Chłopiec czy dziewczynka?

Córeczka czy synuś?

Każda kobieta w ciąży, wcześniej czy później zastanawia się jaką płeć ma jej dzidziuś. Może to dziewczynka – i już widzimy oczyma wyobraźni małą, słodką córeczkę w kolorowej sukience jak zrywa kwiatki na łące, albo jak swoimo małymi, tłustymi rączkami robi ciasteczka. A może to chłopiec – mały urwis dzielnie stawiający pierwsze kroki, czy bawiący się samochodzikami. W każdym razie, na pewno zdarzyło Wam się nad tym zastanowić. Mama z rozrzewnieniem myśli o swojej małej córeczce, a tata już widzi siebie i syna spędzających wspólnie czas.

a kuku
a kuku

Intuicja a płeć dziecka

Czasem próbujemy zgadywać, czy będzie to chłopiec czy dziewczynka. Znaki są różne, począwszy od zachcianek – to dziewczynka, lub ich braku – chłopiec, wyglądu – przy dziewczynce buzia mamy robi się bardziej okrągła, jeśli to chłopiec włosy są bujniejsze i mocniejsze, kształtu brzuszka – w przypadku chłopca jest to częściej piłeczka, aż po preferencje w kolorze ciuszków – niebieskie dla chłopca, różowe dla dziewczynki, czy też podszepty naszej intuicji. Jestem ciekawa, jak było z Wami. W moim przypadku żaden z powyższych „znaków” się nie sprawdził. Przez kilka pierwszych tygodni byłam pewna na 99%, że będziemy mieć chłopca. Wyglądałam i czułam się bardzo dobrze, brzuch (to już później) miał kształt piłki, zachcianek szczególnych nie miałam a okazało się, że będziemy mieć dziewczynkę.

Nie ma to jak medycyna

Tak naprawdę płeć można określić w 100% po porodzie, lub wcześniej na USG, choć to drugie nie zawsze jest możliwe, zależy od ułożenie płodu no i nie zawsze też rodzice chcą wiedzieć wcześniej. Mimo wszystko z rozrzewnieniem wspominam te moje zgadywanki i „przeczucia”. Właściwie jedynie moja teściowa mówiła, że to będzie dziewczynka, reszta rodziny, włącznie ze mną „obstawiała” chłopca. Tymczasem, mój ukochany dzidziuś skończył siedem miesięcy i bez dwóch zdań, śliczna z niego dziewczynka.

Jaki wózek kupić?

Co wziąć pod uwagę przy zakupie?

Zakup wózka to złożona sprawa i trudniejsza niż się wydaje. Przekonaliśmy się  o tym na własnej skórze. To, czy kupiliśmy odpowiedni okaże się już na pierwszym spacerze. W dzisiejszych czasach sklepy oferują najprzeróżniejsze wózki i to zarówno jeśli chodzi o funkcjonalność jak i wygląd. Jaki wózek kupić? Moim zdaniem najważniejsze rzeczy, które trzeba wziąć pod uwagę to:

– amortyzacja, niezwykle istotna przy nierównej nawierzchni,

– rodzaj kół – im większe, tym lepsza jest amortyzacja, co chroni kręgosłup i głowę maluszka przed wstrząsami,

– waga wózka (ma ogromne znaczenie, zwłaszcza jeśli wózek trzeba wnosić na piętro),

– rączka – najlepsza jest z regulowaną wysokością, dobra dla osób o różnym wzroście,

– pasy bezpieczeństwa, którymi można zapiąć dziecko,

– akcesoria dodatkowe – kosz na zakupy, dodatkowe kieszonki, parasol, pokrowiec przeciwdeszczowy.

wózek dla niemowlaka
wózek dla niemowlaka

Wózek głęboki kontra spacerówka.

