Co lubią niemowlęta

Każdy mały człowiek ma swój gust i niektóre rzeczy lubi, innych nie. Co lubi niemowlę? Oto lista:

1. Mama i tata – zawsze, wszędzie w ilościach dowolnych, najlepiej w zestawie.

2. Pozostała rodzina i psy, koty, rybki, czy co tam mamy innego w domu.

3. Cycuś – kiedy dzidziuś jest: spragniony, głodny, zmęczony, jest mu źle, coś go przestraszyło, wychodzą mu zęby, przewrócił się, chce być blisko mamy, nudzi się, itd.

szczęśliwe dziecko
szczęśliwe dziecko

4. Jedzenie i picie w innej postaci: trzeba zbadać organoleptycznie, żeby poznać zapach i smak, potrząsnąć, sprawdzić konsystencję, spróbować czy da się ugryźć (jeśli się da to później wypluć), zbadać rączkami i zrobić sobie maseczkę, sprawdzić czy ubranku, ewentualnie podłodze, też smakuje.

5. Jedzenie i picie z talerza i kubka mamy – nic nie smakuje lepiej.

6. Być na rękach u mamy lub taty, chusta też może być, ale nie ma to jak ręce –  nie ograniczają ruchów i dają możliwość zmiany perspektywy patrzenia na świat, w zależności od sposobu noszenia.

7. Zasypianie na rodzicach i spanie w łóżku rodziców, najlepiej żeby rodzice zasypiali o tej samej porze co dzidziuś, albo żeby przynajmniej byli obok.

8. Bycie w centrum zainteresowania, chwalenie się nowo nabytymi lub opanowanymi umiejętnościami, bycie entuzjastycznie i szczerze podziwianym.

9. Zabawa ulubionymi przedmiotami, niekoniecznie zabawkami, czyli potrząsanie, dotykanie i koniecznie gryzienie – gryzaczki są ostatnią rzeczą, którą niemowlę lubi gryźć, najlepsze są rzeczy, których gryźć nie można: papier (każdy, zwłaszcza pokryty farbą drukarską), pilot od tv, telefon, okulary i inne.

10. Rozbieranie i generalnie bycie gołym – bez ubrań, skarpet, butów, czapek, pieluch i wszystkich tych krępujących ruchy ciuchów.

11. Słuchanie ulubionych piosenek, najlepiej w wykonaniu rodziców i czytanie, dowolną ilość razy, ulubionych książek.

12. Zabawy typu podrzucanie i hysianie.

13. Sprawdzanie jak mocno trzymają się włosy na głowie rodziców, jak również wyciąganie rączek po wszystko co można złapać.

14. Mama i tata.

Oczywiście każde dziecko ma swoją własna listę z modyfikacjami, ale myślę, że mniej więcej wygląda to jak opisano powyżej.

Kąpiel noworodka

Trudne początki

Pierwsza kąpiel noworodka przyprawiła niejednego rodzica o szybsze bicie serca. Nie bez przyczyny – trzymać takiego maleńkiego człowieka w ramionach to już coś, a kąpać go to już naprawdę wydarzenie – maleńkie rączki, drobne nóżki, zwykle około 3-4 kilogramów szczęścia. Ale pomyślcie, że nie jesteście pierwszymi ani ostatnimi rodzicami, którzy kąpią dziecko. Mnie zawsze pomaga myśl, niezależnie od tego co robię (zwłaszcza, gdy jest ciężko i dzidziuś płacze), że gdyby dziecko mogło, to samo by się (tu dowolnie): wykąpało, nakarmiło, uśpiło itp. Ale póki co nie może i od tego właśnie ma rodziców, żeby się wszystkim zajęli.

chlapu chlap
chlapu chlap

Kąpiel – krok po kroku

Zanim przystąpimy do kąpania najpierw trzeba umyć buźkę wacikiem zmoczonym w ciepłej, przegotowanej wodzie (po kąpieli noworodek pewnie będzie płakać, łatwiej jest przed).

