W co się bawić z rocznym dzieckiem

Zabawa w chowanego

Roczne dziecko rozumie i potrafi całkiem sporo. Dobrze siedzi, pewnie stoi a niektóre dzieci stawiają już pierwsze kroki. Z dziećmi troszkę starszymi, które potrafią już pewnie chodzić (koło 14 miesiąca), można z powodzeniem bawić się w domu w chowanego. Zabawa wygląda wtedy następująco: dziecko przebywa w pokoju, z którego może wyjść popychając drzwi na zewnątrz. Rodzic (lub rodzeństwo) chowa się w drugim pomieszczeniu. Na początku dobrze jest zaangażować jeszcze jedną osobę, która jest z dzieckiem i pilnuje je przy otwieraniu drzwi oraz naprowadza pytaniami: ‘gdzie jest tata?’ (mama, czy ta osoba, która się chowa). Dziecko dosyć szybko łapie o co chodzi. Tę zabawę “odkrył” mój mąż i czasem naprowadzał małą, gdzie się ukrywa, przez wydawanie dźwięków – cmokanie i tym podobne. Mała absolutnie uwielbia tę zabawę do dzisiaj. Na razie woli ten wariant, czyli tata się chowa, Łucja szuka i zarówno ona jak i mąż, mają z tego niezły ubaw.

Innym wariantem tej gry, dla dziecka po 14, 15 miesiącu, jest “Nie ma Łucji”, w którym moja córcia chowa się za firanką. Udaję wtedy, że jej nie widzę, zasłaniam oczy i lamentuję, że nie ma mojej córeczki, nie wiem gdzie poszła i tak dalej. Ważne tutaj jest ekspresja i okazanie radości, kiedy dziecko do nas przyjdzie, żeby pokazać, że się znalazło. Malutka myśli, że nie jej nie widzimy a przy tym ona sama doskonale widzi nas, więc czuje się bezpieczna. Zabawa jest przednia, uwielbiam zwłaszcza jak Łucja podchodzi do mnie z wyrazem twarzy – “mamo jestem tu, zobacz”, a potem obejmuje mnie mocno w ramach wynagrodzenia. Ważne jest, żeby mieć pewność wytrzymałości karnisza, w innym przypadku lepiej odwieźć dziecko od tego rodzaju zabaw.

Zabawa ze spinaczami

Dziecko 12 miesięczne umie bez problemów używać swoich rąk i paluszków. Do zabawy potrzebnych jest kilka spinaczy w jakimś niewielkim pudełku. Dziecko siedzi a my zapinamy spinacze w różnych miejscach na ubraniu pociechy, która te spinacze ściąga i wrzuca do pudełka (lub na podłogę). Na początek mogą to być łatwo dostępne miejsca – na brzuszku, czy na nogach, chociaż moja córcia lubi wyzwania i ściąganie spinaczy z ramion. Miejsca nie powinny być za trudne, tak żeby dziecko mogło sięgnąć. Jest to zabawa na kilka minut, ale jest frapująca dla dziecka i doskonała do ćwiczenia rączek i palców.

Zabawa ze spinaczami

Rak nieborak

Ta zabawa może być stosowana u młodszych i starszych dzieci. Moja córcia była raczej oporna w rozśmieszeniu, z wiekiem za to nadrabia i potrafi czerpać radość z tej zabawy. Kiedy dziecko siedzi lub leży “wędrujemy” palcami od stópek do dowolnego miejsca, mówiąc: “idzie rak nieborak, jak ugryzie zrobi znak!”, w miejscu znaku łaskoczemy maluszka (może być nosem, więcej przy tym śmiechu).

Moja, nie moja

Rękami dziecka gładzimy się po twarzy mówiąc: “moja mama, moja, moja” – na każde moja, jedno przeciągnięcie rączkami po naszej buzi, a następnie lekko klepiąc twarz mówimy: “nie moja, nie moja, nie moja”. Potem robimy to samo dziecku, czyli głaszczemy jego buźkę, z tym że ja nigdy nie mówię “nie moja”, bo jakże bym mogła! Inny wariant to głaskanie po włosach, lub zamiast rączek trzymamy stopy dziecka.

Kosi, kosi łapci

Ta zabawa też może być stosowana w dowolnym wieku, choć czasem niemowlęta nie lubią kiedy trzymamy ich dłonie – moja córcia bardzo ceni sobie ich swobodę i zaczęła lubić tą zabawę kiedy miała rok z hakiem. Ujmujemy rączki dziecka i klaszcząc nimi, mówimy rymowankę: “kosi, kosi łapci; jedziemy do babci; babcia da nam mleczka; a dziadek ciasteczka”, ewentualnie: “babcia da nam kaszy a dziadek kiełbasy”.

Wio koniku

Sadzamy sobie dziecko na plecach, trzeba je dobrze trzymać i biegamy jak konik, wołając: “wio koniku, wio”, rżenie jak koń jest też jak najbardziej na miejscu :). Czasem można jechać stępem, czasem kłusem, a jeśli mamy dosyć miejsca galopem, byle nie zgubić jeźdźca. Najlepiej mieszać style gnania przez dom (na zewnątrz też może być), bo jak wiadomo, niespodziewane zmiany tempa akcji, są dla małych ludzi najfajniejsze.

Wio koniku!

Bujanie w kocu

Potrzebne są dwie osoby. Dziecko układamy na kocu a sami ujmujemy brzegi, tak że maluszek leży jak w hamaku. Delikatnie kołyszemy. Można mówić: “hyś, hyś” przy każdym wahnięciu. Zabawa bardzo relaksująca dla dziecka. Na pewno poprosi o powtórkę nie jeden raz. Żeby pewnie trzymać koc można sobie okręcić rogi wokół nadgarstków. Jedyne ograniczenie w zabawie to dobry kręgosłup kołyszących.

