najlepiej lekkostrawne: z kurczaka, indyka, cielęcinę lub królika, ryby (najlepsze są małe ryby, typu sardynki, szproty, śledzie, ponieważ żyją krócej i nie akumulują rtęci, jak zdarza się w przypadku dużych ryb, takich jak na przykład tuńczyk) i nabiał (mleko i jego produkty, jajka). Mały organizm potrzebuje również witamin, czyli jak najwięcej warzyw i owoców. Brzmi to całkiem sensownie i logicznie. Tylko co zrobić kiedy nasze dziecko nie chce jeść, lub nie je według tego schematu?

Podstawa zdrowego odżywiania

Ratunku – niejadek

Mamy martwią się tym co i ile je potomstwo, ponieważ je kochają. Jedzenie to jedna z podstawowych potrzeb, którą w pierwszych miesiącach (albo i dłużej) zaspokoić może tylko mama, bo tylko ona może karmić piersią. Oczywiście w obecnych czasach, można odciągnąć mleko i włączyć do podawania mleka tatę, można też podawać dziecku mleko modyfikowane, ale przez stulecia naszych ludzkich dziejów, tylko matka była zdolna wyżywić małego człowieka. Kiedy dziecko jest już na tyle duże, że można zacząć podawać inne posiłki, oczekujemy, że będzie jadło chętnie i regularnie. Na opakowaniach słoiczków można znaleźć zachęcająco brzmiące nazwy –  ‚potrawaka z kurczaka’, ‚risotto z królikiem’ na obiad lub ‚złociste jabłka’ czy ‚mus z owoców leśnych’ na deser. No cóż, nasze drogie dziecko za nic ma te wspaniałości i czasem trzeba się nagimastykować, żeby zjadło chociaż troszkę. Przez długi czas podstawą wyżywienia mojej córci było mleko. Coś tam sobie innego czasem zjadła – na śniadanie zdarzyło się jajko, obiad właściwie był jedynym posiłkiem bezmlecznym, który jadła chętnie od mniej więcej 14 miesiąca, „zagryzając” owocami, na kolację czasem zjadła kaszkę, ale rzadko.

Jem co lubię

Schemat: śniadanie, obiad, kolacja i jeszcze przekąska nie-mleczna, pojawił się gdzieś w okolicach 18 miesiąca życia. Zwłaszcza przed pojawieniem się nowych zębów, mała akceptowała mleko i tylko mleko. Jej ulubione potrawy to zupy, mięso, ryby, jogurt naturalny, owoce (jabłka, gruszki, banany, pomarańcze). Ze słodkości daję jej czasem bułki maślane, na inne rzeczy będzie mieć jeszcze czas.

Co robić kiedy nie je?

Czasem wydaje się, że nasze dziecko nic nie je. Ale zapewniam, że tak nie jest. Dziecko je tyle, ile potrzebuje.  Jako matka, chciałabym żeby moje dziecko, jadło jak najwięcej (to znaczy jadło coś konkretnego), bo wtedy wiem, że będzie mieć dużo siły i energii. A co się dzieje w mojej głowie, kiedy dziecko jeść nie chce? No cóż – kiedy byliśmy w Disneylandzie koło 12.00 w południe usiłowałam małej podać obiad, bo rano wypiła tylko mleko i tyle (miała wtedy skończone 17 miesięcy). Próbowałam jak mogłam, ale Łucja za nic miała moje wysiłki. W końcu, po około 15 minutach mój mąż miał dosyć i stwierdził, że mamy jedyną okazję zobaczyć to wspaniałe miejsce, a zamiast tego siedzimy w jednym miejscu i tracimy czas, usiłując przekonać dziecko, które najwyraźniej nie jest głodne, żeby jadło – będzie głodna to zje. Hmm, miał rację, jeśli dziecko jest głodne, bez wątpienia nas o tym poinformuje. Nie ma co tracić czas i martwić się niepotrzebnie. Tyle, że w mojej głowie wyświetla się film, gdzie Łucja wisi na wózku, pozbawiona sił, wycieńczona i głodna. Wokół nas kręcą się karuzele, słychać muzykę, a moje dziecko, malutkie ze smutną buzią, patrzy apatycznie przed siebie. Wiem, że żeby dojść do takiego stanu, trzeba by było co najmniej 3 dni nic nie jeść. Ale nic nie poradzę, że moja matczyna wybujała wyobraźnia podsuwa mi takie właśnie obrazy.
W książce „Poskramianie małego dziecka” wyczytałam, że żeby się zagłodzić na śmierć, trzeba nie jeść przez, bagatela, ponad 60 dni!. Więc jeśli wasza pociecha odmawia przyjmowania regularnych posiłków, nie ma się co martwić – przynajmniej przez pierwszych 20 dni… Dziecko samo wie, kiedy jest głodne i jeśli będzie chciało jeść, to na 100% was o tym poinformuje.
Przypomniała mi się historia, kiedy moja szwagierka oczekująca dziecka (niedługo przed porodem), kupiła sobie budzik, żeby karmić dziecko zgodnie z zaleceniami – czyli co trzy godziny. No cóż, po porodzie okazało się, że był to zupłnie niepotrzebny zakup, bo dziecko jasno i wyraźnie dawało do zrozumienia, że pora na mleko.
Myślę, że najważniejsze w żywieniu małych dzieci, jest obiektywne podejście do sprawy. Jeśli dziecko ma energię, jest wesołe, nie choruje i prawidłowo się rozwija, to nie ma co się zamartwiać. Dzieci mają własny gust i mogą preferować jakiś rodzaj jedzenia, jeśli nie są to słodycze, czy chipsy (czyli produkty gwarantujące problemy z wagą i zdrowiem w przyszłości), to nie ma co się za bardzo przejmować urozmaiconą dietą, lecz karmić dziecko tym, co lubi. Dzieci, w przeciwieństwie do dorosłych, nie jedzą z nudów, ale wtedy kiedy są rzeczywiście głodne. Jeśli wasze dziecko nie jest fanem pięciu posiłków dziennie, ale chętnie i ze smakiem zjada trzy, to nie warto tego zmieniać w imię książkowych schematów, tylko zrelaksować się i zaufać swojemu dziecku.