Nasz pierwszy wózek dostaliśmy od mojego kuzyna, po jego dziecku. Wózek spełniał rolę głębokiego i spacerowego – i tu sie zatrzymam. Przy malutkim dziecku potrzebny jest tylko wózek głęboki, w którym można ułożyć dzidziusia całkowicie na płasko. W przypadku naszego wózka nie było to możliwe – miał on układ taki jak fotelik samochodowy. Ponieważ kręgosłup dzidziusia jest bardzo delikatny dodatkowo wkładałam do wózka materacyk z gryki. Koła wózka były pompowane i był  on dosyć ciężki, ale jak się okazało świetnie sprawdzał się na mieście, gdyż chodniki to niejednokrotnie istny tor przeszkód. Pompowane koła zapewniają świetną amortyzację przed wstrząsami i w porównaniu do kół piankowych są o wiele lepsze. Wadą tego wózka, była jego waga, co znacznie utrudnia życie, gdy codziennie trzeba wózek znosić i wnosić na (dowolne) piętro. Z tego też powodu postanowiliśmy kupić lżejszą spacerówkę. Uprzedzili nas moi rodzice, którzy sprezentowali nam wózek spacerowy. Jest on o wiele lżejszy, ale piankowe koła, mimo że spore nie sprawdzaja się tak dobrze na krakowskich wertepach, jak koła pompowane. Wózek głęboki miał regulowaną rączkę, którą można było przełożyć na tył, lub przód wózka, taż że dzieko mogło patrzeć na rodziców, lub na drogę przed nim. Było to bardzo wygodne. Ze względu na różnicę wzrostu między mną a mężem, regulacja poziomu wysokości rączki jest bardzo przydatna. W wózku spacerowym takiej opcji nie ma, w związku z czym mój mąż chcąc nie chcąc, garbi się pchjąc wózek. Bardzo przydatną rzeczą jest koszyk na zakupy i dodatkowe kieszonki, a także sposób składania wózka – im mechanizm jest prostszy, tym wygodniej, zwłaszcza kiedy trzeba wóżek włożyć do samochodu.

Jaki wózek kupić? Decyzję o zakupie wózka dobrze jest solidnie przemyśleć i zastanowić się, jaki wózek będzie dla nas i dla dziecka, najlepszy.

Kosmetyki do kąpieli niemowląt

Skóra noworodka

Kilka dni po powrocie ze szpitala zauważyłam, że skóra między palcami mojego dziecka się łuszczy. Oprócz tego maleńka często kichała i bałam się, że złapała katar. Zadzwoniłam więc do szpitala i dowiedziałam się, że noworodek ma prawo kichać – jego drogi oddechowe oczyszczają się. Skóra będzie się łuszczyć i to na całym ciele. Poczułam się dużo lepiej, bo wszystko jest możliwe, a jako niedoświadczona mama nie wiedziałam, że takie rzeczy są normalne. Najlepiej jednak, każdą wątpliwość skonsultować z pediatrą, dla świętego spokoju.

Najlepsze dla szorstkiej skóry

Ponieważ skóra Łucji była sucha i szorstka próbowałam różnych kosmetyków – Bambino (mydełko i oliwka), Nivea (mydełko, oliwka – której nadal czasem używam, żel do mycia – wygodny, bo z pompką, delikatny zapach), Hipp (płyn do kąpieli, skóra była mniej szorstka, ale szorstka a płyn ma dosyć intensywny zapach, wolę kosmetyki bezzapachowe lub takie o bardzo delikatnym zapachu). Później była emulsja do kąpieli z parafiną Oilan (było lepiej niż po pozostałych środkach, ale skóra nadal nie była gładka), polski odpowiednik (tańszy) Oilana – Oilatum (efekt taki jak przy Oilanie) i wreszcie emulsji do kąpieli Emolium, po której skóra jest gładziutka a dodatkowo zapach jest bardzo delikatny. Plusem kosmetyków z olejem parafinowym jest to, że nie trzeba dodatkowo stosować oliwki, ponieważ skóra po kąpieli jest wystarczająco natłuszczona. Emolium jest drogie (zapłaciłam 38 zł za 400 ml), ale jest wydajne – stosuję go od miesiąca, a została ponad połowa opakowania (płyn jest gęsty) i w naszym przypadku sprawdza się najlepiej, skóra dziecka jest gładziutka.

Pranie ciuszków noworodka

Skóra niemowląt jest bardzo delikatna. Zanim dzidziuś się urodzi trzeba wyprać wszystkie ciuszki w produktach do tego przeznaczonych. Z tym, że nie każdy proszek jest dobry dla skóry maluszka i nawet te przeznaczone dla dzieci, mogą powodować wysypkę. Zwłaszcza, jeśli rodzice (lub jedno z nich) są alergikami, wówczas szczególnie polecam używać płatków mydlanych. Mimo, że trzeba je przed praniem rozpuścić a ciuszki nie będą niestety śnieżnobiałe, to jest to konieczne, kiedy maleństwo jest alergikiem. Ja, na nieszczęście, dałam się zwieść opakowaniu i przed porodem wyprałam wszystkie ciuszki, pościel, kocyki, pieluszki w „Loveli”. Na proszku jest napis, że przeznaczony jest do prania bielizny niemowląt, ale jakoś nie przyszło mi do głowy, że noworodek, to zupełnie inna historia. No i niestety, płakałam w szpitalu nad moim nowonarodzonym maleństwem, pokrytym od stóp do głów wysypką. Dlatego, przyszłe mamy, jeśli istnieje prawdopodobieństwo, że Wasze dziecko może być alergikiem, to polecam Wam pranie w płatkach – przynajmniej przez kilka pierwszych tygodni. Zaoszczędzi to dziecku dyskomfortu z powodu wysypki, a Wam niepotrzebnego stresu.