Hyś, hyś

Przejście pod mostem

Stajemy w rozkroku a mostem są nasze nogi, pod którymi dziecko przechodzi. Czasem podnosimy jedną nogę ułatwiając przejście, a czasem robimy niewielki rozkrok, tak że dziecko musi się troszkę potrudzić, żeby przejść na drugą stronę.

Wychowanie dzieci – teoria a praktyka

Z pokolenia na pokolenie

Niedoświadczone mamy złaknione są wiedzy, czy to pochodzącej z literatury fachowej, z internetu, albo z doświadczeń innych kobiet – znajomych, mam, babć, przyjaciółek. Te ostatnie, w zależności od tego, w jakim są wieku, z czasem zapominają o trudach związanych z wychowaniem dzieci. Zmieniają się również poglądy w kwestii wychowania – moja babcia, mimo że w zaawansowanym wieku udzielała mi wskazówek z iskrą w oku. Jej zdaniem nie powinnam nosić małej na rękach, w każdym razie nie za długo. Dziecko powinno leżeć w swoim łóżeczku i kropka – tylko jak miałam to wytłumaczyć mojej córci, która najchętniej przekleiłaby się do mamy?

Babcia przy komputerze

Również dostępne obecnie produkty – ubranka, pieluchy, kosmetyki są inne niż w przeszłości. Moja mama, o babci nie wspominając, nie zastanawiała się, które pampersy są najlepsze, bo dostępne były tylko pieluchy tetrowe. Babcie używały pieluszek szytych z płótna a pralek, nie tylko automatycznych, nie maiły w ogóle. Tych różnic było znacznie więcej, a środków, których dziś mamy taki wybór znacznie mniej, albo wcale. Teraz możemy wybierać do woli, choć czasem od tego kręci się w głowie – jaki wybrać wózek, które ubranka będą dobre, jaki proszek do prania, jakie kosmetyki, pieluchy, buty, mleko, butelki do mleka, niekapek, zabawki, pościel, meble… Wiadomo, że nie są to rzeczy najważniejsze, najważniejsze to zapewnienie dziecku spokojnego, szczęśliwego dzieciństwa, ale bez wątpienia mają wpływ na jakość życia: za małe buty – dziecko nie chce chodzić, za duże – przewraca się, zły proszek – uczulenie, o wyborze wózka nie wspominając.

Życie z kolorowych magazynów

Kiedy byłam w ciąży chętnie sięgałam po czasopisma dla mam. Tytułów na rynku jest sporo, tematyka obejmuje różne zagadnienia – od ciąży, przez poród po wychowanie niemowlaka a potem małego dziecka. Spektrum problemów też jest szerokie – od kolki, po trening nocnikowy. Kiedy czytam te kolorowe czasopisma teraz, czasami mam ochotę podrzeć je w drobny mak. Każdy już na okładce przekonuje jak szybko poradzi sobie z czymś, z czym ja nie mogę od kilku miesięcy czy tygodni. We wszystkich znajdziemy coś w rodzaju: 8 niezawodnych sposobów na przespanie nocy, 5 metod, które pomogą zwalczyć kolkę, ząbkowanie – to nie problem, karmienie piersią i praca – my pokażemy ci jak łatwo można to pogodzić! Z każdej strony wyskakują “smyki”, “brzdące”, “bobasy”. Nie ma w tym nic złego, jest to poniekąd słodkie, ale łatwo przedobrzyć ze słodkimi rzeczownikami i czytanie staje się męczące. Odnoszę wrażenie, że metody na zwalczanie kolki, ułatwienie zasypiania i tak dalej, są poddawane recyklingowi, drobnej korekcie, podpatrzone w innych czasopismach i wprowadzane ponownie do obiegu. Być może te pomysły pomagają, pewnie nawet działają, ale nie są stuprocentowe, ani doskonałe. Moje dziecko nie przesypia nocy, bo taką ma naturę i budzi się przynajmniej raz. Odkąd mała skończyła 14 miesięcy śpi znacznie lepiej niż wcześniej, czasem budzi się dopiero o 4.00, ale noc przespane od A do Z mogę policzyć na palcach jednej ręki. Ma na to wpływ ząbkowanie, zwłaszcza, kiedy kolejny ząbek się wyrzyna, córcia budzi się kilka razy i jest to zrozumiałe. Podobnie z jedzeniem – ostatnio wyczytałam jak rozkład posiłków powinien wyglądać i tu też moje dziecko odbiega od prezentowanego modelu zachowania. Pije mleko, co najmniej trzy razy dziennie, urozmaicone posiłki nie wchodzą w grę, bo lubi to, co lubi i może jeść na okrągło te same rzeczy, jedynie pory posiłków są stałe.

Rady na wszystko

Wszystkie te niesamowite porady mogą stworzyć w człowieku fałszywe przeświadczenie, że nie wiemy jak odpowiednio zająć się własnym dzieckiem i rodzić niepotrzebne frustracje czy wątpliwości.

Na forach internetowych z kolei, czytam czasem o metodzie usypiania 3, 5, 7 minut, która oryginalnie nie polega na trzymaniu się ściśle tego właśnie czasu i pochodzi od pediatry, dr Greena, do którego książki “Poskramianie małego dziecka” odsyłam dociekliwych. Dużo osób również wyraża pogląd, żeby nie biec do dziecka na każde kwilnięcie, czego ja jakoś uniknąć nie mogę, bo trudno mi znieść płacz mojej Łucji i wolę zdusić go w zarodku, niż dopuścić do tego, że zaatakuje z całą mocą i pozbawi mnie zdolności racjonalnego myślenia. Tak, więc biegnę od razu, jeśli wiem, że płacz przybierze na sile.