Do kąpieli potrzebne są:

1. Stanowisko do kąpieli z wanną, do której można włożyć pieluszkę tetrową – polecam – będzie maluszkowi wygodniej, lub gąbkę do kąpieli (ale ma tendencję do wypływania i woda na powierzchni szybko się chłodzi, lepsza dla starszych dzieci gdy wlewamy więcej wody). Wannę ustawiamy tak, żeby nie męczyć kręgosłupa i żeby było wygodnie trzymać dziecko.

2. Przybory do kąpania – gdzieś pod ręką: mydełko lub płyn do kąpieli, szampon, niedaleko rozłożony ręcznik, oliwka, pieluszka, ubranko z czapeczką i szczotka do włosów. Dla początkujących polecam termometr do kąpieli, kosztuje niewiele a będziecie mieć pewność, że woda ma odpowiednią temperaturę. Po kąpieli do osuszenia i odkażenia kikuta pępowiny potrzebne będą patyczki do uszu i spirytus (może być 95% rozcieńczony pół na pół wodą).

3. Temperatura pomieszczenia – nie za wysoka, zalecana jest około 21-23 °C, moim zdaniem generalnie taka, przy której sami czujecie przyjemne ciepło, ale nie za ciepło (rodzicom z wrażenia i tak wydaje się, że jest upał, więc dobrze jest mieć termometr :)).

Właściwie to tyle z wyposażenia. Kilka wskazówek odnośnie trzymania dziecka:

–  w kąpieli jedną ręką trzymamy główkę i plecy a drugą myjemy maluszka – na początku jedno z rodziców może trzymać, drugie myć,

– przy wkładaniu i wyciąganiu z wody jedna ręką podpieramy główkę i plecki a drugą wkładamy pod pupę, tak żeby kciukiem złapać pewnie nóżkę w pachwinie – dzidziuś czuje się lepiej, bo trzymamy go pewnie,

– po wyjęciu z wody dobrze jest od razy przytulić maluszka do siebie (patent mojego męża) – dzieci nie lubią wyciągania z wody i zwykle wtedy płaczą, a dotyk je uspokaja (przez ramię trzeba sobie rozłożyć ręcznik, którym można od razu owinąć dziecko) .

Podczas mycia główki podtrzymując ją ręką, dobrze jest zasłonić uszy dziecka płatkami uszu – woda nie dostanie się do środka. Po kąpieli trzeba dzidziusia delikatnie osuszyć, natrzeć oliwką, uczesać, ubrać (czapeczkę zakładamy na około godzinę)  i ukochać.  Czas po kąpieli jest również dobry na karmienie – jeśli maluszek płakał to go uspokoi.

Na koniec pamiętajcie – nie od razu Kraków zbudowano a trening czyni mistrzem.

Imię dla dziecka

Najlepszy czas na decyzję

Na wybór imienia dla dzidziusia rodzice mają na ogół około 9 miesięcy. Niektórzy rodzice potrafią je wybrać bez większych problemów, ba – czasem wiedzą jakie imię nadać, zanim w ogóle dzidziuś będzie w drodze. W niektórych przypadkach decyzja zapada tuż przed narodzinami, a niekiedy po tym jak rodzice zobaczą swoje nowonarodzone dziecko. Jestem ciekawa jak wy wybieraliście imię dla Waszego dziecka. Moja siostra i jej mąż wybrali imię zanim dzidziuś się urodził, ale jak zobaczyli swoją córcię to je zmienili i muszę przyznać, że pasuje doskonale.

