Zabawa w chowanego

Roczne dziecko rozumie i potrafi całkiem sporo. Dobrze siedzi, pewnie stoi a niektóre dzieci stawiają już pierwsze kroki. Z dziećmi troszkę starszymi, które potrafią już pewnie chodzić (koło 14 miesiąca), można z powodzeniem bawić się w domu w chowanego. Zabawa wygląda wtedy następująco: dziecko przebywa w pokoju, z którego może wyjść popychając drzwi na zewnątrz. Rodzic (lub rodzeństwo) chowa się w drugim pomieszczeniu. Na początku dobrze jest zaangażować jeszcze jedną osobę, która jest z dzieckiem i pilnuje je przy otwieraniu drzwi oraz naprowadza pytaniami: ‚gdzie jest tata?’ (mama, czy ta osoba, która się chowa). Dziecko dosyć szybko łapie o co chodzi. Tę zabawę „odkrył” mój mąż i czasem naprowadzał małą, gdzie się ukrywa, przez wydawanie dźwięków – cmokanie i tym podobne. Mała absolutnie uwielbia tę zabawę do dzisiaj. Na razie woli ten wariant, czyli tata się chowa, Łucja szuka i zarówno ona jak i mąż, mają z tego niezły ubaw.

Innym wariantem tej gry, dla dziecka po 14, 15 miesiącu, jest „Nie ma Łucji”, w którym moja córcia chowa się za firanką. Udaję wtedy, że jej nie widzę, zasłaniam oczy i lamentuję, że nie ma mojej córeczki, nie wiem gdzie poszła i tak dalej. Ważne tutaj jest ekspresja i okazanie radości, kiedy dziecko do nas przyjdzie, żeby pokazać, że się znalazło. Malutka myśli, że nie jej nie widzimy a przy tym ona sama doskonale widzi nas, więc czuje się bezpieczna. Zabawa jest przednia, uwielbiam zwłaszcza jak Łucja podchodzi do mnie z wyrazem twarzy – „mamo jestem tu, zobacz”, a potem obejmuje mnie mocno w ramach wynagrodzenia. Ważne jest, żeby mieć pewność wytrzymałości karnisza, w innym przypadku lepiej odwieźć dziecko od tego rodzaju zabaw.

Zabawa ze spinaczami

Dziecko 12 miesięczne umie bez problemów używać swoich rąk i paluszków. Do zabawy potrzebnych jest kilka spinaczy w jakimś niewielkim pudełku. Dziecko siedzi a my zapinamy spinacze w różnych miejscach na ubraniu pociechy, która te spinacze ściąga i wrzuca do pudełka (lub na podłogę). Na początek mogą to być łatwo dostępne miejsca – na brzuszku, czy na nogach, chociaż moja córcia lubi wyzwania i ściąganie spinaczy z ramion. Miejsca nie powinny być za trudne, tak żeby dziecko mogło sięgnąć. Jest to zabawa na kilka minut, ale jest frapująca dla dziecka i doskonała do ćwiczenia rączek i palców.

Zabawa ze spinaczami

Rak nieborak

Ta zabawa może być stosowana u młodszych i starszych dzieci. Moja córcia była raczej oporna w rozśmieszeniu, z wiekiem za to nadrabia i potrafi czerpać radość z tej zabawy. Kiedy dziecko siedzi lub leży „wędrujemy” palcami od stópek do dowolnego miejsca, mówiąc: „idzie rak nieborak, jak ugryzie zrobi znak!”, w miejscu znaku łaskoczemy maluszka (może być nosem, więcej przy tym śmiechu).

Moja, nie moja

Rękami dziecka gładzimy się po twarzy mówiąc: „moja mama, moja, moja” – na każde moja, jedno przeciągnięcie rączkami po naszej buzi, a następnie lekko klepiąc twarz mówimy: „nie moja, nie moja, nie moja”. Potem robimy to samo dziecku, czyli głaszczemy jego buźkę, z tym że ja nigdy nie mówię „nie moja”, bo jakże bym mogła! Inny wariant to głaskanie po włosach, lub zamiast rączek trzymamy stopy dziecka.

Kosi, kosi łapci

Ta zabawa też może być stosowana w dowolnym wieku, choć czasem niemowlęta nie lubią kiedy trzymamy ich dłonie – moja córcia bardzo ceni sobie ich swobodę i zaczęła lubić tą zabawę kiedy miała rok z hakiem. Ujmujemy rączki dziecka i klaszcząc nimi, mówimy rymowankę: „kosi, kosi łapci; jedziemy do babci; babcia da nam mleczka; a dziadek ciasteczka”, ewentualnie: „babcia da nam kaszy a dziadek kiełbasy”.

Wio koniku

Sadzamy sobie dziecko na plecach, trzeba je dobrze trzymać i biegamy jak konik, wołając: „wio koniku, wio”, rżenie jak koń jest też jak najbardziej na miejscu :). Czasem można jechać stępem, czasem kłusem, a jeśli mamy dosyć miejsca galopem, byle nie zgubić jeźdźca. Najlepiej mieszać style gnania przez dom (na zewnątrz też może być), bo jak wiadomo, niespodziewane zmiany tempa akcji, są dla małych ludzi najfajniejsze.

Wio koniku!

Bujanie w kocu

Potrzebne są dwie osoby. Dziecko układamy na kocu a sami ujmujemy brzegi, tak że maluszek leży jak w hamaku. Delikatnie kołyszemy. Można mówić: „hyś, hyś” przy każdym wahnięciu. Zabawa bardzo relaksująca dla dziecka. Na pewno poprosi o powtórkę nie jeden raz. Żeby pewnie trzymać koc można sobie okręcić rogi wokół nadgarstków. Jedyne ograniczenie w zabawie to dobry kręgosłup kołyszących.

Hyś, hyś

Przejście pod mostem

Stajemy w rozkroku a mostem są nasze nogi, pod którymi dziecko przechodzi. Czasem podnosimy jedną nogę ułatwiając przejście, a czasem robimy niewielki rozkrok, tak że dziecko musi się troszkę potrudzić, żeby przejść na drugą stronę.