Myślę, że najlepsze, co możemy zrobić to krytycznie oceniać docierające do nas informacje i zaufać swojemu instynktowi, który jest najlepszym dostępnym środkiem do wychowania dzieci.

Zabawy małych dzieci

Jak bawi się dziecko

Małe dzieci bardzo lubią chaotyczne, przypadkowe zabawy. Najważniejsze żeby się coś działo a im więcej się dzieje, tym więcej jest z tego radości. Chociaż jest to uciążliwe i męczące dla rodziców – przeglądanie obrazków w książce, bez szans na dowiedzenie się, o czym jest ta historia?, zabawa klockami, której celem jest przewrócenie każdego zbudowanego obiektu, choćby składał się z dwóch elementów – to taka bezcelowa zabawa jest bardzo ważna dla dziecka. Mózg dziecka nie ma, jak w przypadku dorosłych, narzuconych wzorców a ponieważ takie schematyczne ograniczenia nie istnieją, dzieci są dzięki temu o wiele bardziej kreatywne niż dorośli. Ma to również znaczenie w szybkości uczenia się – mózg dziecka chłonie jak gąbka a im więcej rzeczy uda się małemu człowiekowi sprawdzić czy rozłożyć na czynniki pierwsze, tym mniej ograniczeń w myśleniu będzie mieć, jako dorosły. Dobrym przykładem jest doświadczenie z muchami, które umieszczono w zamkniętym słoiku – muchy nauczyły się, że nie mogą z niego wylecieć i nie opuściły słoika, nawet, kiedy usunięto zakrętkę. Dorosłym – podobnie jak wspomnianym muchom – trudno jest czasem zmienić sposób myślenia, czy nauczyć się nowych rzeczy. Starsze osoby nie lubią nowości, rzadziej korzystają z komórki, czy komputera, nie, dlatego że nie są w stanie nauczyć się ich obsługi, ale dlatego że myślą, że nie zdołają się tego nauczyć. Oczywiście, jeśli będziemy konsekwentni i zachęcimy dziecko to zacznie układać klocki, ale ich rozrzucanie jest lepiej widziane.

Basen z piłkami

Monkey see monkey doo

Dzieci lubią również naśladować dorosłych, ale wtedy też dodają coś od siebie. Jest to czasem problematyczne, bo dziecko przekłada to, czego się nauczyło, na co tylko się da i czasem robi rzeczy, których nie powinno. Dam przykład – pokazałam mojej córeczce jak podlewam kwiatki, patrzyła z zainteresowaniem jak woda wypływa z butelki, do tego komentowałam to, co robię: „widzisz kochanie, kwiatkom się chce pic i trzeba im dać wody, wołają ‘Łucja daj nam pić’”, a kiedy podlałyśmy roślinkę, ta głosem mamy mówiła „dziękujemy Ci Łucjo”. Cała sytuacja tak spodobała się małej, że kiedy następnym razem sięgnęła po swoją butelkę do picia, to zamiast z niej pić, zaczęła podlewać, co się tylko dało – podłogę, stół, krzesła, zabawki, telewizor. Nie widziałam jak to robiła za pierwszym razem, zastanowiła mnie lepiąca się podłoga – w butelce był sok. Od tej pory nalewam jej tylko wodę (również ze względu na zęby) a mała raz pije, raz podlewa, – kto wie może wyrośnie nam z tego jakiś kwiatek…

Zabawa w ogrodzie

Dziecko w sklepie

Oczywiście w takich zabawach dziecko nie może robić absolutnie wszystkiego, co przyjdzie mu do głowy i trzeba zadbać o jego bezpieczeństwo, wkładanie palca do kontaktu, mimo że stanowi niewątpliwie kuszącą perspektywę, nie jest dozwolone. Generalnie uważam, że stosowanie zbyt wielu zakazów nie jest konieczne. Również w miejscu publicznym – jeśli zabawa jest bezpieczna a zachowanie dziecka nie jest męczące dla otoczenia, czy niegrzeczne, to warto na nią pozwolić. Dziecko pobawi się, nacieszy i bez protestów pójdzie dalej – przynajmniej w przypadku mojej córci tak to działa.  Jeśli dziecko chce się bawić a nam zależy na czasie, to dobrze jest odwrócić uwagę malucha i skierować ją na coś, co dziecko lubi, lub co będzie dla niego interesujące.

Dziewczynka w cukierni

Podróż z małym dzieckiem

Lotnisko Okęcie – pociąg czy samochód?

Wkrótce wybieramy się w podróż z naszym drogim dzieckiem. Mała będzie miała skończone 17 miesięcy. Podróż będzie długa z przesiadkami, w sumie około 20 godzin, jeśli nie będzie opóźnień. Najpierw musimy się dostać do Warszawy, jeszcze nie wiem czy pociągiem czy samochodem. Z jednej strony pociąg jest wygodniejszy dla dziecka – może chodzić, ruszać się a jest to niebagatelna sprawa dla malucha w tym wieku. W samochodzie musi siedzieć w foteliku, co zdarza jej się tylko, gdy śpi, bo jest pełna energii, lubi się ruszać, wspinać i oczekiwanie, że będzie siedzieć w jednym miejscu jest po prostu nierealne. Z drugiej strony jazda samochodem to mniej użerania się z bagażem (który zabieramy w ilościach minimalnych, ale jest konieczny), nie trzeba dojeżdżać do dworca a potem z dworca do lotniska, nie trzeba się martwić o opóźnienia i za wcześnie budzić małej. Zmiana pieluchy w samochodzie też jest łatwiejsza. Poza tym mniej zarazków a małe rączki muszą przecież wszystkiego dotknąć.  To jest sprawa numer jeden.