Imię idealne

My z Markiem myśleliśmy, odkąd dowiedzieliśmy się jakiej płci jest nasze dziecko. Najbardziej podobało nam się imię Julia, ale potem okazało się, że jest ono ostatnio bardzo popularne, więc mimo że jest piękne, zrezygnowliśmy z niego. Niestety, jakoś ciężko było znaleźć inne imię. Chcieliśmy, żeby było wyjątkowe, ale w miarę tradycyjne, żeby miało swój odpowiednik w języku angielskim i polskim i żebyśmy lubili je tak samo. Zdecydowliśmy się ostatecznie w szpitalu, między jednym a drugim skurczem. Na kartce wydrukowaliśmy listę imion i debatowliśmy nad każdym z nich, aż zostały nam trzy najlepsze, z których w końcu jednomyślnie wybraliśmy Łucję, czyli Lucy lub Łucyjka, Lusia, Łucjanowska, zwana także Łucjuszem lub Lucjanem. Mam nadzieję, że nasza pociecha, będzie w przyszłości kochać je tak samo jak my kochmy ją.

Chłopiec czy dziewczynka?

Córeczka czy synuś?

Każda kobieta w ciąży, wcześniej czy później zastanawia się jaką płeć ma jej dzidziuś. Może to dziewczynka – i już widzimy oczyma wyobraźni małą, słodką córeczkę w kolorowej sukience jak zrywa kwiatki na łące, albo jak swoimo małymi, tłustymi rączkami robi ciasteczka. A może to chłopiec – mały urwis dzielnie stawiający pierwsze kroki, czy bawiący się samochodzikami. W każdym razie, na pewno zdarzyło Wam się nad tym zastanowić. Mama z rozrzewnieniem myśli o swojej małej córeczce, a tata już widzi siebie i syna spędzających wspólnie czas.

a kuku
a kuku

Intuicja a płeć dziecka

Czasem próbujemy zgadywać, czy będzie to chłopiec czy dziewczynka. Znaki są różne, począwszy od zachcianek – to dziewczynka, lub ich braku – chłopiec, wyglądu – przy dziewczynce buzia mamy robi się bardziej okrągła, jeśli to chłopiec włosy są bujniejsze i mocniejsze, kształtu brzuszka – w przypadku chłopca jest to częściej piłeczka, aż po preferencje w kolorze ciuszków – niebieskie dla chłopca, różowe dla dziewczynki, czy też podszepty naszej intuicji. Jestem ciekawa, jak było z Wami. W moim przypadku żaden z powyższych „znaków” się nie sprawdził. Przez kilka pierwszych tygodni byłam pewna na 99%, że będziemy mieć chłopca. Wyglądałam i czułam się bardzo dobrze, brzuch (to już później) miał kształt piłki, zachcianek szczególnych nie miałam a okazało się, że będziemy mieć dziewczynkę.

Nie ma to jak medycyna

Tak naprawdę płeć można określić w 100% po porodzie, lub wcześniej na USG, choć to drugie nie zawsze jest możliwe, zależy od ułożenie płodu no i nie zawsze też rodzice chcą wiedzieć wcześniej. Mimo wszystko z rozrzewnieniem wspominam te moje zgadywanki i „przeczucia”. Właściwie jedynie moja teściowa mówiła, że to będzie dziewczynka, reszta rodziny, włącznie ze mną „obstawiała” chłopca. Tymczasem, mój ukochany dzidziuś skończył siedem miesięcy i bez dwóch zdań, śliczna z niego dziewczynka.

Jaki wózek kupić?

Co wziąć pod uwagę przy zakupie?

Zakup wózka to złożona sprawa i trudniejsza niż się wydaje. Przekonaliśmy się  o tym na własnej skórze. To, czy kupiliśmy odpowiedni okaże się już na pierwszym spacerze. W dzisiejszych czasach sklepy oferują najprzeróżniejsze wózki i to zarówno jeśli chodzi o funkcjonalność jak i wygląd. Jaki wózek kupić? Moim zdaniem najważniejsze rzeczy, które trzeba wziąć pod uwagę to:

– amortyzacja, niezwykle istotna przy nierównej nawierzchni,

– rodzaj kół – im większe, tym lepsza jest amortyzacja, co chroni kręgosłup i głowę maluszka przed wstrząsami,

– waga wózka (ma ogromne znaczenie, zwłaszcza jeśli wózek trzeba wnosić na piętro),

– rączka – najlepsza jest z regulowaną wysokością, dobra dla osób o różnym wzroście,

– pasy bezpieczeństwa, którymi można zapiąć dziecko,

– akcesoria dodatkowe – kosz na zakupy, dodatkowe kieszonki, parasol, pokrowiec przeciwdeszczowy.

wózek dla niemowlaka
wózek dla niemowlaka

Wózek głęboki kontra spacerówka.

