Zmywanie to frajda

Ach to zmywanie!

Od ponad pięciu miesięcy jestem szczęśliwą mamą cudownej, kochanej, uroczej Łucji. To mój pierwszy post, wobec czego chciałam napisać coś ciekawego, mądrego, dającego do myślenia, tak żebyś (ewentualny) czytelniku był pod wrażeniem. Niemniej jednak dla mojej ukochanej córeczce pomysł cichutkiego siedzenia na kolanach mamy przez dłużej niż minutę, jest absolutnie nie do przyjęcia. Namiastka spaceru, to znaczy włożenie córeczki do wózka i pchanie go w tę i z powrotem na odległość wyciągniętego ramienia i pisanie jedną ręką, też nie jest dla maleńkiej satysfakcjonujące. Słodki, pięciomiesięczny dzidziuś nie chce leżeć i patrzeć w sufit (nawet na macie, aczkolwiek przez około 10 minut może być, ale to już dzisiaj przerabiałyśmy, więc odpada, czy w wózku jeśli nie jeździmy po całym domu) – o nie – słodki dzidziuś chce żeby mu pokazywać świat, chce patrzeć jak zmywam naczynia (trzymając dzidziusia na jednej ręce a zmywając drugą), gotuję (w ten sam sposób jak zmywam), jem, sprzątam, podlewam kwiatki, robię pranie, rozwieszam je, czeszę włosy, myję zęby czy robię cokolwiek innego. Dzidziuś potrzebuje widzieć te wszystkie czynności, bo są dla niego o wiele ciekawsze niż patrzenie w sufit, czy zabawa (z mamą) ulubionymi zabawkami. Nie wiem, czy wszystkie maluchy są takie, podejrzewam że większość. W końcu są z nami od tak niedawna i wszystko jest dla nich interesujące, nawet tak nudne zającie jak zmywanie. Dlatego właśnie ten post jest o tym o czym jest.

Dodaj komentarz