Wszystko zabraliśmy?

Mleko modyfikowane

Następna to przygotowanie mleka w samolocie. Lecieliśmy już z niunią do Grecji, ale ten lot trwał 2,5 godziny, więc podróż była dużo krótsza. Poprosiłam stewardessę o gorącą wodę, a potem po przestudzeniu przygotowałam mleko. Ale jak to będzie wyglądać przy 10-godzinnym locie, gdzie trzeba przecież dokładnie umyć butelkę i smoczek? Mam zaufanie do obsługi lotu, ale im mniej osób dotyka butelki, o smoczku nie wspominając tym lepiej. Mała bardzo lubi mleko i nie chce pić z niekapka. Czasem pije z kubka, ale to bardziej zabawa niż picie. Wiadomo, że taka podróż będzie stresującą, więc chcę żeby dodatkowych obciążeń było dla dziecka jak najmniej, czyli najlepsza będzie butelka i smoczek, który działa trochę jak zawór bezpieczeństwa a ssanie odpręża maluszka. Myślałam o gotowym mleku – Bebiko lub Candia. Czasem Łucja pije Candię i nie ma żadnych problemów po tym mleku, dodatkowo można je kupić w butelce 0,5 litra, co byłoby super rozwiązaniem w podróży – dokręcić smoczek i podać mleko bezpośrednio z oryginalnego opakowania. Niestety żaden smoczek nie pasuje do zakrętki. Producent zamierza wprowadzić butelki o mniejszej pojemności 250 ml, do których można dopasować smoczek, ale dopiero, kiedy rynek w Polsce się rozwinie. Butelka 500 ml, to za duża pojemność na jednorazowe spożycie, więc nie przewidziano dokręcania smoczka. Szkoda, bo przy takiej wyprawie oszczędzanie mleka jest ostatnią rzeczą, na jakiej mi zależy. Zawsze mogę ograniczyć małej ilość ukochanego trunku i dać jej wodę lub sok w najgorszym razie samą butelkę do ssania.  To jest sprawa numer dwa.

Samolot

Jak zabawić dziecko w samolocie

Kolejna rzecz to zmiana pieluszki i nie mówię tu o mokrej pieluszce. Normalnie w domu myję małą – najlepszy i najprostszy sposób na zapobieganie odparzeniom. Przy mokrej pieluszce ganiamy się po domu, bo mała nie chce leżeć dłużej niż 15 sekund, ale w domu to nie problem. Z tego, co wiem w samolocie będzie dostępny przewijak. Na pewno pomoże mi mąż. Lecąc z Grecji musiałam zmienić brudną pieluszkę i poszło gładko. Niemniej jest to jedna z rzeczy, nad którymi się głowię.

Poza tym sama długość podróży i ilość przesiadek – samochód (lub pociąg), samolot, samolot, samolot i samochód będą wyzwaniem dla dorosłych i dużym wyzwaniem dla małego dziecka. Oczywiście zabierzemy coś dla rozrywki – zabawki, książki, komputer z ulubionymi piosenkami, bajkami i tym podobne, rumianek dla małej na lepszy sen, ale i tak obawiam się tej podróży.  Ważne jest nasze, (czyli rodziców) nastawienie i o ile na mojego męża można liczyć, to nie wiem jak moja panikarska natura się sprawdzi. Chyba muszę się zaopatrzyć w relaksujące ziółka, żeby wspierać rodzinę a nie dokładać im strasu.

Jeśli ktoś ma jakieś swoje pomysły, lub był w podobnej sytuacji to proszę o rady, jak sprawić, żeby podróż była jak najmniej uciążliwa.

Jakie pieluszki są najlepsze?

Pieluchy jednorazowe kontra tetra

Pieluszki jednorazowe, z punktu widzenia matki, to jeden z najlepszych wynalazków na świecie. Ich największym minusem jest to, że nie są ekologiczne – rozkładają się latami, a jak sobie wyobrazić ile zużywa się ich łącznie na świecie, to robi się człowiekowi niewesoło. Najbardziej przyjazne środowisku są pieluchy tetrowe, czyli materiałowe. Są również najtańsze w użytkowaniu. Trzeba je tylko wyprać i wyprasować. No właśnie „tylko”. Przy małym dziecku zazwyczaj nie ma się dużo wolnego czasu, a w przypadku pieluch tetrowych nie da rady ich zmieniać, co 3 godziny, tylko po każdym zmoczeniu, czyli często. Nie wiem ile to razy wychodzi dobowo, myślę że sporo w porównaniu z jednorazowymi. Dodatkowo, jeśli nie założy się majtek z ceratką, trzeba również zmienić ubranie dziecka, bo będzie mokre. Ja zakładałam córci pieluchę tetrową kilka razy i zawsze kończyło się to mokrym ubraniem. Pieluchy tetrowe, to moim zdaniem dużo dodatkowej pracy i podziwiam mamy, które ich używają.

Pieluchy jednorazowe są bardziej chłonne i te dobre, utrzymują suchą skórę, nawet przez całą noc. Lubię kupować różne pieluszki, droższe i tańsze, żeby porównać ich jakość i wydajność.