Nasz pierwszy wózek dostaliśmy od mojego kuzyna, po jego dziecku. Wózek spełniał rolę głębokiego i spacerowego – i tu sie zatrzymam. Przy malutkim dziecku potrzebny jest tylko wózek głęboki, w którym można ułożyć dzidziusia całkowicie na płasko. W przypadku naszego wózka nie było to możliwe – miał on układ taki jak fotelik samochodowy. Ponieważ kręgosłup dzidziusia jest bardzo delikatny dodatkowo wkładałam do wózka materacyk z gryki. Koła wózka były pompowane i był  on dosyć ciężki, ale jak się okazało świetnie sprawdzał się na mieście, gdyż chodniki to niejednokrotnie istny tor przeszkód. Pompowane koła zapewniają świetną amortyzację przed wstrząsami i w porównaniu do kół piankowych są o wiele lepsze. Wadą tego wózka, była jego waga, co znacznie utrudnia życie, gdy codziennie trzeba wózek znosić i wnosić na (dowolne) piętro. Z tego też powodu postanowiliśmy kupić lżejszą spacerówkę. Uprzedzili nas moi rodzice, którzy sprezentowali nam wózek spacerowy. Jest on o wiele lżejszy, ale piankowe koła, mimo że spore nie sprawdzaja się tak dobrze na krakowskich wertepach, jak koła pompowane. Wózek głęboki miał regulowaną rączkę, którą można było przełożyć na tył, lub przód wózka, taż że dzieko mogło patrzeć na rodziców, lub na drogę przed nim. Było to bardzo wygodne. Ze względu na różnicę wzrostu między mną a mężem, regulacja poziomu wysokości rączki jest bardzo przydatna. W wózku spacerowym takiej opcji nie ma, w związku z czym mój mąż chcąc nie chcąc, garbi się pchjąc wózek. Bardzo przydatną rzeczą jest koszyk na zakupy i dodatkowe kieszonki, a także sposób składania wózka – im mechanizm jest prostszy, tym wygodniej, zwłaszcza kiedy trzeba wóżek włożyć do samochodu.

Jaki wózek kupić? Decyzję o zakupie wózka dobrze jest solidnie przemyśleć i zastanowić się, jaki wózek będzie dla nas i dla dziecka, najlepszy.

Kosmetyki do kąpieli niemowląt

Skóra noworodka

Kilka dni po powrocie ze szpitala zauważyłam, że skóra między palcami mojego dziecka się łuszczy. Oprócz tego maleńka często kichała i bałam się, że złapała katar. Zadzwoniłam więc do szpitala i dowiedziałam się, że noworodek ma prawo kichać – jego drogi oddechowe oczyszczają się. Skóra będzie się łuszczyć i to na całym ciele. Poczułam się dużo lepiej, bo wszystko jest możliwe, a jako niedoświadczona mama nie wiedziałam, że takie rzeczy są normalne. Najlepiej jednak, każdą wątpliwość skonsultować z pediatrą, dla świętego spokoju.