Sens życia

Zmiany, zmiany…

Łucja skończyła wczoraj sześć miesięcy. Czas leci – dzieci rosną. Nawet nie wiem kiedy minęło to pół roku. Dopiero była takim malutkim babulakiem. Od połowy lutego (dokładnie 15 lutego) niunia zaczęła się podciągać do siedzenia – cóż to za rewelacja była! Teraz nie dosyć, że bez problemu się podciąga i siada (sama jeszcze nie siedzi), to potem od razu próbuje wstawać i czasem udaje jej się na chwilkę stanąć. Oprócz tego obraca się na boczki i brzuszek (na plecki z brzuszka jeszcze nie, choć dwa razy jej się udało). Dodatkowo wychodzą jej ząbki i ślini się niemiłosiernie. Te zmiany są zdumiewające. Myślałam, że będzie siadać późno, ponieważ miała problemy z trzymaniem główki i nie lubiła leżeć na brzuszku. Ale jak już się nauczyła, to w kolejnych rzeczach robi zdumiewające postępy.

rodzina
rodzina

Duży – mały człowiek

Kiedy widzę jak mała się rozwija, jak reaguje na to co mówimy i robimy, jak się do nas uśmiecha, jak sobie coś mówi po swojemu, słucha kiedy jej coś tłumaczę lub uspokaja się kiedy jej śpiewam – wtedy widzę jak mądre są dzieci i jak szybko się uczą. Czasem jednak, kiedy na nią spojrzę to widzę, że ten niesamowity człowiek jest jeszcze malutkim dzidziusiem, który tylko od kilku miesięcy jest na tym świecie. Na początku denerwowałam się kiedy nie mogłam normalnie zjeść, czy się wykąpać (o gotowaniu czy sprzątaniu nie wspominając) bo mała płakała, że mnie nie ma, ale po jakimś czasie odpuściłam sobie. W końcu mam malutkie dziecko, które nic jeszcze nie potrafi i które mnie potrzebuje a co najważniejsze, które za kilka miesięcy urośnie, zmieni się i wtedy zatęsknię za tą małą kruszynką, którą było. Kiedy spojrzę wstecz na dni, kiedy córcia była mała, to wiem, że nie będę żałować, że nie poświęciłam jej wystarczająco dużo czasu. Jestem bardzo dumna i szczęśliwa, że jestem mamą Łucji. Moje życie ma sens.

Lekki poród

Grunt to organizacja

Łucja urodziła się kilka tygodni przed czasem, tego samego dnia co moja babcia – ku radości tej ostatniej. Na szczęście byłam już spakowana do szpitala, co okazało się bardzo czasochłonnym zajęciem. Jestem minimalistką i myślałam, że pakowanie zajmie mi kilka minut – góra godzinkę, ale przeciągnęło się na cały dzień i w dodatku okazało się, że muszę zabrać dwie spore torby. Przed porodem zastanawiałam się czy będę wiedzieć, że ‚to już’ i jakie będą objawy. Z tego co wyczytała na necie bóle czasem trwają kilka godzin i niekoniecznie trzeba od razu jechać na porodówkę.

Dzidziuś gotowy do drogi

Tymczasem rozpoczęło się o 9.00 rano, bezboleśnie – odeszły mi wody, a raczej zaczęły odchodzić i to w ilościach konkretnych, aż zastanawiałam się jak dojedziemy do szpitala przy takim potopie! W szpitalu byłam dosyć spokojna, na ile można być spokojną przy pierwszym (i pewnie kolejnym też) porodzie. Bałam się bóli, ale nie jakoś bardzo, trochę nawet byłam ciekawa jakie to uczucie. Dowiedziałam się po kroplówce z oksytocyny i po drugim skurczu poprosiłam o znieczulenie, które zostało podane po jakimś czasie (rozwarcie musi być odpowiednie). Muszę przyznać, że nigdy nie czułam się tak błogo jak po tym znieczuleniu i podziwiam wszystkie kobiety, które rodzą bez tego. Ból jest do wytrzymania, w końcu przez jakieś dwie godziny wspomagałam się oddychaniem i mężem, ale jest strasznie męczący. Najgorsze między skurczami było to, że niewiarygodnie chciało mi się spać, ale nie mogłam się położyć, bo lepiej znosiłam ból siedząc, opierając ciężar ciała na stoliku.