Wygodna pielucha
Pielucha do jogi

Najlepsze pieluszki

1. Najlepsze pieluchy, to moim zdaniem Pampersy. Producenci tych pieluszek naprawdę się starają. Pieluszki są różne, dostosowane do potrzeb dzieci w każdym wieku – od noworodków, do tych, które stawiają pierwsze kroki (do tego etapu na razie doszłyśmy z córcią). Dla noworodków pieluszki posiadają specjalną siatkę, izolującą delikatną skórę świeżo narodzonego człowieka. Dla niemowląt o bardzo wrażliwej skórze, od jakiegoś czasu też dostępne są pieluchy w tej wersji, choć moim zdaniem są dobre, ale nie bardzo dobre, a dodatkowo ich cena w porównaniu do „zwykłych” pieluszek firmy Pampers jest wyższa. Dla dzieci biegających dostępne są pieluchy w opcji „boy” i „girl”. Te pieluszki to tak naprawdę pielucho-majtki, które łatwo się zakłada, co jest pomocne przy rozbieganym dziecku. Zalety Pampersów w ogóle to jak dla mnie:

– bardzo dobra chłonność, skóra dziecka jest długo sucha i jeśli trzeba gdzieś wyjść na dłużej lub w nocy, nie trzeba się martwić o to, że dziecku jest mokro (ze zmianą lepiej jednak nie czekać do momentu, aż pieluszka się za dzieckiem ciągnie, bo jest taka pełna). Tanie pieluszki trzeba zmieniać częściej i w sumie nie wiem czy nie wychodzą cenowo podobnie jak Pampersy,

– elastyczne, rozciągliwe paski, które pozwalają dziecku na dużą swobodę ruchu i nie uciskają brzuszka,

– miękkie wykończenia – mała nigdy nie miała otarć na skórze od tych pieluch,

– dobre rzepy, dziecko ich samo nie zdemontuje, a czasem jest w stanie w przypadku innych pieluch.

Ich jedynym mankamentem jest cena, która jest wysoka, ale przynajmniej uzasadniona.

2. Następne na mojej liście ulubionych są pieluszki dostępne w Rossmanie o nazwie Babydream. Pieluszki te są miękkie, delikatne, nie podrażniają skóry, nie mają żadnych dodatków typu „balsam”, mają bardzo dobrą chłonność. Minus jest taki, że można je w Polsce kupić tylko w jednym sklepie i dostępne są tylko stosunkowo małe paczki (dla wagi 9-20 kg opakowanie zawiera 36 sztuk). Ostatnio niestety ich jakość jest trochę gorsza – chłonność jest dobra, ale paski, które kilka miesięcy wcześniej były bardzo rozciągliwe i elastyczne, teraz już takie nie są. Myślę jednak, że za tą cenę warto je polecić.

3. Trzecie na mojej liście są Huggiesy. Pokryte bawełną, delikatne, wkład w środku nie „zbija się”, choć zdarzyła mi się paczka (kupiona w Biedronce), gdzie zrobiły się grudki. Mankamentem tych pieluch jest to, że jeśli kupi się rozmiar, którego dolny przedział wagowy dziecko dopiero osiągnęło, to zdarzają się przecieki.  W wersji pielucho-majtek zaletą i wadą jednocześnie są plastikowe rzepy po bokach – zaletą – bo fajnie się je zdejmuje, wadą – bo podrażniają skórę i powodują otarcia.

Do listy najlepszych pieluszek dodaję jeszcze Bellę “Happy” – ich jakość z kolei, w porównaniu do tej sprzed choćby roku, znacznie się poprawiła. Wkład w porównaniu do “Pampersów” czy pieluszek “Huggies” jest grubszy, ale to z kolei jest dobre dla najmłodszych dzieci (szerokie pieluszkowanie), jest chłonny – dziecko spokojnie prześpi w nich noc. Pieluchy mają elastyczne paski, które moim zdaniem, są istotne dla małego użytkownika, bo pozwalają na dużą swobodę ruchów bez uciskania brzuszka. Dodatkowo z tyłu pieluszki znajduje się ściągacz, co zabezpiecza przed ewentualnym wypływem zawartości na zewnątrz. W sumie – produkt godny polecenia.

Tanie pieluszki

Następne to już właściwie są każde inne pieluszki jednorazowe. Zazwyczaj najgorsze są zapinki (rzepy) mające rozciągliwy pasek, który tak naprawdę się nie naciąga i uciska brzuszek jak dziecko siada, albo przykuca.  Same zaś rzepy, albo trzymają za bardzo (istna taśma klejąca, którą ciężko odkleić), albo z kolei za łatwo się odklejają (właśnie, kiedy dziecko przykuca i wtedy – wolność mamo sikam w spodnie!). Czasem jednak takie pieluszki się przydają, na przykład wtedy, kiedy trzeba delikwenta przewinąć, a do kąpania została godzina – szkoda lepszej pieluchy i tańsza jest jak znalazł.

Dlaczego dziecko płacze?

Co powoduje płacz

Przyczynę płaczu małego dziecka jest czasem trudno odgadnąć. Noworodki i niemowlęta tylko w ten sposób mogą dać nam znać, że coś jest nie tak. Żeby zrozumieć, dlaczego dziecko płacze nie trzeba być ekspertem, czasem trzeba znaleźć przyczynę drogą eliminacji a czasem zdać się na intuicję. Dzieci inaczej płaczą w zależności od tego, co im doskwiera. Najczęściej dziecko płacze, gdy:

1. jest głodne lub spragnione,

2. jest zmęczone (chce spać, nie może usnąć, obudziło się za wcześnie),

3. jest mu niewygodnie (niewygodne, krępujące lub za duże ubranie, za małe lub za duże buty),

4.coś je boli (nieszczęsna kolka, ząbkowanie itd.),

5. jest mu za gorąco (lub za zimno, ale to o wiele rzadziej),

6. jest czymś sfrustrowane, nie może sobie z czymś poradzić ze względu na fakt, że jego ciało nie potrafi jeszcze wielu rzeczy (czasem moja córcia niesie coś, co jest dla niej za ciężkie, albo chce czegoś a my nie domyślamy się, o co chodzi) lub jest z czegoś niezadowolone (mycie zębów, ubieranie, zmiana pieluszki itd.),

