Zmiany, zmiany…

Łucja skończyła wczoraj sześć miesięcy. Czas leci – dzieci rosną. Nawet nie wiem kiedy minęło to pół roku. Dopiero była takim malutkim babulakiem. Od połowy lutego (dokładnie 15 lutego) niunia zaczęła się podciągać do siedzenia – cóż to za rewelacja była! Teraz nie dosyć, że bez problemu się podciąga i siada (sama jeszcze nie siedzi), to potem od razu próbuje wstawać i czasem udaje jej się na chwilkę stanąć. Oprócz tego obraca się na boczki i brzuszek (na plecki z brzuszka jeszcze nie, choć dwa razy jej się udało). Dodatkowo wychodzą jej ząbki i ślini się niemiłosiernie. Te zmiany są zdumiewające. Myślałam, że będzie siadać późno, ponieważ miała problemy z trzymaniem główki i nie lubiła leżeć na brzuszku. Ale jak już się nauczyła, to w kolejnych rzeczach robi zdumiewające postępy.

rodzina

rodzina

Duży – mały człowiek

Kiedy widzę jak mała się rozwija, jak reaguje na to co mówimy i robimy, jak się do nas uśmiecha, jak sobie coś mówi po swojemu, słucha kiedy jej coś tłumaczę lub uspokaja się kiedy jej śpiewam – wtedy widzę jak mądre są dzieci i jak szybko się uczą. Czasem jednak, kiedy na nią spojrzę to widzę, że ten niesamowity człowiek jest jeszcze malutkim dzidziusiem, który tylko od kilku miesięcy jest na tym świecie. Na początku denerwowałam się kiedy nie mogłam normalnie zjeść, czy się wykąpać (o gotowaniu czy sprzątaniu nie wspominając) bo mała płakała, że mnie nie ma, ale po jakimś czasie odpuściłam sobie. W końcu mam malutkie dziecko, które nic jeszcze nie potrafi i które mnie potrzebuje a co najważniejsze, które za kilka miesięcy urośnie, zmieni się i wtedy zatęsknię za tą małą kruszynką, którą było. Kiedy spojrzę wstecz na dni, kiedy córcia była mała, to wiem, że nie będę żałować, że nie poświęciłam jej wystarczająco dużo czasu. Jestem bardzo dumna i szczęśliwa, że jestem mamą Łucji. Moje życie ma sens.