Najlepsze dla szorstkiej skóry

Ponieważ skóra Łucji była sucha i szorstka próbowałam różnych kosmetyków – Bambino (mydełko i oliwka), Nivea (mydełko, oliwka – której nadal czasem używam, żel do mycia – wygodny, bo z pompką, delikatny zapach), Hipp (płyn do kąpieli, skóra była mniej szorstka, ale szorstka a płyn ma dosyć intensywny zapach, wolę kosmetyki bezzapachowe lub takie o bardzo delikatnym zapachu). Później była emulsja do kąpieli z parafiną Oilan (było lepiej niż po pozostałych środkach, ale skóra nadal nie była gładka), polski odpowiednik (tańszy) Oilana – Oilatum (efekt taki jak przy Oilanie) i wreszcie emulsji do kąpieli Emolium, po której skóra jest gładziutka a dodatkowo zapach jest bardzo delikatny. Plusem kosmetyków z olejem parafinowym jest to, że nie trzeba dodatkowo stosować oliwki, ponieważ skóra po kąpieli jest wystarczająco natłuszczona. Emolium jest drogie (zapłaciłam 38 zł za 400 ml), ale jest wydajne – stosuję go od miesiąca, a została ponad połowa opakowania (płyn jest gęsty) i w naszym przypadku sprawdza się najlepiej, skóra dziecka jest gładziutka.

Pranie ciuszków noworodka

Skóra niemowląt jest bardzo delikatna. Zanim dzidziuś się urodzi trzeba wyprać wszystkie ciuszki w produktach do tego przeznaczonych. Z tym, że nie każdy proszek jest dobry dla skóry maluszka i nawet te przeznaczone dla dzieci, mogą powodować wysypkę. Zwłaszcza, jeśli rodzice (lub jedno z nich) są alergikami, wówczas szczególnie polecam używać płatków mydlanych. Mimo, że trzeba je przed praniem rozpuścić a ciuszki nie będą niestety śnieżnobiałe, to jest to konieczne, kiedy maleństwo jest alergikiem. Ja, na nieszczęście, dałam się zwieść opakowaniu i przed porodem wyprałam wszystkie ciuszki, pościel, kocyki, pieluszki w „Loveli”. Na proszku jest napis, że przeznaczony jest do prania bielizny niemowląt, ale jakoś nie przyszło mi do głowy, że noworodek, to zupełnie inna historia. No i niestety, płakałam w szpitalu nad moim nowonarodzonym maleństwem, pokrytym od stóp do głów wysypką. Dlatego, przyszłe mamy, jeśli istnieje prawdopodobieństwo, że Wasze dziecko może być alergikiem, to polecam Wam pranie w płatkach – przynajmniej przez kilka pierwszych tygodni. Zaoszczędzi to dziecku dyskomfortu z powodu wysypki, a Wam niepotrzebnego stresu.

Lekki poród

Grunt to organizacja

Łucja urodziła się kilka tygodni przed czasem, tego samego dnia co moja babcia – ku radości tej ostatniej. Na szczęście byłam już spakowana do szpitala, co okazało się bardzo czasochłonnym zajęciem. Jestem minimalistką i myślałam, że pakowanie zajmie mi kilka minut – góra godzinkę, ale przeciągnęło się na cały dzień i w dodatku okazało się, że muszę zabrać dwie spore torby. Przed porodem zastanawiałam się czy będę wiedzieć, że ‚to już’ i jakie będą objawy. Z tego co wyczytała na necie bóle czasem trwają kilka godzin i niekoniecznie trzeba od razu jechać na porodówkę.

Dzidziuś gotowy do drogi

Tymczasem rozpoczęło się o 9.00 rano, bezboleśnie – odeszły mi wody, a raczej zaczęły odchodzić i to w ilościach konkretnych, aż zastanawiałam się jak dojedziemy do szpitala przy takim potopie! W szpitalu byłam dosyć spokojna, na ile można być spokojną przy pierwszym (i pewnie kolejnym też) porodzie. Bałam się bóli, ale nie jakoś bardzo, trochę nawet byłam ciekawa jakie to uczucie. Dowiedziałam się po kroplówce z oksytocyny i po drugim skurczu poprosiłam o znieczulenie, które zostało podane po jakimś czasie (rozwarcie musi być odpowiednie). Muszę przyznać, że nigdy nie czułam się tak błogo jak po tym znieczuleniu i podziwiam wszystkie kobiety, które rodzą bez tego. Ból jest do wytrzymania, w końcu przez jakieś dwie godziny wspomagałam się oddychaniem i mężem, ale jest strasznie męczący. Najgorsze między skurczami było to, że niewiarygodnie chciało mi się spać, ale nie mogłam się położyć, bo lepiej znosiłam ból siedząc, opierając ciężar ciała na stoliku.