7. ma mokro (chyba najrzadziej płacze z tego powodu, ale może się przez to, np. obudzić),

8. chce żeby je przytulić, wziąć na ręce, pobawić się – czyli poświęcić mu uwagę,

9. bóle wzrostowe – niemowlęta i małe dzieci rosną bardzo szybko i proces ten podobnie jak u dzieci kilkuletnich, czy nastolatków może być bolesny a ponieważ maluchy nie mówią, mogą o tym tylko komunikować płacząc,

10. X – czasem dziecko płacze a my po wyeliminowaniu wszystkich możliwych przyczyn dalej nie znamy powodu, jeśli wiemy, że nie jest chore i fizycznie nic mu nie dolega (na co mielibyśmy wpływ), to parafrazując mojego męża “nikt nie zna dziecięcych ścieżek” (org.”nobody knows the ways of the Dzidziuś”).

płaczące dziecko
płaczące niemowlę

Jak pomóc płaczącemu dziecku?

Trzeba najpierw ustalić, dlaczego dziecko płacze. Kiedy jest nakarmione jest spokojniejsze i łatwiej znosi niewygodę, łatwiej jest mu zasnąć, generalnie jest mu na świecie lepiej. Kiedy maluch ma kolkę, lub nie podoba mu się jakaś sytuacja – musi na przykład siedzieć w samochodzie, tramwaju, wtedy dobrze jest je czymś zainteresować, czyli odwrócić jego uwagę. Dzieci dobrze odpowiadają na dźwięki – brzęk kluczy, skrzypiąca podłoga, grzechotka, lub w przypadku starszych dzieci – śpiewanie (nawet, kiedy fałszujemy jakby nam słoń na ucho nadepnął) – dziecko będzie zaintrygowane i przestanie płakać (my z mężem śpiewamy czasem na ulicy, czy w tramwaju – cel uświęca środki), robienie min, “trąbienie” nosem dziecka i swoim, pokazanie czegoś ciekawego – suwak w torebce, okulary, guzik przy kurtce – to wszystko może pomóc w opanowaniu sytuacji. Czasem pomaga zwykłe przytulenie, ukołysanie, trzymanie na rękach. Bardzo często dziecko potrzebuje żebyśmy zwrócili na nie uwagę i z tym nigdy nie przedobrzymy. Czego nie powinniśmy robić to złościć się czy podnosić głos (w żadnym razie uderzyć dziecko) – choć czasem sytuacja przerasta, takim zachowaniem dolejemy tylko oliwy do ognia. Jeśli brakuje nam siły trzeba poprosić o pomoc, jeśli nie mamy kogo – policzyć do dziesięciu, lub pomyśleć, że to tylko małe dziecko, które nie wie, o co chodzi i kto mu ma pomóc, jeśli nie mama lub tata? Ta świadomość jest bardzo potrzebna. Życzę wszystkim rodzicom dużo cierpliwości i pogody ducha, bo każde dziecko płacze i jest to normalna kolej rzeczy.

tak mi żle
wszystko jest źle i nigdy nie było dobrze...

Przewijanie niemowlaka

Rzeczy potrzebne do przewijania

Przewijanie jest jedną z nielicznych czynności, która da się szybko i łatwo opanować oraz nie nastręcza (dużych) problemów, w porównaniu do na przykład karmienia, czy usypiania. Jak każda rzecz związana z niemowlęciem i małym dzieckiem, inaczej wygląda w przypadku noworodka, inaczej w przypadku raczkującego dziecka. Przewijanie noworodka i małego niemowlęcia jest zdecydowanie najprostsze. Do przewijania potrzebne są:

1. Miejsce gdzie można bezpiecznie położyć dziecko – może to być przewijak-nadstwka umieszczony na łóżeczku, stolik do przewijania, miejsce na łóżku rodziców. Jeśli stosujemy to ostatnie to dobrze jest zabezpieczyć łóżko ceratką, jednorazowym podkładem do przewijania lub ręcznikiem. W Ikei można kupić bardzo przydatny, nadmuchiwany przewijak, dzięki któremu można zmienić pieluszkę w dowolnym miejscu. Przewijak jest lekki i można go zwinąć, tak że mieści się w torebce.

2. Czystą pieluszkę

3. Kosz na zużytą pieluszkę

4. Chusteczki do wytarcia dziecka lub woda z mydłem i ręcznik

5. Ewentualne ubranie do przebrania dziecka.

pieluchy
pieluchy

Jak przewinąć dziecko

Pomieszczenie gdzie przewijamy dziecko powinno być ciepłe, bo niemowlęta źle znoszą chłód. Ważne jest również, żeby mieć ciepłe ręce – dotyk chłodnych palców bez wątpienia wywoła protest, a jeśli sytuacja się powtórzy, dziecko może reagować płaczem przy każdej zmianie pieluch.

Zmiana pieluszki krok po kroku:

– układamy dziecko w bezpiecznym miejscu,

– zdejmujemy ubranie dziecka

– rozpinamy pieluszkę i odchylamy ją – jeśli dziecko zrobiło tylko siku, podkładamy dłoń pod pupę niemowlaka, podnosimy delikatnie plecy na wysokości bioder i dolnego odcinka kręgosłupa (nie ciągnąć za nóżki!) , wyciągamy mokrą pieluchę,  podkładamy nową i delikatnie kładziemy dziecko. Następnie zapinamy pieluszkę, tak żeby falbanki zewnętrzne były wywinięte (nie zawijały się do środka).

