Wychowanie dzieci – teoria a praktyka

Z pokolenia na pokolenie

Niedoświadczone mamy złaknione są wiedzy, czy to pochodzącej z literatury fachowej, z internetu, albo z doświadczeń innych kobiet – znajomych, mam, babć, przyjaciółek. Te ostatnie, w zależności od tego, w jakim są wieku, z czasem zapominają o trudach związanych z wychowaniem dzieci. Zmieniają się również poglądy w kwestii wychowania – moja babcia, mimo że w zaawansowanym wieku udzielała mi wskazówek z iskrą w oku. Jej zdaniem nie powinnam nosić małej na rękach, w każdym razie nie za długo. Dziecko powinno leżeć w swoim łóżeczku i kropka – tylko jak miałam to wytłumaczyć mojej córci, która najchętniej przekleiłaby się do mamy?

Babcia przy komputerze

Również dostępne obecnie produkty – ubranka, pieluchy, kosmetyki są inne niż w przeszłości. Moja mama, o babci nie wspominając, nie zastanawiała się, które pampersy są najlepsze, bo dostępne były tylko pieluchy tetrowe. Babcie używały pieluszek szytych z płótna a pralek, nie tylko automatycznych, nie maiły w ogóle. Tych różnic było znacznie więcej, a środków, których dziś mamy taki wybór znacznie mniej, albo wcale. Teraz możemy wybierać do woli, choć czasem od tego kręci się w głowie – jaki wybrać wózek, które ubranka będą dobre, jaki proszek do prania, jakie kosmetyki, pieluchy, buty, mleko, butelki do mleka, niekapek, zabawki, pościel, meble… Wiadomo, że nie są to rzeczy najważniejsze, najważniejsze to zapewnienie dziecku spokojnego, szczęśliwego dzieciństwa, ale bez wątpienia mają wpływ na jakość życia: za małe buty – dziecko nie chce chodzić, za duże – przewraca się, zły proszek – uczulenie, o wyborze wózka nie wspominając.

Życie z kolorowych magazynów

Kiedy byłam w ciąży chętnie sięgałam po czasopisma dla mam. Tytułów na rynku jest sporo, tematyka obejmuje różne zagadnienia – od ciąży, przez poród po wychowanie niemowlaka a potem małego dziecka. Spektrum problemów też jest szerokie – od kolki, po trening nocnikowy. Kiedy czytam te kolorowe czasopisma teraz, czasami mam ochotę podrzeć je w drobny mak. Każdy już na okładce przekonuje jak szybko poradzi sobie z czymś, z czym ja nie mogę od kilku miesięcy czy tygodni. We wszystkich znajdziemy coś w rodzaju: 8 niezawodnych sposobów na przespanie nocy, 5 metod, które pomogą zwalczyć kolkę, ząbkowanie – to nie problem, karmienie piersią i praca – my pokażemy ci jak łatwo można to pogodzić! Z każdej strony wyskakują „smyki”, „brzdące”, „bobasy”. Nie ma w tym nic złego, jest to poniekąd słodkie, ale łatwo przedobrzyć ze słodkimi rzeczownikami i czytanie staje się męczące. Odnoszę wrażenie, że metody na zwalczanie kolki, ułatwienie zasypiania i tak dalej, są poddawane recyklingowi, drobnej korekcie, podpatrzone w innych czasopismach i wprowadzane ponownie do obiegu. Być może te pomysły pomagają, pewnie nawet działają, ale nie są stuprocentowe, ani doskonałe. Moje dziecko nie przesypia nocy, bo taką ma naturę i budzi się przynajmniej raz. Odkąd mała skończyła 14 miesięcy śpi znacznie lepiej niż wcześniej, czasem budzi się dopiero o 4.00, ale noc przespane od A do Z mogę policzyć na palcach jednej ręki. Ma na to wpływ ząbkowanie, zwłaszcza, kiedy kolejny ząbek się wyrzyna, córcia budzi się kilka razy i jest to zrozumiałe. Podobnie z jedzeniem – ostatnio wyczytałam jak rozkład posiłków powinien wyglądać i tu też moje dziecko odbiega od prezentowanego modelu zachowania. Pije mleko, co najmniej trzy razy dziennie, urozmaicone posiłki nie wchodzą w grę, bo lubi to, co lubi i może jeść na okrągło te same rzeczy, jedynie pory posiłków są stałe.

Rady na wszystko

Wszystkie te niesamowite porady mogą stworzyć w człowieku fałszywe przeświadczenie, że nie wiemy jak odpowiednio zająć się własnym dzieckiem i rodzić niepotrzebne frustracje czy wątpliwości.

Na forach internetowych z kolei, czytam czasem o metodzie usypiania 3, 5, 7 minut, która oryginalnie nie polega na trzymaniu się ściśle tego właśnie czasu i pochodzi od pediatry, dr Greena, do którego książki „Poskramianie małego dziecka” odsyłam dociekliwych. Dużo osób również wyraża pogląd, żeby nie biec do dziecka na każde kwilnięcie, czego ja jakoś uniknąć nie mogę, bo trudno mi znieść płacz mojej Łucji i wolę zdusić go w zarodku, niż dopuścić do tego, że zaatakuje z całą mocą i pozbawi mnie zdolności racjonalnego myślenia. Tak, więc biegnę od razu, jeśli wiem, że płacz przybierze na sile.

Myślę, że najlepsze, co możemy zrobić to krytycznie oceniać docierające do nas informacje i zaufać swojemu instynktowi, który jest najlepszym dostępnym środkiem do wychowania dzieci.

Dodaj komentarz