Oto jestem

Później poszło jak z płatka, koło 19.00 pani doktor stwierdziła, że już czas, zaczęłam przeć, wspomagana przez Marka i o 20.10 trzymałam w ramionach najpiękniejszą istotę na świecie. Kiedy położono mi maleńką na brzuchu a ona popatrzyła na swoich rodziców, świat stanął w miejscu. Obydwoje z Markiem zakochaliśmy się w naszej córeczce. Mimo, iż była taka maleńka i bezbronna, to jej spojrzenie mówiło „witam, już jestem z wami i wreszcie was widzę”. Aż mi się łza w oku kręci na samo wspomnienie… Po zszyciu pojechałam na salę poporodową, gdzie przyniesiono mi córeczkę i mogliśmy ze świeżo upieczonym tatusiem nacieszyć się naszym dzieckiem. Kiedy podałam małej pierś, przyssała się profesjonalnie i tak ma do dzisiaj. W trzeciej dobie dostałyśmy wypis i całą rodziną wróciliśmy do domu. Prawdę mówiąc byłam zaskoczona, że wszystko poszło tak gładko i że tak szybko wróciłam do siebie (z wyjątkiem figury, ale o tym innym razem). Nie bałam się porodu jakoś szczególnie, być może podświadomie czułam, że wszystko będzie dobrze – a może, ponieważ byłam nastawiona pozytywnie, poród był lekki i teraz wspominam go z rozrzewnieniem. W każdym razie życzę wszystkim przyszłym mamą, żeby to szczególne wydarzenie było równie radosne jak w moim przypadku.

Zmywanie to frajda

Ach to zmywanie!

Od ponad pięciu miesięcy jestem szczęśliwą mamą cudownej, kochanej, uroczej Łucji. To mój pierwszy post, wobec czego chciałam napisać coś ciekawego, mądrego, dającego do myślenia, tak żebyś (ewentualny) czytelniku był pod wrażeniem. Niemniej jednak dla mojej ukochanej córeczce pomysł cichutkiego siedzenia na kolanach mamy przez dłużej niż minutę, jest absolutnie nie do przyjęcia. Namiastka spaceru, to znaczy włożenie córeczki do wózka i pchanie go w tę i z powrotem na odległość wyciągniętego ramienia i pisanie jedną ręką, też nie jest dla maleńkiej satysfakcjonujące. Słodki, pięciomiesięczny dzidziuś nie chce leżeć i patrzeć w sufit (nawet na macie, aczkolwiek przez około 10 minut może być, ale to już dzisiaj przerabiałyśmy, więc odpada, czy w wózku jeśli nie jeździmy po całym domu) – o nie – słodki dzidziuś chce żeby mu pokazywać świat, chce patrzeć jak zmywam naczynia (trzymając dzidziusia na jednej ręce a zmywając drugą), gotuję (w ten sam sposób jak zmywam), jem, sprzątam, podlewam kwiatki, robię pranie, rozwieszam je, czeszę włosy, myję zęby czy robię cokolwiek innego. Dzidziuś potrzebuje widzieć te wszystkie czynności, bo są dla niego o wiele ciekawsze niż patrzenie w sufit, czy zabawa (z mamą) ulubionymi zabawkami. Nie wiem, czy wszystkie maluchy są takie, podejrzewam że większość. W końcu są z nami od tak niedawna i wszystko jest dla nich interesujące, nawet tak nudne zającie jak zmywanie. Dlatego właśnie ten post jest o tym o czym jest.