– ubieramy dziecko

Jeśli dziecko zrobiło kupę to po odgięciu pieluchy nie wyciągamy jej od razu, ale zwijamy delikatnie do środka, wycieramy dziecko chusteczkami, które można włożyć w zwiniętą cześć pieluszki i w ten sposób odizolować pupę dziecka od brudnej pieluszki. Kiedy po kolejnym wytarciu dziecka chusteczki są czyste, unosimy dziecko, wyciągamy brudną pieluszkę i podkładamy czystą. Zamiast używać chusteczek dobrze jest umyć dziecko pod bieżącą wodą, lub po uprzednim wytarciu pupy, w wannie.

Przy ruchliwym dziecku polecam mycie zamiast wycierania. Jest to najlepszy sposób na czystą pupę bez odparzeń, czesto również najłatwiejszy.

Jak przewinąć ruchliwe dziecko

Kiedy dziecko robi się mobilne, zmiana pieluchy bywa prawdziwym wyczynem. Moja córeczka odkąd nauczyła się odwracać na brzuch, korzysta z tego manewru, żeby uniemożliwić założenie pieluchy. Teraz, kiedy już chodzi, bywa że gonimy się po domu, żeby założyć “ukochaną” pieluszkę. Moje sposoby na założenie pieluszki to zabawianie dziecka przy przewijaniu – śpiewanie, robienie min, wydawanie dziwnych dźwięków, pomoc osoby drugiej, czyli męża. Kiedy przewijanie na leżąco nie jest możliwe zakładam pieluszkę kiedy mała stoi. Czasem również to jest niemożliwe, wtedy najpierw zapinam pieluszkę a potem zakładam ją tak jak majtki. Ostatnio w sprzedaży pojawiły się pampersy “girl” i “boy”, właśnie takie pieluszki-majtki, które są świetne przy rocznym dziecku niemającym ani chwili do stracenia. Jedyną ich wadą jest wysoka cena, choć są bardzo chłonne, miękkie a oszczędność czasu i energii przy ich zakładaniu są niebagatelne. Przy zdejmowaniu można je ściągnąć jak bieliznę, lub rozerwać wzdłuż nacięć po bokach.

Jaką chustę kupić?

Plusy i minusy noszenia w chuście

Noszenie dziecka w chuście staje się coraz bardziej popularne. Chusta jest dobra dla maluszka, ponieważ jest blisko mamy, jest mu wygodnie, ciepło i bezpiecznie.
Plusy dla mamy:
1. ręce są wolne i się nie męczą (chyba, że chcemy mieć pięknie wyrzeźbione ramiona, wtedy chusta jest zbędna :)),
2. dziecko można ubrać lżej – wiadomo, że nie zmarznie nawet w ziemie,
3. jest dobra dla stawów biodrowych (pozycja żabka)
4. jest wygodna i nie obciąża kręgosłupa noszącego (oczywiście do kiedy noszony nie osiągnie pewnej wagi)
5. można wejść do każdego budynku i po schodach bez szarpania się z drzwiami, czy szukania windy, zwłaszcza gdy takowej brak np.w tramwaju czy autobusie,
6. jest nieodzowna gdy dziecko nie chce siedzieć w wózku (tak jak moje przez kilka miesięcy),

chusta minusy:
1. z czasem noszenie dziecka jest trudniejsze, bo maluch rośnie i robi się cięższy,
2. oprócz dziecka trzeba czasem nosić też zakupy (a także picie, pieluchę na zmianę, chusteczki) co wymaga dobrego kręgosłupa,
3. bywa gorąco, zwłaszcza w lecie, bo przy 30-kliku stopniach żadna chusta nie jest wystarczająco przewiewna czy lekka,
4. ładne bluzeczki i szpilki idą do szafy, bo ani ich nie widać przez chustę, ani nie są pożądane przy noszeniu dziecka,
5. wiązanie na początku może być trudne i trochę czasu zajmuje zrozumienie jak to robić dobrze, czyli tak, żeby było wygodnie.

Chusta Nati z bambusem
Chusta Nati z bambusem

Chusty elastyczne i materiałowe

Dla początkujących i przy niemowlakach do ok. 7 kg, polecam chustę elastyczną. Jej zaletą jest to, że nie trzeba mieć doświadczenia z wiązaniem i będzie nam wygodnie nawet bez idealnego założenia – wszystko można łatwo dociągnąć i poprawić. Szerokość i długość chusty trzeba dobrać do swojej sylwetki. Jeśli nosić będzie zazwyczaj tylko mama i jest raczej szczupła to nie ma co kupować za długiej chusty, na wszelki wypadek, bo jej końce będą zwyczajnie wisieć, lub trzeba się okręcać dodatkowo (zwłaszcza w lecie ma to znaczenie). Ważne jest jednak, żeby nie kupić za krótkiej chusty, tak żeby móc robić każde wiązanie.
Szerokość chusty jest również istotna – przy większym dziecku bardziej docenimy chustę szerszą. Dla cięższych dzieci i osób z większym doświadczeniem z wiązaniem, polecam chustę materiałową. Doświadczenie w wiązaniu jest o tyle ważne, że taka chusta się nie naciąga, więc trzeba mieć wyczucie jak ja zawiązać. Oczywiście wszystko można poprawić i dociągnąć, lub poluzować. Na początek można poćwiczyć wiązania z np.poduszką w środku. Generalnie przy wiązaniu ważne jest, żeby nie było za dużo luzu, bo wtedy noszenie jest męczące. Dziecko musi przylegać dosyć dobrze i wtedy komfort noszenia jest jak trzeba.

Jaką chustę wybrać?