Oto jestem

Później poszło jak z płatka, koło 19.00 pani doktor stwierdziła, że już czas, zaczęłam przeć, wspomagana przez Marka i o 20.10 trzymałam w ramionach najpiękniejszą istotę na świecie. Kiedy położono mi maleńką na brzuchu a ona popatrzyła na swoich rodziców, świat stanął w miejscu. Obydwoje z Markiem zakochaliśmy się w naszej córeczce. Mimo, iż była taka maleńka i bezbronna, to jej spojrzenie mówiło „witam, już jestem z wami i wreszcie was widzę”. Aż mi się łza w oku kręci na samo wspomnienie… Po zszyciu pojechałam na salę poporodową, gdzie przyniesiono mi córeczkę i mogliśmy ze świeżo upieczonym tatusiem nacieszyć się naszym dzieckiem. Kiedy podałam małej pierś, przyssała się profesjonalnie i tak ma do dzisiaj. W trzeciej dobie dostałyśmy wypis i całą rodziną wróciliśmy do domu. Prawdę mówiąc byłam zaskoczona, że wszystko poszło tak gładko i że tak szybko wróciłam do siebie (z wyjątkiem figury, ale o tym innym razem). Nie bałam się porodu jakoś szczególnie, być może podświadomie czułam, że wszystko będzie dobrze – a może, ponieważ byłam nastawiona pozytywnie, poród był lekki i teraz wspominam go z rozrzewnieniem. W każdym razie życzę wszystkim przyszłym mamą, żeby to szczególne wydarzenie było równie radosne jak w moim przypadku.

Krótka pamięć

Jak to jest mieć krótką pamięć

Kto nie chciałby mieć świetnej pamięci? Ja na pewno tak. Moja pamięć niestety nie umywa się do pamięci słonia, jeśli mam ją porównywać, to raczej jest to pamięć akwariowej rybki. Podziwiam ludzi, którzy pamiętają ze szczegółami, co zdarzyło się na dużej przerwie w szkole średniej, 15 lat temu. Moja przyjaciółka czasami wprawia mnie w konsternację pytaniami z rodzaju: „a pamiętasz te dziewczyny, które odwiedziły Ankę i jedna z nich miała brata, który…” – opowieść się rozwija a ja ni w ząb nie mogę sobie przypomnieć o kim mowa. Podobno to kobiety pamiętają o datach urodzin, kto ma ile i jakiej płci dzieci, gdzie pracują znajomi naszych znajomych i tak dalej. Ja niestety nie jestem taką szczęściarą i to mój ukochany mąż przypomina mi różne daty. Kiedy byliśmy przed ślubem na rozmowie z księdzem, to Mark podał datę naszych zaręczyn, bo ja, mimo iż pamiętałam ten piękny dzień, to datę jedynie w przybliżeniu, hmm… Kiedyś powiedział, że nie musi się martwić o to, że nie będzie mógł mnie rozbawić, bo przy mojej pamięci, co jakiś czas, może po prostu opowiadać od nowa te same historie. Jak widać wszystko ma swoje dobre strony, również krótka pamięć.

Zmywanie to frajda

Ach to zmywanie!

Od ponad pięciu miesięcy jestem szczęśliwą mamą cudownej, kochanej, uroczej Łucji. To mój pierwszy post, wobec czego chciałam napisać coś ciekawego, mądrego, dającego do myślenia, tak żebyś (ewentualny) czytelniku był pod wrażeniem. Niemniej jednak dla mojej ukochanej córeczce pomysł cichutkiego siedzenia na kolanach mamy przez dłużej niż minutę, jest absolutnie nie do przyjęcia. Namiastka spaceru, to znaczy włożenie córeczki do wózka i pchanie go w tę i z powrotem na odległość wyciągniętego ramienia i pisanie jedną ręką, też nie jest dla maleńkiej satysfakcjonujące. Słodki, pięciomiesięczny dzidziuś nie chce leżeć i patrzeć w sufit (nawet na macie, aczkolwiek przez około 10 minut może być, ale to już dzisiaj przerabiałyśmy, więc odpada, czy w wózku jeśli nie jeździmy po całym domu) – o nie – słodki dzidziuś chce żeby mu pokazywać świat, chce patrzeć jak zmywam naczynia (trzymając dzidziusia na jednej ręce a zmywając drugą), gotuję (w ten sam sposób jak zmywam), jem, sprzątam, podlewam kwiatki, robię pranie, rozwieszam je, czeszę włosy, myję zęby czy robię cokolwiek innego. Dzidziuś potrzebuje widzieć te wszystkie czynności, bo są dla niego o wiele ciekawsze niż patrzenie w sufit, czy zabawa (z mamą) ulubionymi zabawkami. Nie wiem, czy wszystkie maluchy są takie, podejrzewam że większość. W końcu są z nami od tak niedawna i wszystko jest dla nich interesujące, nawet tak nudne zającie jak zmywanie. Dlatego właśnie ten post jest o tym o czym jest.