Chust jest wiele, wybór na rynku jest spory. Nie wiem, czy istnieje chusta ‘naj’, ponieważ ludzie lubią różne rzeczy. Nie bez znaczenia jest cena – chusty polskie są tańsze i mimo, że opinie na forach są różne, myślę że są godne polecenia.
Ja mam dwie chusty i cenie je sobie bardzo. Pierwszą – elastyczną, kupiłam w Polekoncie i byłam z niej bardzo zadowolona. Dzidzię nosiłam w zimie i na wiosnę. Potem mała zrobiła się za ciężka i cieplejsze temperatury dały się we znaki. Po godzinach poszukiwań na różnych forach zdecydowałam się na tkaną chustę Nati z bambusem. Wahałam się między nią a Didymosem, w końcu zdecydowałam się na chustę z bambusem. Na lato i przy cięższym dziecku spisywała się bardzo dobrze a ponieważ dziecko w wózku nie chciało siedzieć, była prawdziwym wybawieniem. Chusta wydaje się sztywna, ale po związaniu jest bardzo stabilna i nie naciąga się, nawet po kilku godzinach noszenia. Mimo, że wydaje się gruba jest przewiewna i wygodna. Oczywiście, gdy z nieba leje się skwar, chłodno nam nie będzie i w takich momentach najlepiej wychodzić rano lub wieczorem. Jedynym mankamentem jest węzeł, który wychodzi spory, ale nie wpływa to na komfort noszenia. Ostatnio mała zaczęła siedzieć w wózku, ale kto wie czy przy następnym dziecku nie zastanowię się nad następną chustą do kolekcji…
Generalnie chusta ułatwia życie i jest rzeczą, którą polecam. Wybór firmy zależy od tego ile pieniędzy zamierzamy przeznaczyć na zakup, jakiej chusty szukamy – rodzaj materiału, długość, oraz oczywiście od jej wyglądu. Jeśli chodzi o ten ostatni, wybór jest bardzo szeroki i każdy może znaleźć coś dla siebie.

Rozszerzanie diety niemowląt

Co na początek?

Rozszerzanie diety dziecka karmionego piersią, według aktualnych zaleceń WHO (Światowa Organizacja Zdrowia) rozpoczyna się po 6 miesiąca. Na początek najlepsza jest marchewka, może być w postaci soku przecierowego lub musu marchwiowego. Dobre jest również jabłko, ale ponieważ jest słodsze od marchewki, a dzieci bardzo lubią smak słodki, lepiej zaczynać od tej drugiej. Z czasem (od 7 miesiąca) jedzenie nie powinno być tak dokładnie zmiksowane, ponieważ dziecko musi nauczyć się żuć i przełykać kawałki pokarmu.

Co się nam przyda?

Na początku dziecko może wypluwać jedzenie, ponieważ jest to dla niego nowy sposób karmienia i musi się go nauczyć. Taka nauka może trwać kilka dni lub nawet tygodni. Moja córcia zaczęła jeść ładnie po około 2 miesiącach. Najważniejsze, to być cierpliwym, ponieważ wcześniej czy później trzeba nauczyć maluszka jeść. Przydatną rzeczą jest krzesełko do karmienia, w którym dziecko może samo siedzieć oraz oczywiście śliniaczki, papierowe lub zwykłe ręczniki i miękkie sztućce dla niemowląt. Posiłki można przygotować samemu, ale dobrze jest się zaopatrzyć w warzywa z upraw ekologicznych, tak żebyśmy mieli pewność co do jakości posiłku. Zawsze też można kupić gotowe jedzenie w słoiczkach, które “rośnie” z dzieckiem i jest odpowiednio przebadane. Często też dzieci lubią jeść z talerza od rodziców, co ma taki plus, że cała rodzina je zdrowo.

“Chory kotek”, czyli książki dla niemowląt

Głos rodziców to muzyka dla uszu

Dzieci, nawet całkiem malutkie, lubią kiedy im się czyta. Generalnie dzieci lubią słuchać głosu rodziców, kiedy im coś opowiadamy, śpiewamy, czy intonujemy samogłoski ‘aaaaa, ooooo’. Głos rodziców działa uspokajająco i czasami może nawet pomóc w zasypianiu – mój mąż jest w tym rewelacyjny. Mówi do Łucji, jednostajnym głosem, bez przerwy, aż mała uśnie – bez płaczu i protestu.

Poczytaj mi mamo

Obydwoje z Markiem lubimy czytać i od najmniejszego czytamy również córci. Jej ulubioną książeczką jest “Chory kotek”, wydaną przez Wydawnictwo Jasieńczyk z Krakowa w 2006. Książeczka zawiera tylko ten jeden wierszyk Stanisława Jachowicza, ale jest ciekawa dla maluszka, bo ma fajne ilustracje pani Katarzyny Kołodziej. Łucja absolutnie uwielbia tą książeczkę i czytamy ją codziennie. Potrafi ją znaleźć wśród wielu innych i zawsze uśmiecha się, gdy zaczynam czytać. Książka pomogła ją nawet uspokoić przy szczepieniu, co mówi samo za siebie…

Jej drugą ulubioną lekturą jest “Chmurka” napisana przez panią Zofię Stanecką z ilustracjami pana Roberta Jabłońskiego, wydana przez Wydawnictwo Wilga z Warszawy w 2004. Podobnie jak w przypadku “Chorego kotka” czytamy ją codziennie. Córeczka lubi również jak jej czytam wierszyki Juliana Tuwima, zwłaszcza “Kotka” i “Ptasie radio” – ten ostatni wywołuje szeroki uśmiech przy kwestii słowika :). Jeśli jeszcze nie próbowaliscie czytać swoim pociechom, to polecam, bo okaże się, że nawet kilkumiesięczne niemowlę, będzie mieć swoją ulubioną książeczkę.